Korekta i redakcja

Z cyklu: self-publishing po pol­sku [#2]
Poprzedni odci­nek naszego cyklu poświę­co­nego self-publishingowi, zakoń­czy­li­śmy spe­cy­fi­ka­cją głów­nych dzia­łań, jakie wcho­dzą w skład pro­cesu wydaw­ni­czego. Wszyst­kie one zostały objęte naszym pro­jek­tem „Wydaj­TO­Sam”, który reali­zu­jemy razem z dru­kar­nią cuddruk.pl. Kie­ru­jemy go do wszyst­kich auto­rów, któ­rzy noszą się z zamia­rem wyda­nia swo­jego dzieła w postaci publi­ka­cji książkowej.

 

Wyjść ze schematów

Trzeba mieć oczy­wi­ście świa­do­mość, że rolą self-publishera nie jest bynaj­mniej wła­sno­ręczne wyko­na­nie wszyst­kich czyn­no­ści wydaw­ni­czych, choć teo­re­tycz­nie jest to moż­liwe, nawet łącz­nie z self-pressem. Jeśli ktoś posiada w garażu jakie­goś Romay­ora z cza­sów trza­ska­nia bibuły, może go na tę oko­licz­ność odpalić.

Jed­nak sta­ty­styczny twórca tre­ści, jeśli w ogóle ma wła­sny garaż, trzyma w nim co naj­wy­żej wysłu­żo­nego Opla, zaku­pio­nego z 5% pro­wi­zji od ceny okład­ko­wej, jaką wypła­ciło mu tra­dy­cyjne wydaw­nic­two za poprzed­nią książkę.

Model Opla jest z tych mniej­szych, więc w garażu zmie­ściło się jesz­cze biurko z kom­pu­te­rem, na któ­rym przez kolejne trzy lata powsta­wała nowa powieść. Tym razem jest to dra­mat psy­cho­lo­giczny, o cudow­nym uwol­nie­niu się boha­tera z przy­wią­za­nia do tra­dy­cji i utar­tych spo­so­bów postę­po­wa­nia. W epi­logu boha­ter, a za nim nasz autor, posta­na­wia wziąć sprawy w swoje ręce i tym razem książkę wydać samemu. Wygo­oglo­waw­szy pro­blem, natra­fia „przy­pad­kiem” na stronę Chochlika.

Syner­gia z CUDdrukiem

Witam Cię więc ser­decz­nie Drogi Auto­rze i spie­szę ze sło­wami otu­chy. Wydaj­To­Sam nie ozna­cza Zrób­To­Sam. Tak zwał się, bar­dzo popu­larny w cza­sach PRL-u tele­wi­zyjny pro­gram Adama Sło­do­wego. Tam, fak­tycz­nie trzeba było zro­bić samemu wszystko to, co poka­zy­wał na ekra­nie pre­zen­ter. U nas jest inaczej.

Na Cho­chliku poka­żemy Ci dokład­nie wszyst­kie etapy pro­cesu wydaw­ni­czego, opi­szemy ich dzia­ła­nie i zdra­dzimy nie­które taj­niki, ale to Ty zde­cy­du­jesz, które z nich zechcesz zre­ali­zo­wać sam, a które powie­rzysz nam. Fuzja ener­gii i doświad­cze­nia Cho­chlika Dru­kar­skiego z poli­gra­ficz­nym poten­cja­łem Cen­trum Usług Dru­kar­skich, wydaje się być dla Cie­bie roz­wią­za­niem optymalnym.

Wybrane etapy pro­cesu, będziesz mógł zamó­wić za pośred­nic­twem strony  inter­ne­to­wej pro­jektu, lub bez­po­śred­nio przez plat­formę han­dlową dru­karni www.cuddruk.pl. Oczy­wi­ście w każ­dej chwili jesteś mile widziany oso­bi­ście w sie­dzi­bie naszej dru­karni, gdzie przy dobrej kawie doga­damy szcze­góły współ­pracy. W prze­ci­wień­stwie do nie­któ­rych wydaw­nictw nie ukry­wamy, gdzie dru­ku­jemy nasze książki, bo dru­ku­jemy je u sie­bie. Jak zechcesz, będziesz mógł nawet w tym pro­ce­sie uczest­ni­czyć, jako obser­wa­tor. Nasi dru­ka­rze to ekipa mię­dzy­na­ro­dowa, więc z pew­no­ścią znaj­dzie­cie wspólny język. Zachę­camy: Prze­żyj­To­Sam!

Czy korekta i redak­cja są konieczne?

Dzi­siaj omó­wimy pierw­szy etap każ­dego pro­cesu wydaw­ni­czego, jakim jest (a przy­naj­mniej powinna być) korekta języ­kowa i redak­cja sty­li­styczna. Nie bez kozery aka­pit ten tytu­łu­jemy w for­mie zapy­ta­nia, gdyż wery­fi­ku­jąc przez lata pliki pro­duk­cyjne, odno­szę cza­sem wra­że­nie, iż temat dodat­ko­wej korekty i redak­cji sty­li­stycz­nej nie wydaje się dla wielu rze­czą istotną. Wycho­dzą oni być może z zało­że­nia, iż każdy popu­larny edy­tor tek­stu posiada auto­ma­tyczne spraw­dza­nie tek­stu i już w trak­cie pisa­nia wyła­puje co trzeba, więc ich tek­sty są wolne od błę­dów, zaraz po posta­wie­niu ostat­niej kropki.

Otóż nic bar­dziej myl­nego. Fak­tem jest, iż dzięki coraz lepiej dzia­ła­ją­cym auto­ma­tycz­nym sys­te­mom spraw­dza­nia pisowni, liczba typo­wych błę­dów orto­gra­ficz­nych w tek­stach wyraź­nie zma­lała. Potwier­dzają to, zarówno moje obser­wa­cje, jak i opi­nie osób zaj­mu­ją­cych się zawo­dowo korektą.

Ale błędy orto­gra­ficzne to zale­d­wie uła­mek pro­blemu. Tek­sty prze­zna­czone do druku winny być pod­dane peł­nej korek­cie języ­ko­wej i peł­nej redak­cji sty­li­stycz­nej. Oprócz nagmin­nie popeł­nia­nych błę­dów inter­punk­cyj­nych, trzeba spraw­dzić sty­li­stykę, gra­ma­tykę, flek­sję, war­stwę logiczną i lek­sy­kalną. Cho­dzi więc o kom­plek­sowe przy­go­to­wa­nie języ­kowe mate­riału do druku, a pod lupą redak­tora zna­leźć się winna cała struk­tura i kon­struk­cja dzieła.

Ele­menty pracy korek­tora prze­pla­tają się tutaj z pra­cami redak­tor­skimi, dla­tego też we współ­cze­snych sys­te­mach pracy redak­cyj­nej nad tek­stem, coraz czę­ściej sto­suje się zasadę wyko­ny­wa­nia korekty i redak­cji, jako jedną usługę. Nie ozna­cza to oczy­wi­ście, iż jedna osoba robi wszystko jed­no­cze­śnie. Zazwy­czaj zespoły tym się zaj­mu­jące, roz­dzie­lają te czyn­no­ści. Jed­nak autor zle­ca­jąc je osobno musi mieć świa­do­mość, iż po pierw­sze będzie mu trud­niej zna­leźć pro­fe­sjo­na­li­stów do takiej roboty, a po dru­gie suma kosz­tów będzie z pew­no­ścią wyż­sza. Jak już wyżej wspo­mnia­łem, nie jest też dobrym pomy­słem, rezy­gno­wa­nie z któ­rejś z nich.

Osob­nym zagad­nie­niem jest redak­cja stricte mery­to­ryczna, która zazwy­czaj wymaga zatrud­nie­nia lub kon­sul­ta­cji eks­perta z danej dzie­dziny, choć osoby zaj­mu­jące się regu­lar­nie popra­wia­niem tek­stów spe­cja­li­stycz­nych, np. medycz­nych czy też praw­ni­czych, z cza­sem naby­wają wystar­cza­ją­cej wie­dzy i umie­jęt­no­ści, by wyła­py­wać błędy mery­to­ryczne, nawet w tzw. tek­stach trudnych.

Nie zale­camy pod żad­nym pozo­rem, aby osta­teczną korektę czy też redak­cję wyko­ny­wał wyłącz­nie sam autor. Jeśli nie macie budżetu, aby zle­cić tę usługę nam lub innej fir­mie zewnętrz­nej, dobrze będzie aby tekst prze­czy­tała zna­jąca się na rze­czy osoba z rodziny czy też z grona zna­jo­mych. Potrzebny jest bowiem pewien dystans i obiek­ty­wizm wobec popra­wia­nego tek­stu, któ­rego autor zazwy­czaj mieć nie może, bez względu na posia­daną eru­dy­cję, oczy­ta­nie czy też wykształcenie.

Meto­do­lo­gia

Z wielu wzglę­dów ważne jest, aby prace korek­tor­skie i redak­cyjne były wyko­ny­wane jako pierw­sze, przed zła­ma­niem tek­stu w pro­ce­sie DTP, naj­le­piej na pliku stwo­rzo­nym w pro­gra­mie Word, lub jego open­so­ur­co­wym odpo­wied­niku Libra Off­fice Wri­ter (dawny Open Office). Dla­czego?

Fachowo i dokład­nie spraw­dzony i popra­wiony tekst na tym eta­pie gwa­ran­tuje, iż zle­ca­jąc usługę składu i łama­nia (DTP) nie nara­zimy się na dodat­kowe koszty, wyni­ka­jące z tego, iż błędy będą popra­wiane po zła­ma­niu tek­stu. Wycena usług DTP uwzględ­nia zazwy­czaj jedy­nie moż­li­wość doko­ny­wa­nia kosme­tycz­nych popra­wek na zła­ma­nym tek­ście, a wyku­py­wa­nie w tym celu dodat­ko­wych godzin pracy gra­fika, może nas nara­zić na nie­prze­wi­dziane koszty dodatkowe.

Ist­nieje także nie­bez­pie­czeń­stwo, iż zmiany korek­tor­skie i redak­cyjne mogą wpły­nąć na koniecz­ność prze­ła­my­wa­nia tek­stu, co w wypadku publi­ka­cji bogato ilu­stro­wa­nych może skut­ko­wać kolej­nymi kosztami.

Po trze­cie, pro­gram Word czy Libra Office Wri­ter posiada tzw. tryb śle­dze­nia zmian, czyli pro­fe­sjo­nalne narzę­dzie do wyko­ny­wa­nia korekty, prze­ka­zy­wa­nia odpo­wied­nich infor­ma­cji auto­rowi i zatwier­dza­nia przez niego suge­ro­wa­nych popra­wek i zmian w tek­ście. Bez­pow­rot­nie minęły już czasy, kiedy poprawki korek­tor­skie wpro­wa­dzano ręcz­nie na maszy­no­pi­sach lub wydru­kach z drukarki.

Dziś wymo­giem jest dostar­cze­nie tek­stu w pliku *.doc, względ­nie *.pdf, a wymiana kore­spon­den­cji pomię­dzy redak­to­rami a auto­rem, odbywa się drogą mailową za pośred­nic­twem odpo­wied­nich nota­tek i komen­ta­rzy wsta­wia­nych bez­po­śred­nio do tekstu.

Tryb śle­dze­nia zmian  to nie­zwy­kle przy­datny wyna­la­zek, bo trzeba się liczyć z tym, iż tekst po korek­cie może zawie­rać nawet kil­ka­set popra­wek. Każda z nich wymaga zatwier­dze­nia przez autora. Pamię­tam szok, jaki prze­ży­łem otrzy­maw­szy z wydaw­nic­twa pierw­sze roz­działy tek­stu swo­jej książki. Koń­cząc książkę byłem cał­ko­wi­cie nią wyczer­pany i nie mia­łem ochoty nawet patrzeć na swój tekst, a tu wyma­gano ode mnie, abym zatwier­dzał dzie­siątki błę­dów wychwy­co­nych przez korektę. Dodat­kowo, zażą­dano, abym prze­ka­zu­jąc tekst do wydaw­nic­twa „obsty­lo­wał” go, czyli nadał odpo­wied­nie style takim ele­men­tom tek­stu, jak tytuł, pod­ty­tuły, cytaty, wyróż­nie­nia, lidy itp. Na szczę­ście wsku­tek moich roz­pacz­li­wych próśb, robotę te wydaw­nic­two wzięło w końcu na siebie.

W try­bie śle­dze­nia zmian, samo zatwier­dze­nie wyka­za­nych popra­wek, można znacz­nie uspraw­nić. Jeśli się ma zaufa­nie od facho­wo­ści pracy korekty, wystar­czy we wspo­mnia­nym edy­to­rze uru­cho­mić opcję Akcep­tuj wszystko (menu Edycja/Śledź zmiany/akceptuj wszystko) i poprawki zostaną auto­ma­tycz­nie zatwier­dzone. Pozo­sta­nie nam jedy­nie usto­sun­ko­wać się do komen­ta­rzy, w któ­rych korekta umie­ściła uwagi natury ogól­nej i zapro­po­no­wała do wyboru kilka rozwiązań.

Zna­jąc jed­nak męczar­nie, jakie prze­żywa autor, kiedy jest zmu­szony wró­cić do napi­sa­nego i zamknię­tego już roz­działu swo­jego życia, zle­ca­jąc prace redak­cyjne u nas, możesz jed­nym pisem­nie wyra­żo­nym aktem woli, zatwier­dzić wszyst­kie wyka­zane przez naszych redak­to­rów błędy i poprawki oraz zezwo­lić nam na doko­na­nie wyboru opcji w sytu­acjach, kiedy takowy wybór ist­nieje.  Nasz dia­log mógłby wtedy brzmieć na przy­kład tak:

– Idź­cie do dia­bła z waszymi popraw­kami. Nie za to Wam płacę aby­ście mi zawra­cali głowę bzdu­rami. Zga­dzam się na wszystko co pro­po­nu­je­cie i daj­cie mi już święty spokój.

– Drogi auto­rze. Nie­zmier­nie się cie­szymy, iż obda­rzy­łeś nas takim zaufa­niem. Z Twoim tek­stem uczy­nimy tak, jak sobie życzysz, ale sami do pie­kieł zstę­po­wać nie możemy , bo jesz­cze wiele pracy nad Twoją książką nas czeka. Korekta i redak­cja to prze­cież dopiero pierw­szy etap tej wspól­nej drogi przez mękę.

Ile to kosztuje?

Na koniec kwe­stia dla wielu naj­istot­niej­sza. Kasa. Aż mnie korci aby ponow­nie zacy­to­wać w tym miej­scu frazę z filmu „Miś”: Kasa, Misiu, kasa…

Jed­nostką obli­cze­niową dla wyceny prac korek­tor­skich i redak­cyj­nych jest arkusz wydaw­ni­czy. Jego pełna defi­ni­cja brzmi:

Arkusz wydaw­ni­czy to 40.000 zna­ków tek­stu cią­głego (wli­cza­jąc w to spa­cje i znaki inter­punk­cyjne) lub 700 wer­sów tek­stu poetyc­kiego. Dla mate­ria­łów iko­no­gra­ficz­nych, takich jak rysunki, foto­gra­fie, wykresy czy tabele, wiel­kość ta wynosi 3000 cm².

Dla potrzeb tego etapu pracy nad tek­stem, inte­re­suje nas jedy­nie ilość zna­ków ze spa­cjami, ewen­tu­al­nie ilość wer­sów tek­stu poetyc­kiego . Oczy­wi­ście nie musisz ich prze­li­czać, na pie­chotę. War­tość tę możesz odczy­tać w edy­to­rze tek­stu, korzy­sta­jąc z opcji Licz­nik słów, który uru­cha­miasz z menu Narzę­dzia. Pro­gram podaje kilka war­to­ści, ale nas inte­re­suje przede wszyst­kim pozy­cja: Znaki (wli­cza­jąc spa­cje). Odczy­taną tam war­tość dzie­lisz przez 40.000, a wynik zaokrą­glasz do jed­nego miej­sca po prze­cinku. W ten spo­sób otrzy­mu­jesz w pew­nym przy­bli­że­niu ilość arku­szy wydaw­ni­czych samego tekstu.

Przy­bli­że­nie to wynika z faktu, iż być może na tym eta­pie nie masz jesz­cze, przy­go­to­wa­nych przy­pi­sów, indeksu, spi­sów tre­ści i innych tego typu dodat­ków do tek­stu głów­nego. Trzeba będzie je doczy­tać, w póź­niej­szym cza­sie. Jed­nak obję­tość tek­stu głów­nego gene­ruje główny koszt, więc wiel­kich róż­nic nie należy się spo­dzie­wać, chyba że pod wpły­wem uwag redak­tora, wymie­nisz połowę tek­stu książki.

Cena pro­fe­sjo­nal­nej korekty z redak­cją, uza­leż­niona jest od wielu czyn­ni­ków. Należą do nich:

  1. Typ tek­stu (bele­try­styka, tekst naukowy, tekst medyczny, tekst prawniczy).
  2. Jakość tek­stu (tek­sty ama­tor­skie, wyma­ga­jące poważ­nych prac redak­cyj­nych będą wyce­nione znacz­nie drożej).
  3. Ter­min reali­za­cji (zazwy­czaj pro­po­nuje się klien­towi kilka try­bów pracy: nor­malny, przy­spie­szony, eks­pre­sowy i „na wczo­raj”. Za pośpiech nie­stety trzeba płacić).
  4. Język (tek­sty obco­ję­zyczne są zde­cy­do­wa­nie dro­żej wyce­niane. Na przy­kład prace redak­cyjne nad tek­stem angiel­sko­ję­zycz­nym są nawet czte­ro­krot­nie droż­sze od prac nad tek­stem w języku polskim).

W wypadku naszego pro­jektu Wydaj­TO­Sam, koszt usługi jest dodat­kowo uza­leż­niony od faktu, czy dana pozy­cja będzie dru­ko­wana u nas, czy nie. W tym pierw­szym przy­padku nali­czamy odpo­wiedni bonus od ceny podstawowej.

Mając to wszystko na uwa­dze, trudno jest bez zazna­jo­mie­nia się z pracą podać sztywno cenę. Zakłada się, iż koszt korekty to połowa kosz­tów redak­cji. W sumie trzeba się jed­nak liczyć, iż:

ryn­kowa cena peł­nej korekty języ­ko­wej i redak­cji sty­li­stycz­nej będzie oscy­lo­wała wokół 200 zł./netto za arkusz wydawniczy.

Co ter­mi­nów reali­za­cji, jako stan­dard można przy­jąć dwa dni pracy nad jed­nym arku­szem wydaw­ni­czym. Przy śred­niej obję­to­ści książki, warto więc zare­zer­wo­wać sobie na ten pro­ces mini­mum mie­siąc. Oczy­wi­ście, moż­liwe są ter­miny przy­spie­szone i to nawet bar­dzo, ale jak to zwy­kle bywa za wszystko trzeba pła­cić. A nam bar­dzo prze­cież zależy na tym, aby Twój pierw­szy self-publishing oraz wszyst­kie kolejne, przy­nio­sły Ci oprócz satys­fak­cji, mak­si­mum korzy­ści czy­sto ekonomicznych.

Z tą mocno ogól­ni­kową i wielce orien­ta­cyjną infor­ma­cją pozo­sta­wiamy Pań­stwa do następ­nego odcinka, ale już teraz zapra­szamy, do prze­sy­ła­nia zapy­tań doty­czą­cych tego zagadnienia.

Adres mailowy Cho­chlika zna­cie, ale na wszelki wypa­dek przypomnę:

andrzej.jozef.golab@gmail.com

Zapra­szam także do odwie­dze­nia strony naszej drukarni:

www.cuddruk.pl

Nie­ba­wem też pre­miera strony inter­ne­to­wej pro­jektu WydajTOSam!!!

_

Wasz typo­gra­phic hob­go­blin
Andrzej Gołąb

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , , , ,

dodaj komentarz