Okład­ki miękkie

Z cyklu: Publi­ka­cje książ­ko­we (3)
W poprzed­nim odcin­ku roze­bra­li­śmy na czę­ści pierw­sze okład­kę zeszy­to­wą. Dzi­siaj pora na omó­wie­nie kolej­nej gru­py okła­dek. Nazwa­li­śmy je okład­ka­mi mięk­ki­mi, co wpraw­dzie odpo­wia­da ter­mi­no­lo­gii uży­wa­nej przez klien­tów dru­karń, ale nie do koń­ca jest zgod­ne z nor­ma­mi. Wyni­ka to z fak­tu, iż w poli­gra­fii na wszyst­ko są nor­my, ale w dru­kar­skim realu liczy się czę­sto vox popu­li, bo to on prze­cież jest tak waż­nym dla nas vox dei.


W tym arty­ku­le znaj­dziesz m.in. odpo­wie­dzi na pytania:
Co to jest okład­ka miękka?
Jakie są rodza­je okła­dek miękkich?
Jakich mate­ria­łów uży­wa się dla okła­dek miękkich?
Jak obli­czać gru­bość grzbietu?


Tak więc klient, nasz pan, a nasz klient skła­da­jąc zapy­ta­nie kal­ku­la­cyj­ne, pyta o książ­kę w opra­wie mięk­kiej a nie na przy­kład o opra­wę pro­stą zakry­wa­ją­cą z okład­ką jed­no­li­tą. Stąd w cho­chli­ko­wych felie­to­nach decy­du­je­my się na tę wła­śnie popu­li­stycz­ną nomen­kla­tu­rę: okład­ki zeszy­to­we, okład­ki mięk­kie, okład­ki twar­deokład­ki spe­cjal­ne.

Wpraw­dzie w dal­szej czę­ści felie­to­nu, będzie­my zmu­sze­ni wpro­wa­dzić takie poję­cia, jak okład­ki przy­le­ga­ją­ceokład­ki zakry­wa­ją­ce, ale pro­szę się nie oba­wiać – każ­de z tych dzi­wacz­nych ter­mi­nów dokład­nie opi­sze­my cho­chli­ko­wym pió­rem tak, aby­ście kon­tak­tu­jąc się z dru­kar­nią mogli z pod­nie­sio­nym czo­łem żądać tego, co wam się należy.

Defi­ni­cja okład­ki miękkiej

Okład­ki mięk­kie to naj­po­pu­lar­niej­szy typ okła­dek dru­ko­wa­nych w więk­szo­ści zakła­dów poli­gra­ficz­nych. Uży­wa się ich zarów­no przy pro­duk­cji opraw pro­stych, zło­żo­nych jak i spe­cjal­nych. Wyni­ka to głów­nie z pro­stej tech­no­lo­gii, a co za tym idzie ze sto­sun­ko­wo niskich kosz­tów wyko­na­nia i krót­kich ter­mi­nów reali­za­cji. Choć dale­ko im do eli­tar­ne­go gro­na okła­dek twar­dych, słu­żą z powo­dze­niem do opra­wia­nia więk­szo­ści ksią­żek, kata­lo­gów, pod­ręcz­ni­ków, biu­le­ty­nówperio­dy­ków.

Cóż to więc jest ta okład­ka mięk­ka? W cho­chli­ko­we­go punk­tu widze­nia, jej defi­ni­cja brzmi nad­zwy­czaj uroczo:

OKŁADKA MIĘKKA to typ okład­ki, któ­rej połą­cze­nie z wkła­dem nastę­pu­je poprzez trwa­łe skle­je­nie wewnętrz­nej stro­ny grzbie­tu okład­ki z grzbie­tem wkła­du. Okład­ka mięk­ka, w prze­ci­wień­stwie do okład­ki twar­dej nie posia­da okle­jek, a druk nastę­pu­je bez­po­śred­nio na mate­ria­le z któ­re­go jest wyko­na­na. Okład­ka mięk­ka, podob­nie jak wszyst­kie okład­ki jed­no­li­te, jest wyko­na­na z jed­ne­go arku­sza materiału.

Gwo­li ści­sło­ści nad­mie­nić wypa­da, iż idąc za wspo­mnia­nym w lidzie vox popu­li, z naszej defi­ni­cji okła­dek mięk­kich wyklu­czy­li­śmy okład­ki zeszy­to­we, oraz okład­ki łączo­ne lamów­ką. Te pierw­sze omó­wi­li­śmy, jako osob­ną gru­pę w poprzed­nim odcin­ku, a te dru­gie prze­su­nę­li­śmy do gru­py okła­dek pozo­sta­łych lub jak kto woli okła­dek spe­cjal­nych, któ­re omó­wi­my w spe­cjal­nym dla nich czasie.

Okład­ki mięk­kie to cia­gle naj­czę­ściej sto­so­wa­ne roz­wią­za­nie przez więk­szość klien­tów dru­karń “nie­dzie­ło­wych”. (foto: ChochliQ)

Rodza­je okła­dek miękkich

Roz­róż­nia­my dwa pod­sta­wo­we rodza­je okła­dek mięk­kich: okład­ki przy­le­ga­ją­ce oraz okład­ki zakry­wa­ją­ce, z cze­go w prak­ty­ce, tyl­ko ten dru­gi rodzaj jest obec­nie pro­du­ko­wa­ny. Sen­ty­men­tal­na natu­ra Cho­chli­ka, każe jed­nak wspo­mnieć tak­że o pierw­szym typie, któ­ry w cza­sach słusz­nie minio­nych uży­wa­ny był nało­go­wo do pro­duk­cji wywro­to­wej literatury. 

W prze­ci­wień­stwie do okład­ki zeszy­to­wej, któ­rej grzbiet jest wyzna­czo­ny jed­nym zła­mem (fal­cem) prze­bie­ga­ją­cym przez śro­dek okład­ki, okład­ka mięk­ka przy­le­ga­ją­ca posia­da dwa zła­my pod­sta­wo­we, a powierzch­nia pomię­dzy tymi zła­ma­mi to grzbiet okład­ki. Sze­ro­kość tego grzbie­tu, czy­li odle­głość pomię­dzy zła­ma­mi pod­sta­wo­wy­mi, jest uza­leż­nio­na od gru­bo­ści grzbie­tu wkła­du, w któ­rym okład­ka będzie usadowiona.

W posta­ci obraz­ko­wej rzecz wyglą­da następująco:

Rys.1. Sche­mat budo­wy okład­ki mięk­kiej przylegającej

Okład­ka mięk­ka przy­le­ga­ją­ca, ma jed­ną pod­sta­wo­wą wadę, otwie­ra się dokład­nie na kra­wę­dzi grzbie­tu i zła­my grzbie­to­we zbie­ga­ją się ze szcze­li­ną powsta­łą ze skle­je­nia grzbie­tu wkła­du z grzbie­tem okład­ki. W efek­cie, po pew­nym cza­sie uży­wa­nia, w zgię­ciu nastę­pu­je roz­dar­cie i okład­ka odkle­ja się od wkła­du. Aby temu zara­dzić, spryt­ni intro­li­ga­to­rzy, doło­ży­li dodat­ko­we dwa zła­my na przed­niej i tyl­nej okła­dzi­nie. W ten spo­sób prze­su­nę­li miej­sce otwie­ra­nia się okład­ki poza kra­wędź grzbie­to­wą o 5-8 mm oraz powięk­szy­li powierzch­nię skle­je­nia okład­ki z wkła­dem, któ­ra obej­mu­je tutaj już nie tyl­ko powierzch­nię grzbie­tów, lecz zacho­dzi na pierw­szą i ostat­nią stro­nę wkła­du o rze­czo­ne 5-8 mm.

W taki oto spo­sób powsta­ła okład­ka mięk­ka zakry­wa­ją­ca, któ­ra jest znacz­nie trwal­sza od okład­ki przy­le­ga­ją­cej i nie­po­mier­nie schlud­niej wyglą­da, opra­wio­na w nią publikacja.

To. co tak skom­pli­ko­wa­nie brzmi w cho­chli­ko­wym opi­sie, na rysun­ku widać bar­dzo jasno:

Rys.2 Sche­mat budo­wy okład­ki mięk­kiej zakrywającej

Okład­ka łączo­na lamów­ką  skła­da się z trzech czę­ści: okła­dzi­ny przed­niej, okła­dzi­ny tyl­nej oraz łączą­ce­go je paska mate­ria­łu, zwa­ne­go lamów­ką. Lamów­ka zacho­dzi nie­znacz­nie na obie okła­dzi­ny i two­rzy grzbiet okładki.

Skrzy­deł­ka

Bar­dzo popu­lar­nym zabie­giem pro­jek­to­wym jest doda­wa­nie skrzy­de­łek do okła­dek mięk­kich. Co do ich sze­ro­ko­ści i licz­by zła­mów dodat­ko­wych, to nie ma tu prak­tycz­nie spe­cjal­nych zasad. Typo­wa sze­ro­kość skrzy­deł­ka to mniej wię­cej 1/3 sze­ro­ko­ści okła­dzi­ny. Bywa­ją jed­nak skrzy­deł­ka na sze­ro­kość 2/3, a nawet 3/4 sze­ro­ko­ści okładziny.

Szer­sze skrzy­deł­ka moż­na dodat­ko­wo sfal­co­wać, co wzmac­nia usztyw­nia­ją­cą funk­cję okład­ki, a całej publi­ka­cji, nada­je dodat­ko­we­go sznytu.

Pro­jek­tu­jąc skrzy­deł­ka, war­to jed­nak nie odla­ty­wać za dale­ko od eko­no­mii, gdyż cza­sem, z powo­du zale­d­wie kil­ku zbyt fra­so­bli­wie doda­nych mili­me­trów, okład­ka musi być dru­ko­wa­na na więk­szym arku­szu mate­ria­łu, niż to wstęp­nie zakła­da­no, co oczy­wi­ście ma swo­je finan­so­we konsekwencje.

Okład­ki mięk­kie z wąskim i sze­ro­kim skrzydełkiem

Mate­riał

Okład­ki mięk­kie, podob­nie jak zeszy­to­we zazwy­czaj są zadru­ko­wy­wa­ne dwu­stron­nie, stąd do ich wyko­na­nia uży­wa­my papie­ru kre­do­wa­ne­go od gra­ma­tu­ry 170g w górę. Moż­li­we jest oczy­wi­ście uży­cie kar­to­nu, jed­no- lub dwu­stron­nie powle­ka­ne­go. Przy kar­to­nie jed­no­stron­nie powle­ka­nym nie zale­ca się zadru­ko­wy­wać stron wewnętrz­nych (nie­po­wle­ka­nych).

Ponie­waż okład­ka mięk­ka jest fal­co­wa­na jed­no- lub wie­lo­krot­nie, nale­ży zadbać aby uży­ty do jej dru­ku mate­riał miał kie­ru­nek włók­na rów­no­le­gły do prze­bie­gu fal­ców, a fal­ce były dodat­ko­wo prze­bi­go­wa­ne. Unik­nie­my w ten spo­sób pęka­nia w tych miej­scach far­by i papie­ru. Wię­cej na temat pro­ce­su fal­co­wa­nia i bigo­wa­nia, znaj­dzie­cie w cho­chli­ko­wych felie­to­nach temu zagad­nie­niu poświęconych.

Sze­ro­kość grzbietu

Więk­szość zasad obo­wią­zu­ją­cych przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek zeszy­to­wych ma tak­że swo­je zasto­so­wa­nie w przy­pad­ku pro­jek­to­wa­nia okła­dek mięk­kich. Nie będzie­my więc się powta­rzać a zain­te­re­so­wa­nych odsy­ła­my do poprzed­nie­go odcin­ka. Tutaj sku­pi­my się jedy­nie na tym co może pro­jek­tan­ta zasko­czyć przy two­rze­niu okła­dek mięk­kich. Ma to przede wszyst­kim zwią­zek z ich grzbietem.

O ile wymia­ry okła­dzin wyni­ka­ją wprost z usta­lo­ne­go for­ma­tu publi­ka­cji, o tyle sze­ro­kość grzbie­tu okład­ki jest uza­leż­nio­na od gru­bo­ści grzbie­tu wkła­du. W warun­kach wzor­co­wych pro­jek­tant otrzy­mu­je od zle­ce­nio­daw­cy wyli­czo­ną sze­ro­kość grzbie­tu i według tych danych przy­go­to­wu­je projekt.

W prak­ty­ce jed­nak, infor­ma­cję tę jest w sta­nie pre­cy­zyj­nie podać jedy­nie sama dru­kar­nia, po wyko­na­niu pro­to­ty­pu blo­ku wkła­du danej publi­ka­cji i zmie­rze­niu go mikro­mie­rzem lub suw­miar­ką. Na gru­bość grzbie­tu wpływ bowiem mają oprócz gru­bo­ści arku­sza papie­ru, tak­że szy­cie, kle­je­nie i pra­so­wa­nie skła­dek bloku.

Z pew­ną tole­ran­cją, moż­na jed­nak obli­czyć gru­bość grzbie­tu same­mu. Jeśli ktoś ma ocho­tę na chwi­lę mate­ma­ty­ki, to zapra­szam. Potrzeb­ne są do tego nastę­pu­ją­ce dane:

 [I] – ilość stron publi­ka­cji, [G] – gru­bość poje­dyn­cze­go arku­sza papie­ru, z jakie­go jest zro­bio­ny wkład, [D] – doda­tek na kle­je­nie, szy­cie i spra­so­wa­nie blo­ku wkła­du (śred­nio wyno­si on 1 mm dla wkła­du łączo­ne­go tyl­ko kle­jem i 2 mm dla wkła­du szyto-klejonego).

Mając te war­to­ści, gru­bo­ści grzbie­tu obli­cza­my wg wzoru:

[I]/2 x [G] + [D]

Jeśli wkład publi­ka­cji jest wyko­na­ny z kil­ku rodza­jów papie­ru, trze­ba osob­no poli­czyć gru­bo­ści blo­ków poszcze­gól­nych papie­rów, dodać je do sie­bie, a dopie­ro do uzy­ska­ne­go wyni­ku dodać współ­czyn­nik [D].

Rekord  w naszej dru­kar­ni. Książ­ka o grzbie­cie 75 mm.

Wbrew pozo­rom, nie jest pro­stym obli­cze­nie gru­bo­ści arku­sza papie­ru. Jeśli jeste­śmy w posia­da­niu spe­cy­fi­ka­cji papie­ru od pro­du­cen­ta, war­tość ta win­na tam być poda­na. W prze­ciw­nym wypad­ku moż­na same­mu zmie­rzyć mikro­mie­rzem lub suw­miar­ką blok np. 100 kar­tek papie­ru i otrzy­ma­ną war­tość pomno­żyć przez fak­tycz­ną ilość kar­tek w publi­ka­cji (pamię­ta­jąc, że ilość kar­tek rów­na się poło­wie ilo­ści stron). Despe­ra­ci robią to za pomo­cą pla­sty­ko­wej linij­ki kupio­nej w mar­ke­cie i też im „coś” wychodzi.

Osta­tecz­nym, acz naj­bar­dziej zawod­nym, spo­so­bem poli­cze­nia gru­bo­ści kart­ki papie­ru, jest odnie­sie­nie się do jego gra­ma­tu­ry i zało­że­nie, że gru­bość kart­ki papie­ru 1/1000 war­to­ści jej gra­ma­tu­ry. Wg tego zało­że­nia, np. kart­ka papie­ru o gram. 150g ma gru­bość 0,15 mm.

O ile dla papie­rów zwy­kłych daje to w przy­bli­że­niu dość dokład­ny wynik, o tyle dla papie­rów spulch­nio­nych (tzw. obję­to­ścio­wych) trze­ba by go sko­ry­go­wać o współ­czyn­nik spulch­nie­nia (np. dla papie­rów typu Mun­ken vol. 1,2, trze­ba wcze­śniej otrzy­ma­ny wynik pomno­żyć przez 1,2 ). Jest jed­nak już ope­ra­cja nie­zwy­kle ryzy­kow­na i rzad­ko daje pre­cy­zyj­ne wyniki.

Ogól­nie rzecz bio­rąc war­to wyka­zać tro­chę spry­tu przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek i nie zakła­dać, że wszyst­ko będzie w prak­ty­ce tak ide­al­nie wyglą­dać, jak u nas na ekra­nie kom­pu­te­ra.  Wte­dy mili­metr róż­ni­cy w sze­ro­ko­ści grzbie­tu nie będzie miał dla efek­tu koń­co­we­go tak duże­go znaczenia.

Przy­kła­dem, tako­we­go  pozba­wio­ne­go roz­trop­no­ści roz­wią­za­nia, jest sto­so­wa­nie w pro­jek­cie linii gra­ficz­nych bię­gną­cych przez całą wyso­kość grzbie­tu bez­po­śred­nio w miej­scach fal­ców grzbie­to­wych. Pro­jek­tant odda­jąc taki plik do dru­ku, nie zakła­da jakiej­kol­wiek tole­ran­cji na róż­ni­ce pomię­dzy zało­żo­ną a fak­tycz­na gru­bo­ścią grzbie­tu. A potem zamiast miło spę­dzić wspól­nie z dru­ka­rzem czas  przy szklan­ce dobre­go trun­ku, wysma­rza jed­no po dru­gim, pisma reklamacyjne.

Tekst na grzbiecie

W prze­ci­wień­stwie do okła­dek zeszy­to­wych, na zewnętrz­nych grzbie­tach okła­dek mięk­kich moż­na, a nawet wska­za­ne jest umiesz­cza­nie tytu­łu i auto­ra publi­ka­cji oraz cza­sem też logo wydaw­cy. Cią­gle nie­roz­strzy­gnię­ta pozo­sta­je kwe­stia, jak ten tekst ma być na grzbie­cie umiesz­czo­ny. Wśród pol­skich typo­gra­fów sta­re­go poko­le­nia do dziś jesz­cze ist­nie­je zasa­da, iż tekst na grzbie­cie winien iść „od dołu do góry”.

Zasa­da ta nie­ste­ty ma jed­ną pod­sta­wo­wą wadę. A mia­no­wi­cie, kie­dy książ­ka leży na biur­ku sama lub w sto­sie innych ksią­żek, tekst na grze­bie­cie jest „do góry noga­mi”. Sam przez lata byłem piew­cą tej zasa­dy, ale dzi­siaj, odszcze­ku­ję wszyst­ko, co na ten temat powie­dzia­łem i jak­by nigdy nic, podobn­nie do więk­szo­ści typo­gra­fów skła­niam się ku roz­wią­za­niom ame­ry­kań­skim, wg któ­rych tekst zaczy­na się od gór­nej czę­ści grzbie­tu (naj­czę­ściej nazwi­skiem auto­ra i/lub tyty­ułem), a zamy­ka go na dole logo wydawnictwa.

Wybra­nie pod klej

Przy pro­jek­to­wa­niu okła­dek mięk­kich dru­ko­wa­nych dwu­stron­nie, nale­ży pamię­tać o dwóch zasadach:

  1. Powierzch­nia grzbie­tu wewnętrz­ne­go win­na pozo­stać nie­za­dru­ko­wa­na, dla­te­go też w miej­scu gdzie nastę­pu­je skle­je­nie okład­ki z grzbie­tem wkła­du nale­ży wybrać pro­sto­kąt o sze­ro­ko­ści rów­nej sze­ro­ko­ści grzbie­tu wkła­du plus po 5 mm z każ­dej stro­ny „na klej”.
  2. Aby unik­nąć zakle­je­nia istot­nych ele­men­tów tek­sto­wych i gra­ficz­nych wystę­pu­ją­cych na wewnętrz­nych stro­nach okład­ki, nale­ży je odsu­nąć dodat­ko­wo o ok. 6mm od kra­wę­dzi przygrzbietowych.

Jak przy­sta­ło na dobry serial, w naj­bar­dziej intry­gu­ją­cym momen­cie koń­czy­my ten odci­nek. Kolej­ny za tydzień, a cały sezon na CHOHLIQ GO czy­li w przy­go­to­wy­wa­nej do dru­ku nowej książ­ce Cho­chli­ka Dru­kar­skie­go. Pre­mie­ra jesz­cze w tym roku.


Z cho­chli­ko­wym przy­mru­że­niem oka
Andrzej Gołąb
www.cuddruk.pl
10-02-2018

* Biblio­gra­fia:
BN-73/7401-01 Poli­gra­fia. Pod­sta­wo­we nazwy i określenia.
PN-82/P-55500 Intro­li­ga­to­or­stwo prze­my­sło­we. Terminologia.
Sła­wo­mir Mag­dzik, Intro­li­ga­tor­stwo Prze­my­sło­we, WSiP, War­sza­wa 1992

Powe­red by Face­bo­ok Like

Tagi: , , , ,

dodaj komentarz

Musisz byc zalogowany aby komentowac.