Iden­ty­fi­ka­cja, czy­li co jest czym?

Nazew­nic­two pli­ków wyni­ko­wych to temat, któ­rym nikt się nie przej­mu­je. Tym­cza­sem upo­rząd­ko­wa­nie tego pozor­nie dru­go­rzęd­ne­go obsza­ru spra­wia, że wza­jem­ne rela­cje pomię­dzy Klien­tem a dru­kar­nią prze­bie­ga­ją znacz­nie pro­ściej, łatwiej i przy­jem­niej. Zarów­no zbyt wiel­ki luz, jak i nad­mier­ny rygor pro­wa­dzą jed­nak w śle­pą ulicz­kę. Kto ma dora­sta­ją­ce dzie­ci wie o tym naj­le­piej, a kto ich nie ma, niech sobie przy­po­mni jak sam dorastał.

Pomię­dzy skrajnościami

Na począ­tek dwie tzw. życio­we sytuacje.

  1. Frag­ment ema­ila otrzy­ma­ne­go od klien­ta: „Gra­fik wyje­chał na urlop, a ja nie bar­dzo orien­tu­ję się gdzie on co ma, więc na wszel­ki wypa­dek posy­łam Pań­stwu wszyst­ko, co zna­la­złam. Pra­ca jest na pew­no goto­wa, więc pro­szę wybrać sobie to, co się Wam przyda”.
  2. Frag­ment regu­la­mi­nu pew­nej zna­nej dru­kar­ni: „Nazwa pli­ku prze­sy­ła­ne­go do dru­ku win­na skła­dać się z szes­na­stu zna­ków bez pol­skich liter, oddzie­lo­nych pod­kreśl­ni­ka­mi. Zabra­nia się uży­wa­nia (…), a struk­tu­ra nazwy powin­na wyglą­dać nastę­pu­ją­co: qqqq_xxxx_yyyy_zzzz, gdzie poszcze­gól­ne zna­ki ozna­cza­ją (…). Pli­ki nazy­wa­ne ina­czej będą auto­ma­tycz­nie odrzu­ca­ne przez sys­tem(…). Za kon­se­kwen­cję błę­dów w nazwach pli­ków nie pono­si­my odpowiedzialności”.

Pomię­dzy tymi dwo­ma skraj­ny­mi sytu­acja­mi, któ­rych wymo­wy i absur­du nie muszę prze­cież oma­wiać, jest cała tak zwa­na zdro­wo­roz­sąd­ko­wa nor­mal­ność, o któ­rej poniżej. 

ISO nie gryzie

ISOw­ska zasa­da iden­ty­fi­ka­cji i iden­ty­fi­ko­wal­no­ści, w prze­ło­że­niu na „nor­mal­ny” język ozna­cza tyl­ko albo to, że na każ­dym eta­pie pro­ce­su reali­za­cji wyro­bu, nie może być wąt­pli­wo­ści, co jest co? Aby to było moż­li­we winien ist­nieć ujed­no­li­co­ny i czy­tel­ny sys­tem nazew­nic­twa. Może on wyglą­dać następująco:

  1. Nazwa fol­de­ru w któ­rym znaj­du­ją się pli­ki okre­śla klien­ta, rodzaj publi­ka­cji i nr zlecenia 
    1. np. KOWALSKI_ULOTKA_ZLECENIE 1322/2011
  2. Nazwy pod­fol­de­rów – okre­śla­ją prze­zna­cze­nie plików 
    1. np. DO DRUKU, PODGLĄDY, MASKI
  3. Nazwy pli­ków – okre­śla­ją czę­ści publikacji 
    1. np. OKŁADKA, SRODEK, WKŁADKA.
  4. Pre­fiks w nazwie pli­ku – ozna­cza kolej­ny numer w ramach danej części 
    1. np. 001_środek, 430_środek, 01_okladka, 02_okladka….

Dobrze jest aby nie łączyć w jed­nym pli­ku paru czę­ści publi­ka­cji, nato­miast w ramach danej czę­ści, nie ma zna­cze­nia czy dostar­czy­my jeden wie­lo­stro­ni­co­wy pdf, czy też osob­ny pdf dla każ­dej stro­ny. Waż­ne jest nato­miast, aby pre­fiks w nazwie pli­ku miał zawsze tyle samo cyfr. Nie­po­mier­nie uła­twia to wła­ści­we sor­to­wa­nie. Tak więc stro­na pierw­sza będzie mia­ła pre­fix “01” przy 99 stro­nach publi­ka­cji, a “001” jeśli publi­ka­cja ma mini­mum 100 stron a mak­si­mum 999 stron.

Wer­sje

Bywa, że po prze­sła­niu pli­ków do dru­ku, zacho­dzi potrze­ba wpro­wa­dze­nia popraw­ki (oby tyl­ko jed­nej). Zacho­wu­jąc usta­lo­ne zasa­dy nazew­nic­twa, ozna­czaj­my te popra­wio­ne pli­ki w spo­sób umoż­li­wia­ją­cy ich łatwą iden­ty­fi­ka­cję. Moż­na do nazwy na koniec dodać sło­wo: “_pop”, “ver2”. (rekor­dzi­ści wśród naszych klien­tów uży­wa­li już znacz­ni­ka “ver6”.)

Mylą­ca jest nato­miast dla dru­kar­ni sytu­acja, kie­dy gra­fik w nazwach pli­ków pozo­sta­wia infor­ma­cje pocho­dzą­ce z eta­pów pra­cy ze swo­im klien­tem koń­co­wym. Na przy­kład wysy­ła­jąc mu do zatwier­dze­nia okład­kę nazwał plik: “okład­ka-do zatwier­dze­nia”. Kie­dy klient ją zatwier­dził, gra­fik prze­kie­ro­wał plik do dru­kar­ni, a na kon­tro­lin­gu mamy zagwozd­kę: jakie jest prze­zna­cze­nie pli­ku “do zatwier­dze­nia” i kto z nas mógł­by to uczynić.

Kło­po­ty z liczeniem

Pozo­sta­jąc w obsza­rze cyfr i liczb, czas na dwa aksjo­ma­ty albo jak kto woli dogma­ty poli­gra­ficz­ne.

  1. Każ­da okład­ka (z grzbie­tem czy bez) ma czte­ry stro­ny a nie dwie!!!
  2. Śro­dek książ­ki, kata­lo­gu, cza­so­pi­sma i każ­de­go inne­go wydaw­nic­twa zło­żo­ne­go (czy­li posia­da­ją­ce­go okład­kę i tzw. wkład), zaczy­na się od nume­ru jeden, a nie od nume­ru trzy!!!.

Uwzględ­nie­nie tych „prawd obja­wio­nych” już na eta­pie zapy­tań kal­ku­la­cyj­nych uchro­ni nas przed wie­lo­ma nie­po­ro­zu­mie­nia­mi. Bywa, iż klient wypeł­nia­jąc for­mu­larz, w pozy­cji „kolo­ry okład­ki” wpi­su­je 4+4 lub CMYK+CMYK, gdy tym­cza­sem okład­ka jego książ­ki ma kolo­ry­sty­kę 4+0, wewnętrz­ne jej stro­ny (2 i 3) są bowiem bez zadru­ku, a kolor wystę­pu­je na stro­nach zewnętrz­nych (1 i 4). Podob­ny zamęt wystę­pu­je przy poda­wa­niu ogól­nej licz­by stron publi­ka­cji książ­ko­wej. Jed­ni w tym rachun­ku uwzględ­nia­ją okład­kę, inni nie. Odwo­ła­nie się do dogma­tu nr 2 spro­wa­dza błą­dzą­cych na wła­ści­wą dro­gę, a nas wresz­cie wypro­wa­dza z tej nud­nej kra­iny liczb i rachun­ków, ku rado­sne­mu „paro­wa­niu stron”.

To do tan­ga trze­ba dwojga…

W cza­sach mon­ta­żu ręcz­ne­go z fil­mów, naświe­tla­nie stron odpo­wied­ni­mi para­mi było dla pań mon­ta­ży­stek wiel­kim udo­god­nie­niem. Do dziś pamię­tam poprzy­kle­ja­ne do obrze­ży moni­to­ra ścią­gi z lista­mi naj­czę­ściej sto­so­wa­nych paro­wań. Obec­nie przy mon­ta­żu elek­tro­nicz­nym, moż­na taką „przy­słu­gą” wię­cej sobie zaszko­dzić niż pozy­skać sym­pa­tii. Tym bar­dziej egzo­tycz­ne wyda­ją się być przy­pad­ki prze­sy­ła­nia do dru­ku par „widzą­cych się” stron, któ­re w publi­ka­cji wystę­pu­ją obok sie­bie, np. 2 i 3 , 4 i 5 itd. No, ale życie było­by nud­ne bez takich dowcipnisi.

Jed­nym sło­wem: do dru­ku dostar­czaj­cie wyłącz­nie poje­dyn­cze stro­ny publi­ka­cji. Zadbaj­cie jedy­nie o pra­wi­dło­we spa­dy i jed­no­rod­ne wymia­ry, a resz­tę pozo­staw­cie pro­ce­so­wi impo­zy­cji.

Jed­nym z nie­licz­nych wyjąt­ków od tej regu­ły jest plik z okład­ką. Zwa­żyw­szy w zasa­dzie na sta­łą kon­struk­cję tej czę­ści publi­ka­cji, dopusz­cza się, a nawet zale­ca, aby już na eta­pie pro­jek­to­wa­nia łączyć stro­ny 4 i 1 oraz 2 i 3 (plus grzbiet jeśli jest). Nie zawsze jest to roz­wią­za­nie opty­mal­ne, ale zagad­nie­nie pra­wi­dło­we­go przy­go­to­wa­nia do dru­ku ksią­żek i „wyro­bów książ­ko­po­dob­nych” sze­rzej będzie­my oma­wiać w osob­nym odcin­ku Cho­chli­ka.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb

www.print4all.pl

www.facebook.com/chochlikdrukarski
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok
 

 

Powe­red by Face­bo­ok Like

Tagi:

dodaj komentarz

Musisz byc zalogowany aby komentowac.