Włók­no papieru

Papier nie jest bez­kształt­ną masą dają­cą się bez­strat­nie wygi­nać na wszyst­kie stro­ny jak wałek pla­ste­li­ny. Gra­fik powi­nien o tym wie­dzieć, ale jed­no­cze­śnie ma pra­wo egze­kwo­wać od dru­kar­ni zobo­wią­za­nie do odpo­wied­nie­go dobo­ru mate­ria­łów i surow­ców pro­duk­cyj­nych, dla pra­wi­dło­wej reali­za­cji zle­co­nej usłu­gi. W każ­dej umo­wie poli­gra­ficz­nej stoi to czar­no na białym…

Mam pewien kło­pot z okre­śle­niem tar­ge­tu, czy­li gru­py celo­wej, do któ­rej kie­ro­wa­ny jest dzi­siej­szy prze­kaz. Bo cóż dete­pow­ca czy też gra­fi­ka kom­pu­te­ro­we­go (głów­nych adre­sa­tów cho­chli­ko­wych felie­to­nów) może obcho­dzić zacho­wy­wa­nie się papie­ru w trak­cie reali­za­cji pro­ce­sów intro­li­ga­tor­skich lub po co mu wie­dza na temat kie­run­ku włó­kien w tym­że papie­rze. Pani Kry­sia z sekre­ta­ria­tu skła­da zamó­wie­nie, gra­fik-fre­elan­ser (czę­sto zewnętrz­ny wobec Pani Kry­si, choć być może wewnętrz­nie z nią zwią­za­ny, bo niby cze­mu wła­śnie on dostał to zle­ce­nie) robi pro­jekt, dru­karz dru­ku­je, a intro­li­ga­tor ma to zło­żyć do kupy i tyle. A jed­nak mądrzy ludzie mówią:

zaczy­naj z wizją końca…*

Zanim stwo­rzysz pro­jekt, wyobraź sobie jak będzie wyglą­dał goto­wy pro­dukt, upew­nij się, że to co wymy­śli­łeś jest tech­no­lo­gicz­nie moż­li­we do wyko­na­nia bez uszczerb­ku dla koń­co­we­go efek­tu wizu­al­ne­go i funkcjonalnego.

Dowiedz się, o ile sam o tym nie decy­du­jesz, na jakim papie­rze pra­ca będzie przy­go­to­wy­wa­na, postaw wymóg aby zacho­wa­ne były odpo­wied­nie dla Two­je­go pro­jek­tu para­me­try tegoż papie­ru i zapew­nio­ny czas reali­za­cji usłu­gi, pozwa­la­ją­cy na pra­wi­dło­wy prze­bieg pro­ce­sów produkcyjnych.

Aby jed­nak wyobraź­nia nie wypro­wa­dzi­ła nas na manow­ce potrze­ba kon­kret­nej wie­dzy. Może w kształ­ce­niu gra­fi­ków i pro­jek­tan­tów war­to by uwzględ­niać zwy­czaj odby­wa­nia waka­cyj­nych prak­tyk w oddzia­łach pro­duk­cyj­nych zakła­dów poli­gra­ficz­nych. Mie­siąc lub dwa pra­cy pod okiem Jur­ka i Darii – sze­fów naszej pro­duk­cji, to wie­dza któ­rej nie nabę­dziesz na żad­nych stu­diach arty­stycz­nych. Nawet regu­lar­na lek­tu­ra Cho­chli­ka to za mało, ale na począ­tek musi nam wystarczyć.

Tak więc wra­cam do pro­ble­mu włó­kien w papie­rze, a dokład­niej mówiąc do tech­ni­ki pale­nia w pie­cu węglowym…

Trzy żywio­ły

We wszyst­kich poko­jach mam ogrze­wa­nie elek­trycz­ne. Jedy­nie w kuch­ni pozo­sta­wi­łem piec węglo­wy. Miesz­kając w tzw. sta­rym budow­nic­twie mogę sobie pozwo­lić na luk­sus bez­po­śred­nie­go kon­tak­tu z żywio­łem ognia, któ­re­go z racji rzu­ce­nia pale­nia tyto­niu oraz orga­nicz­nej awer­sji do gril­lo­wa­nia nie doświad­czam na co dzień.

Cele­bru­jąc każ­de­go zimo­we­go poran­ka obrzą­dek roz­pa­la­nia w pie­cu, drę wprzó­dy na mniej­sze kawał­ki duże płach­ty gazet rekla­mo­wych, w któ­re gra­ti­so­wo zaopa­tru­ją nas roz­no­si­cie­le. Nie­któ­re gaze­ty pod­da­ją się bez pro­ble­mu, inne sta­wia­ją bez­ce­lo­wy opór przed, nie­uchron­nym prze­cież, koń­cem na stosie.

Przy­czy­ną tak odmien­ne­go zacho­wa­nia wobec per­spek­ty­wy klę­ski, jest włók­no papie­ru, a raczej jego kie­ru­nek, czy­li spo­sób ich uło­że­nia w sto­sun­ku do boków arku­sza. Dar­cie papie­ru zgod­nie z kie­run­kiem włó­kien prze­bie­ga łatwo, a linia roz­dar­cia jest w mia­rę regu­lar­na. Dar­cie w poprzek, jak wszyst­ko co się robi w poprzek, idzie jak krew z nosa i daje podob­ne efekty.

Dru­gim żywio­łem wspo­ma­ga­ją­cym wykry­cie kie­run­ku włók­na jest woda, a ści­ślej mówiąc śli­na. Kawa­łek papie­ru potrak­to­wa­ny nią obfi­cie, wygi­na się wzdłuż włó­kien. Trze­ci żywioł to zie­mia, a dokład­niej rzecz bio­rąc paznok­cie. Prze­je­chaw­szy nimi po papie­rze uzy­skasz rów­ną, regu­lar­ną bigę wte­dy, gdy uczy­nisz to (przez przy­pa­dek oczy­wi­ście) zgod­nie z kie­run­kiem włókna.

Mając wie­dzę o trzech żywio­łach, będzie Ci łatwiej zwe­ry­fi­ko­wać pro­dukt final­ny i stwier­dzić czy dru­kar­nia zasto­so­wa­ła papier o wła­ści­wym prze­bie­gu włó­kien, czy też poszła na żywioł i dała co miała…

Z desz­czu pod rynnę

Od teo­rii przejdź­my do zajęć prak­tycz­nych. Ode­rwij­my na moment wzrok od ścia­ny na fej­sie i przyj­rzyj­my się ścia­nom w naszej fir­mie. Nie­moż­li­we prze­cież aby na któ­rejś z nich nie wisiał przy­naj­mniej jeden zestaw kalen­da­rzo­wych panienek. 

Według panu­ją­cej powszech­nie manie­ry, pomiesz­cze­nie biu­ro­we bez kalen­da­rza plan­szo­we­go, to poważ­ny uszczer­bek dla wize­run­ku fir­my. Pro­blem w tym, że zbli­ża się koniec roku i ząb cza­su z pew­no­ścią wygiął nasze panien­ki, jed­ne w pio­nie, dru­gie w pozio­mie, w zależ­no­ści od kie­run­ku w jakim bie­gnie włókno.

Są dwie szko­ły dobo­ru włók­na papie­ru pod kalen­da­rze: hory­zon­tal­na i wer­ty­kal­na. Do pierw­szej jest pod gór­kę, a do dru­giej pod wiatr. Zle­ca­jąc kalen­darz do dru­ku moż­na się zde­kla­ro­wać, do któ­rej szko­ły nam bli­żej, lub zdać się na śle­py los, gdyż panien­ki i tak się wygną, chy­ba że potrak­tu­je­my je od dołu sztyw­ną, meta­lo­wą listwą . Jed­nak roz­wią­za­nie to moż­li­we jest jedy­nie dla kalen­da­rza jed­no­plan­szo­we­go, a tam prze­waż­nie wabi nas już tyl­ko jed­na panien­ka na cały rok. No cóż, nie moż­na mieć wszystkiego…

W kalen­da­rzach trój­dziel­nych wszyst­ko jest jasne i znor­ma­li­zo­wa­ne. Włók­na papie­ru na kalen­da­ria win­ny prze­bie­gać pro­sto­pa­dle do dłuż­sze­go boku. W prze­ciw­nym wypad­ku gdzieś na prze­ło­mie mar­ca i kwiet­nia, wraz z wio­sen­nym ocie­ple­niem, wszyst­ko się nam zro­lu­je niczym nale­śni­ki z dżemem.

Zgod­nie z pierw­szym falcem

Fal­co­wa­nie źle zapla­no­wa­ne, bez uwzględ­nie­nia kie­run­ku włók­na, może skut­ko­wać pęka­niem powierzch­ni papie­ru, a tak­że pęka­niem powło­ki zadrukowa­nej far­by. Jest parę spo­so­bów aby przed tym przy­krym zja­wi­skiem się uchro­nić. Oto one w tele­gra­ficz­nym skrócie:

  1. Fal­co­wa­nie win­no prze­bie­gać zgod­nie z kie­run­kiem włók­na papieru.
  2. Jeśli fal­co­wa­nie prze­bie­ga w paru kie­run­kach waż­ne jest aby zgod­nie z kie­run­kiem włó­kien prze­bie­gał przy­naj­mniej pierw­szy złam.
  3. W miej­scach fal­ców nie sto­su­je­my lakie­ro­wa­nia wybiórczego.
  4. Dla publi­ka­cji fal­co­wa­nych, w miej­sce cało­ścio­we­go lakie­ru UV war­to wybrać foliowanie.
  5. Jako war­stwę ochron­ną sto­su­je­my lakier off­se­to­wy, któ­ry utrud­nia pęka­nie farby
  6. Grub­sze papie­ry (od 150 g) bigujemy.

Naj­bar­dziej dotkli­wie nie­prze­strze­ga­nie tych zasad ujaw­nia się przy okład­kach mięk­kich, oklej­kach i wyklej­kach w okład­kach twar­dych, ulot­kach fal­co­wa­nych i maga­zy­nach ilu­stro­wa­nych zszy­wa­nych dru­tem, itp.

Jeśli okład­ka książ­ki lub pro­spek­tu po paru otwar­ciach defor­mu­je się pozo­sta­wia­jąc nie­re­gu­lar­ne śla­dy zagięć, far­ba pęka na miej­scach zła­mań, a linie fal­ców są postrzę­pio­ne, może­cie sko­rzy­stać z “trzech żywio­łów” omó­wio­nych wyżej, by wyka­zać w pro­to­ko­le rekla­ma­cyj­nym, iż kie­ru­nek włók­na zasto­so­wa­ne­go papie­ru nie jest zgod­ny z linią falców.

Zle­ca­jąc tego typu publi­ka­cje dobrze jest nie ską­pić gro­sza i uwzględ­nić bigo­wa­nie oraz folio­wa­nie, a tak­że zapew­nić dru­kar­ni odpo­wied­ni ter­min reali­za­cji, aby wszyst­kie pro­ce­sy pro­duk­cyj­ne mogły prze­bie­gać we wła­ści­wym dla sie­bie tem­pie, gdyż tak­że tu spraw­dza się powie­dze­nie, iż pośpiech naj­le­piej nada­je się do łapa­nia pcheł a nie chochlików. 

* Zaczy­naj z wizją koń­ca – tytuł jed­ne­go z roz­dzia­łów książ­ki Ste­phe­na Coveya: “Sie­dem nawy­ków sku­tecz­ne­go działania”

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józe­fiokkon­sul­ta­cja: Daria Kłud­ka

Powe­red by Face­bo­ok Like

Tagi: ,

dodaj komentarz

Musisz byc zalogowany aby komentowac.