Jakość papie­ru

Dosyć kolo­kwial­nie brzmi tytuł dzi­siej­sze­go felie­to­nu, ale uzna­łem, że naj­le­piej odda on sytu­ację, w któ­rej dru­kar­nia pró­bu­je wmó­wić Klien­to­wi, iż jego zastrze­że­nia co do koń­co­wej jako­ści wyro­bu poli­gra­ficz­ne­go są nie­uza­sad­nio­ne, a jeśli nawet coś jest na rze­czy, to wina z pew­no­ścią leży poza jej odpowiedzialnością.

Zda­ję sobie spra­wę, że jako pra­cow­nik zakła­du poli­gra­ficz­ne­go będę zali­cza­ny do gro­na nie­złom­nych obroń­ców uci­śnio­nej bra­ci dru­kar­skiej. Nic podob­ne­go. W rela­cjach z Klien­tem, kie­ru­ję się zawsze covey­ow­ską zasa­dą „wygra­na-wygra­na” mówią­cą, iż dobry biz­nes, to ten, na któ­rym zara­bia­ją wszy­scy, a nie tra­ci nikt. Idea fix? Nie sądzę. Wcie­la­jąc ją w życie, nasza fir­ma obcho­dzi­ła nie­daw­no trzy­dzie­sto­le­cie swo­je­go ist­nie­nia i nadal ma się nieźle.

Nato­miast, jako „pogo­to­wie poli­gra­ficz­ne” otrzy­mu­ję cza­sa­mi sygna­ły od cho­chli­ko­wych czy­tel­ni­ków, wska­zu­ją­ce wyraź­nie, że bywa­ją dru­kar­nie, któ­re o zasa­dzie „wygra­na-wygra­na” nigdy nie sły­sza­ły. W efek­cie, każ­de postę­po­wa­nie rekla­ma­cyj­ne zmie­rza do wkrę­ce­nia klien­ta w koło­wro­tek pseu­do facho­wych uza­sad­nień, pozo­ru­ją­cych rze­tel­ne postę­po­wa­nie reklamacyjne.

Nie­któ­rzy dru­ka­rze wyka­zu­ją się w tej mate­rii wiel­ką elo­kwen­cją i wyga­da­niem. Jako spe­cja­li­ści od zarzą­dza­nia kry­zy­so­we­go, wysy­ła­ni są zawsze na pierw­szy ogień w star­ciu z roz­ża­lo­nym klien­tem. Ze swo­je­go arse­na­łu wyta­cza­ją sta­ły zestaw armat­ni, a na koniec odsy­ła­ją sko­ło­wa­ne­go klien­ta do wszyst­kich dia­błów, skąd jak wia­do­mo nie ma łatwe­go powrotu.

W naj­bliż­szych felie­to­nach spró­bu­je­my sta­wić czo­ła tym pochop­nym eks­pe­dy­cjom do cze­lu­ści pie­kiel­nych i odsło­ni­my parę czu­łych miejsc w poli­gra­ficz­nym graj­doł­ku, ufa­jąc że uzbro­je­ni w tę tajem­ną wie­dzę, w przy­szło­ści łatwo się wkrę­cić nie dacie.

Na począ­tek zasta­no­wi­my się nad tym, jak nie dać się wkrę­cić w papier.

Kto da mniej?

Swe­go cza­su zaj­mo­wa­łem się w fir­mie obsłu­gą prze­tar­gów. Pre­nu­me­ro­wa­łem odpo­wied­ni ser­wis inter­ne­to­wy i każ­de­go dnia otrzy­my­wa­łem naj­śwież­sze infor­ma­cje o ogła­sza­nych prze­tar­gach na wyro­by poligraficzne.

Kto miał z tym pro­ce­de­rem do czy­nie­nia wie, że przy­go­to­wa­nie ofer­ty na prze­targ to praw­dzi­wa jaz­da bez trzy­man­ki. Ilość potrzeb­nych zaświad­czeń, wyli­czeń i doku­men­tów jest odwrot­nie pro­por­cjo­nal­na do ilo­ści cza­su potrzeb­ne­go na zło­że­nie ofer­ty i sku­tecz­nie znie­chę­ca do bra­nia w prze­tar­gach udzia­łu. Kto jed­nak wytrwał do koń­ca i rzu­tem na taśmę zło­żył w ter­mi­nie potrzeb­ne apli­ka­cje, tego w prze­ci­wień­stwie do obiet­nic z Księ­gi Apo­ka­lip­sy, w miej­sce nagro­dy cze­ka­ło zazwy­czaj roz­cza­ro­wa­nie. Mimo, iż kal­ku­la­cja wyży­ło­wa­na była na mak­sa, mate­ria­ły liczo­no po kosz­tach a mar­żę usta­wio­no na pozio­mie zera abso­lut­ne­go, zawsze zna­lazł się ktoś, kto dał mniej.

Ana­li­zu­jąc wyni­ki nie­któ­rych prze­tar­gów stwier­dza­li­śmy z zadzi­wie­niem, iż poda­wa­ne przez zwy­cięz­ców ceny cało­ści usłu­gi, bywa­ły cza­sem niż­sze niż koszt same­go papie­ru potrzeb­ne­go do jej wyko­na­nia. I tu docho­dzi­my to isto­ty wkrę­ca­nia klien­ta w papier.

Nie wszyst­ko zło­to, co się świeci

Opi­su­jąc wyma­ga­nia tech­nicz­ne pro­duk­tu, w rubry­ce „papier” poda­je­my prze­waż­nie dwa jego pod­sta­wo­we para­me­try: typ i gra­ma­tu­rę, np. kre­da mato­wa, gra­ma­tu­ra 170. Zapo­mi­na­my, iż para­me­trów wpły­wa­ją­cych na jakość, a tym samym na cenę papie­ru jest znacz­nie wię­cej. Krot­ność powle­cze­nia, spulch­nie­nie, połysk, nie­prze­źro­czy­stość, bia­łość – to tyl­ko nie­któ­re z nich. Bez zali­cze­nia spe­cja­li­stycz­nych kur­sów trud­no się w tym połapać.

W dobie krwio­żer­czej wal­ki o klien­ta, wie­le dru­karń sta­ra się wygry­wać kon­trak­ty ceną, oszczę­dza­jąc oczy­wi­ście na pod­sta­wo­wym skład­ni­ku kosz­to­wym czy­li wła­śnie na papie­rze. W efek­cie, pro­dukt teo­re­tycz­nie wyko­na­ny zgod­nie ze spe­cy­fi­ka­cją tech­nicz­ną, kal­ku­lo­wa­ny jest z uwzględ­nie­niem naj­tań­sze­go, a tym samym czę­sto kiep­skie­go gatun­ko­wo papie­ru. Tra­ci na tym jakość pro­duk­tu koń­co­we­go, a tyl­ko pozor­nie zysku­je dru­kar­nia. Znie­sma­czo­ny klient, po bez­sku­tecz­nej pró­bie uwzględ­nie­nia rekla­ma­cji, odcho­dzi z kwit­kiem. Jeśli zorien­tu­je się, że został wkrę­co­ny w papier, nie wró­ci już pod ten sam adres, jeśli jed­nak nie­świa­do­my, tkwi w prze­ko­na­niu o wła­snej winie, spra­wa się powta­rza. Jak się przed tym uchronić?

Koń­ców­ki serii

W cza­sach słusz­nie minio­nych, dobrych ubrań w skle­pach nie uświad­czy­łeś. Pań­stwo­we szwal­nie zaję­te były zaspo­ka­ja­niem potrzeb wiel­kie­go bra­ta, a na pol­ski rynek rzu­ca­no reszt­ki z pań­skich sto­łów, prze­waż­nie ska­żo­ne byle­ja­ko­ścią i wpi­sa­ną w socja­li­stycz­ny wyrób brzy­do­tą. Kto chciał się odro­bi­nę mod­niej ubrać, korzy­stał z usług kraw­ców, któ­rych podob­nie jak szew­ców, szkla­rzy i kalet­ni­ków nigdy nie brakowało.

Ponie­waż pro­ble­mem pozo­sta­wa­ło zdo­by­cie mate­ria­łu na wyma­rzo­ną gar­son­kę, gar­ni­tur lub jesion­kę, wiel­ką popu­lar­no­ścią cie­szy­ły się skle­py sprze­da­ją­ce tzw. koń­ców­ki serii. Ofe­ro­wa­no tam reszt­ki, ostat­nie metry z bel mate­ria­łu, a tak­że prze­ce­nio­ne kupo­ny z drob­ny­mi ska­za­mi i uster­ka­mi. Kto miał odro­bi­nę szczę­ścia lub odpo­wied­nich infor­ma­to­rów mógł tą dro­gą nabyć zupeł­nie przy­zwo­ity mate­riał, któ­ry na bazie zdo­bycz­nych żur­na­li z NRF* prze­kształ­cał wraz z kraw­cem w gustow­ny strój.

Zwy­czaj ten prze­niósł się chy­ba na rynek papie­ru, gdyż co pewien czas otrzy­mu­ję z prze­róż­nych źró­deł ofer­ty na bar­dzo tani papier z impor­tu, pocho­dzą­cy wła­śnie z resz­tek pozo­sta­łych w papier­niach całe­go świa­ta. Ofe­ren­ci nie potra­fią lub nie chcą podać mar­ki tako­we­go papie­ru, nie przed­sta­wia­ją cer­ty­fi­ka­tów i kart pro­duk­tu. Papier jest tani, to jego głów­na i jedy­na zale­ta. Nigdy z takich ofert nie korzy­sta­my, ale konia z rzę­dem temu, kto zapew­ni, że czy­nią tak wszyst­kie ist­nie­ją­ce na ryn­ku drukarnie.

Kie­dy więc skła­dasz zapy­ta­nie kal­ku­la­cyj­ne w dru­kar­ni, poproś o poda­nie nazwy, pro­du­cen­ta i dys­try­bu­to­ra papie­ru, na któ­rym będzie dru­ko­wa­na Two­ja publikacja.

Ponie­waż na pol­skim ryn­ku papier­ni­czym funk­cjo­nu­je wie­le liczą­cych się hur­tow­ni papie­ru, a każ­da z nich ofe­ru­je prze­waż­nie gatun­ki z róż­nych półek, potrze­bu­jesz roze­zna­nia, któ­rym hur­tow­niom moż­na zaufać i któ­re gatun­ki papie­ru są odpo­wied­niej jako­ści. Mając tę wiedzę

możesz zażą­dać aby w zle­co­nej pro­duk­cji zasto­so­wa­no wybra­ny przez Cie­bie papier. W ten spo­sób uchro­nisz się przed roz­cza­ro­wa­niem, jakie spo­tka Cię przy odbio­rze goto­we­go pro­duk­tu, wyglą­da­ją­ce­go – wbrew wcze­śniej­szym zapew­nie­niom ich­niej­sze­go dzia­łu mar­ke­tin­gu – licho, wiot­ko i mętnie.

Mimo, iż zaku­pem papie­ru dla naszej dru­kar­ni zaj­mu­ję się od lat, nie podej­mu­ję się doko­nać peł­nej ana­li­zy papier­ni­cze­go ryn­ku. Podam jed­nak przy­kła­do­we hur­tow­nie i pod­sta­wo­we gatun­ki papie­ru, któ­rych jakość oce­nia­my u nas bar­dzo wysoko.

Od razu nad­mie­niam, iż ten arty­kuł nie jest w żad­nej mie­rze arty­ku­łem spon­so­ro­wa­nym. Pole­ca­ne prze­ze mnie hur­tow­nie nie są nawet świa­do­me, że popeł­niam tekst na temat papie­ru, ale z dru­giej stro­ny nie obra­żę się, jeśli po jego prze­czy­ta­niu ufun­du­ją na potrze­by cho­chli­ko­wych kon­kur­sów jakieś souveniry.

A Wy, Sza­now­ni Czy­tel­ni­cy cho­chli­ko­wych felie­to­nów? Macie coś prze­ciw­ko temu, aby ogło­sić nowy kon­kurs poli­gra­ficz­ny z wypa­sio­ny­mi nagrodami?

Dość jed­nak żar­tów. Oto kon­kret­ne dane o papie­rze, któ­re może­cie spo­koj­nie wyko­rzy­stać w biz­ne­so­wych rela­cjach z drukarniami.

Liczy się marka

Zgod­nie z nor­mą ISO, raz na kwar­tał doko­nu­je­my wybo­ru dostaw­ców kwa­li­fi­ko­wa­nych na surow­ce i mate­ria­ły poli­gra­ficz­ne. Z listy tej wybra­łem trzy hur­tow­nie papie­ru: ANTALIS, ZINGIGEPA. Wybór tych firm, w żad­nej mie­rze nie depre­cjo­nu­je innych, nato­miast w opar­ciu o moje oso­bi­ste doświad­cze­nie mogę z czy­stym sumie­niem pole­cić je każ­de­mu, a tym bar­dziej cho­chli­ko­wym sympatykom.

W poniż­szej tabel­ce poda­ję wybra­ne gatun­ki pod­sta­wo­wych papie­rów, jakie kupu­je­my w tych fir­mach. Szcze­gó­ły doty­czą­ce każ­de­go z nich, znaj­dzie­cie na odpo­wied­nich stro­nach inter­ne­to­wych**. Na począ­tek wystar­czy zapa­mię­tać przede wszyst­kim nazwy kon­kret­nych gatun­ków papie­ru i spe­cy­fi­ko­wać je w zapy­ta­niach kal­ku­la­cyj­nych wysy­ła­nych do drukarni.

Anta­lis

Zing

Ige­pa

Papie­ry powlekane, 
czy­li tzw. kredy
Nova­tech
Black Label
Core
Hello
Pro­fi
Maxi
Papie­ry niepowlekane, 
czy­li tzw. offsety
Spe­ed E
Serixo
Edixion
Spe­ed E
Core unc.
Spe­ed E
Amber Graphic
Kar­to­ny gra­ficz­ne, białe,
jed­no­stron­nie powlekane
Car­ta Solida
Inca­da Silk
Arctica
Arc­ti­ca Inwert­co­at G
Arctica
Kar­to­ny gra­ficz­ne, białe,
dwu­stron­nie powlekane
Tru­card Duo Duo Board Inver­co­at
California_Duo

 

Uzbro­je­ni w wie­dzę zawar­tą w powyż­szej tabel­ce, z pew­no­ścią nie dacie się wkrę­cić w papier nie­wia­do­me­go pocho­dze­nia lub kiep­skie­go gatun­ku. Jeśli Wasze publi­ka­cje wyma­ga­ją typu papie­ru, któ­re­go w tabel­ce nie umie­ści­łem, może­cie w każ­dej chwi­li napi­sać do mnie z zapy­ta­niem o szcze­gó­ły. Jeśli tyl­ko będę papier znał, chęt­nie się wypowiem.

W następ­nym odcin­ku pozo­sta­nie­my nadal w obsza­rze papie­ro­we­go koło­wrot­ka i nauczy­my się mię­dzy inny­mi roz­po­zna­wać, czy dru­kar­nia fak­tycz­nie zasto­so­wa­ła papier, któ­ry zadeklarowała.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem
Wasz Cho­chlik drukarski
Andrzej Gołąb
Rys. Bro­ni­sław Józefiok
Foto: Łukasz Koziar

www.print4all.pl

 

* NRF – Skrót od Nie­miec­ka Repu­bli­ka Fede­ral­na. Tak do 1970 roku nazy­wa­no w Pol­sce Repu­bli­kę Fede­ral­ną Nie­miec, pań­stwo utwo­rzo­ne w 1949 z bry­tyj­skiej, ame­ry­kań­skiej i fran­cu­skiej stre­fy okupacyjnej.
** Anta­lis: https://www.antalis.pl/
    Ige­pa: http://www.igepa.com.pl/
    Zing: http://www.zing.com.pl/

 

Powe­red by Face­bo­ok Like

Tagi: ,

dodaj komentarz

Musisz byc zalogowany aby komentowac.