Prze­sa­da w poligrafii

Uty­ski­wa­nie na bra­ki, nie­do­rób­ki i nie­do­cią­gnię­cia z pew­no­ścią moż­na kon­ty­nu­ować bez koń­ca. My sku­pi­my się dziś na nad­mia­rze. Prze­sa­da w poli­gra­fii, jak i w każ­dej innej dzie­dzi­nie życia, przy­spa­rza bowiem rów­nie wie­lu pro­ble­mów co nie­do­bór. W jakimś sen­sie jest ona bowiem nie­do­bo­rem prze­zor­no­ści, zdro­we­go roz­sąd­ku i dobre­go wychowania.

Mini­ma­lizm

Isto­tę spra­wy świet­nie obra­zu­je zna­na sen­ten­cja auto­ra “Sztu­ki pro­sto­ty” – Domi­ni­que Lore­rau: mar­no­traw­stwem jest posia­da­nie rze­czy, z któ­rych nie korzy­sta­my. Jestem prze­ko­na­ny, że świat upo­rał­by się daw­no z wie­lo­ma swo­imi trau­ma­mi, gdy­by cho­ciaż w czę­ści uda­ło się wpro­wa­dzić w życie pod­sta­wo­we zasa­dy mini­ma­li­stycz­ne. Nie cho­dzi o to, aby spać na gaze­cie i żyć o chle­bie i wodzie. Nato­miast nad­miar przed­mio­tów, pustych idei i słów bez tre­ści, to gehen­na naszych cza­sów (któ­raż to z kolei?).

W wir­tu­al­nym świe­cie bitów, baj­tów i pik­se­li spra­wy mają się podob­nie. Pewien zwo­len­nik mini­ma­li­stycz­ne­go porząd­ko­wa­nia cyfro­we­go świa­ta zapre­zen­to­wał ostat­nio na fej­sie, scre­ena pul­pi­tu swo­je­go kom­pu­te­ra. Jedy­ną ikon­ką, jaka na nim pozo­sta­ła, był kosz. Ale my tacy rady­kal­ni być nie musimy…

Trzy chwi­le prawdy

W sto­sun­ko­wo nie­odległym cza­sie natu­ral­ną nie­ja­ko barie­rą dla wiel­ko­ści pli­ków wyni­ko­wych były para­me­try tech­nicz­ne kom­pu­te­rów gra­ficz­nych, prze­pu­sto­wość sie­ci inter­ne­to­wych, pojem­ność dys­ków prze­no­śnych czy też skrzy­nek e-mailo­wych. Kto nie zadbał o odpo­wied­nią higie­nę pra­cy przy two­rze­niu pro­jek­tu, napo­ty­kał na prze­szko­dę w chwi­li, gdy już był w ogród­ku i witał się z gąską.

Pierw­sza chwi­la praw­dy przy­cho­dzi­ła w trak­cie gene­ro­wa­nia pli­ku wyni­ko­we­go dla dru­kar­ni. Two­rząc wer­sję pod­glą­do­wą dla Klien­ta, czy też pdf-a do wydru­ku wszyst­ko szło gład­ko, ale po włą­cze­niu opcji eks­por­tu Hight Quali­ty czy też Press Quali­ty kom­pu­ter zaczy­nał się mulić, bra­ko­wa­ło pamię­ci ROMRAM i dopie­ro modli­twy wie­rzą­cych lub zaklę­cia nie­wie­rzą­cych, dopro­wa­dza­ły do powsta­nia pra­wi­dło­we­go pdf-a .

Dru­ga chwi­la praw­dy to pró­ba wysła­nia takiej koby­ły do Klien­ta. Przy pręd­ko­ściach, jakie ofe­ro­wał nam nasz inter­ne­to­wy (do nie­daw­na) mono­po­li­sta, była to praw­dzi­wa dro­ga przez mąkę (korek­ta! – pro­szę nie popra­wiać mąki na mękę), koń­czą­ca się nie­rzad­ko po paru godzi­nach 99-pro­cen­to­wym postę­pem na pasku i komu­ni­ka­tem: “połą­cze­nie zerwa­ne – pro­szę roz­po­cząć jesz­cze raz”. Kto to wcze­śniej prze­wi­dział, pako­wał pli­ki zip-em lub arj-otem z podzia­łem na mniej­sze czę­ści. Pró­ba wyko­rzy­sta­nia do tych celów pocz­ty elek­tro­nicz­nej zamiast pro­to­ko­łu FTP nie mogła skoń­czyć się lepiej, zwa­żyw­szy na niskie pojem­no­ści skrzy­nek po jed­nej lub po dru­giej stro­nie kabla.

Kie­dy zde­spe­ro­wa­ni i posta­wie­ni pod tech­no­lo­gicz­ną ścia­ną, zde­cy­do­wa­li­śmy się wresz­cie na nagra­nie pli­ku na CD i sko­rzy­sta­nie z trans­mi­sji via “Radio Taxi”, trze­cia chwi­la praw­dy nastę­po­wa­ła w dru­kar­ni lub naświe­tlar­ni usłu­go­wej. Prze­chla­pa­ne mie­li­śmy już na wstę­pie, bo wal­cząc z pli­ka­mi prze­kro­czy­li­śmy daw­no usta­lo­ny deadline, a praw­dzi­we gro­my zwa­la­ły się przy pró­bie wery­fi­ka­cji, ripo­wa­nia i naświe­tle­nia nasze­go giganta.

Poli­gra­ficz­ny savoir-vivre

W cza­sach słusz­nie minio­nych funk­cjo­nowało poję­cie nad­me­tra­żu. Odgór­nie usta­la­no ilość należ­nych metrów kwa­dra­to­wych loka­lu na oby­wa­te­lo-gło­wę, a wszyst­ko co ponad płat­ne było dodat­ko­wo. Wszel­kie pró­by bun­tu koń­czy­ły się domel­do­wa­niem sub­lo­ka­to­ra lub eks­mi­sją. Ale to prze­szłość. Teraz jest odwrot­nie: im wię­cej chcesz, tym mniej płacisz.

Ceny ROMRAM spa­da­ją a pro­ce­so­ry śmi­ga­ją szyb­ciej niż świa­tło (w tym celu nawet dogmat o pręd­ko­ści świa­tła został zakwe­stio­no­wa­ny w CERN-ie). Sze­ro­ko­pa­smo­wy inter­net stał się dostęp­ny nawet w Rudzie Ślą­skiej, a 10GB pojem­no­ści skrzyn­ki e-mailo­wej to standard.

Spo­so­bów na prze­ka­zy­wa­nie sobie pli­ków jest coraz wię­cej: szyb­kie ser­we­ry FTP, wir­tu­al­ne dys­ki typu Drop­Box w chmu­rze, a nawet trans­mi­sje P2P via komu­ni­ka­tor. Tyl­ko patrzeć jak przez fej­sa, Gplu­sa a nawet z nasze­go wypa­sio­ne­go smart­fo­na będzie­my posy­łać pli­ki do pro­duk­cji (a co na to nasza rodzi­ma NK, żyje to jesz­cze?). Dziś może­my więc fol­go­wać sobie do woli, a cały pro­blem nad­mia­ru sce­do­wać na drukarnię.

Wycho­dząc na pomoc bra­ci dru­kar­skiej, przy­wo­łu­ję ponow­nie, cyto­wa­ną na począt­ku sen­ten­cję Lore­rau:mar­no­traw­stwem jest posia­da­nie rze­czy, z któ­rych nie korzy­sta­my. W odnie­sie­niu do poli­gra­fii ozna­cza to, że jed­ną z głów­nych zasad poli­gra­ficz­ne­go savoir-vivre’u jest opty­ma­li­za­cja pli­ków wyj­ścio­wych pod kątem ich wiel­ko­ści. Win­na być ona doko­na­na w paru obsza­rach. Zacznij­my od naj­istot­niej­sze­go, czy­li roz­dziel­czo­ści map bitowych.

Dwie istot­ne zależności

Nie ma jed­nej okre­ślo­nej war­to­ści jaką win­na posia­dać roz­dziel­czość uży­tych w pra­cy bit­map. Ist­nie­je nato­miast ści­sła zależ­ność pomię­dzy tą roz­dziel­czo­ścią a linia­tu­rą z jaką naświe­tla­na będzie pra­ca.

W pro­ce­sie naświe­tla­nia CTP nastę­pu­je zra­stro­wa­nie zmon­to­wa­ne­go arku­sza do posta­ci tzw. tif­fa B. Uży­wa­ny tu raster cha­rak­te­ry­zu­ją dwie pod­sta­wo­we war­to­ści: roz­dziel­czość wyra­ża­na w ilo­ści punk­tów rastro­wych na cal (DPI) oraz linia­tu­ra okre­śla­ją­ca ilość linii rastro­wych na cal (LPI). Teo­re­tycz­nie Klient winien decy­do­wać z jaką roz­dziel­czo­ścią i linia­tu­rą ma być naświe­tla­na jego pra­ca. Jed­nak od cza­su, kie­dy każ­da sza­nu­ją­ca się dru­kar­nia ma wła­sne CTP, rzad­ko się zda­rza aby tako­we dys­po­zy­cje dru­kar­ni były wyda­wa­ne. Nie ma zresz­tą takiej potrze­by, gdyż w więk­szo­ści sytu­acji spra­wa jest jasna.

Ist­nie­je bowiem dość ści­sła zależ­ność pomię­dzy typem papie­ru uży­tym do dru­ku a para­me­tra­mi naświe­tla­nia pra­cy.

Ina­czej naświe­tla się pra­ce pod papier gaze­to­wy, ina­czej pod off­se­to­wy a jesz­cze ina­czej – pod kre­do­wy. Gra­fik przy­go­to­wu­ją­cy pra­ce do dru­ku, sto­su­jąc się do przy­wo­ła­nej już kie­dyś zasa­dy zaczy­na­nia z wizją koń­ca, winien przede wszyst­kim wie­dzieć (lub się wywie­dzieć) na jakim papie­rze będzie dru­ko­wa­na jego pra­ca i pod tym kątem zop­ty­ma­li­zo­wać wsta­wia­ne do pli­ku bitmapy.

Kil­ka spryt­nych wzo­rów i prze­licz­ni­ków uła­twia­ją­cych życie, podam w kolej­nym odcin­ku, bo nie ma nic bar­dziej pas­se jak prze­sa­da w ilo­ści zna­ków przy­pa­da­ją­cych na jeden cho­chli­ko­wy felieton.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

 

 Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
www.facebook.com/chochlikdrukarski
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok

Powe­red by Face­bo­ok Like

Tagi: , ,

dodaj komentarz

Musisz byc zalogowany aby komentowac.