Rekla­ma­cje

Gdyby udało się wyna­leźć szcze­pionkę na poli­gra­ficz­nego wirusa zwa­nego popu­lar­nie cho­chli­kiem dru­kar­skim, praca zarówno gra­fika jak i dru­ka­rza była by praw­dziwą sie­lanką. Nie­stety, zamiast sie­lanki, pomię­dzy uczest­ni­kami dra­matu zwa­nego pro­duk­cją wyrobu poli­gra­ficz­nego docho­dzi okre­sowo do licz­nych spięć i nieporozumień.

 

Nazwy przy­wo­ła­nych pro­ce­dur brzmią okrut­nie, sucho i urzę­dowo, a summa sum­ma­rum cho­dzi o to, aby nie speł­niało się w kółko pro­roc­two poety, wiesz­czące iż pol­ski poli­graf przed szkodą i po szko­dzie cią­gle głupi*.

Sta­ram się w takich sytu­acjach uni­kać jak ognia zada­wa­nia pyta­nia posta­wio­nego w tytule niniej­szego felie­tonu. Zamiast wino­wajcy, szu­kam raczej przy­czyny, choć bywa, że obie drogi pro­wa­dzą pod jeden adres.

Cza­sem jed­nak trudno prze­do­stać się przez gąszcz sprzecz­nych opi­nii, rela­cji i wza­jem­nych oskar­żeń, szcze­gól­nie kiedy pomię­dzy klien­tem koń­co­wym a dru­kar­nią ist­nieje jeden lub wię­cej pośred­ni­ków. Poni­żej przed­sta­wiam przy­kła­dowy pro­blem, z jakim do cho­chli­ko­wego pogo­to­wa­nia poli­gra­ficz­nego zwró­cił się sko­ło­wany czytelnik.

Osoby dra­matu:

  • klient koń­cowy
  • dru­kar­nia
  • pośred­nik mię­dzy klien­tem koń­co­wym i drukarnią
  • stu­dio gra­ficzne, które na zle­ce­nie klienta koń­co­wego przy­go­to­wało mate­riały do druku.

Prze­bieg wydarzeń:

Pośred­nik dostał od klienta koń­co­wego zle­ce­nie na wypro­du­ko­wa­nie teczki ofer­to­wej. Z dru­karni otrzy­mał rysu­nek wykroj­nika w wer­sji wek­to­ro­wej, który prze­ka­zał klien­towi koń­co­wemu. Ten zle­cił fir­mie gra­ficz­nej wyko­na­nie pro­jektu na bazie otrzy­ma­nego wykroj­nika. Po zaak­cep­to­wa­niu pro­jektu, pośred­nik prze­ka­zał do dru­karni otrzy­many od klienta koń­co­wego plik produkcyjny.

Po wydru­ko­wa­niu teczki oka­zało się, że w pro­jek­cie jest błąd. Gra­fik przy­go­to­wał pro­jekt zewnętrz­nych stron teczki, wyka­dro­wu­jąc go kształ­tem wykroj­nika. Nie­stety postą­pił dokład­nie tak samo z wewnętrz­nymi stro­nami teczki, nie odwra­ca­jąc jed­nak rysunku wykroj­nika (flip hori­zon­tal).

Pro­blem zauwa­żono dopiero po wydru­ko­wa­niu, wykro­je­niu i zło­że­niu teczki. Dru­kar­nia twier­dzi, że powinna dostać wła­ściwy pro­jekt i nie ma obo­wiązku się zasta­na­wiać czy coś jest w lustrze czy nie. Gra­fik twier­dzi, że zawsze tak robił i nie było pro­ble­mów, a klient koń­cowy ma w nosie kto naroz­ra­biał i czeka na teczkę. Pośred­nik został z pro­ble­mem i nie wie co ma zrobić.

Pyta­nia:

Kto ma rację? Gra­fik, który „zro­bił tak, jak zawsze” czyli źle, czy dru­karz, który jest prze­ko­nany, że powi­nien dostać gra­fikę w takiej for­mie, w jakiej ma ona wyglą­dać po wydru­ko­wa­niu? Jaką rolę i odpo­wie­dzial­ność ponosi w tym zda­rze­niu pośred­nik? A może klient koń­cowy też ma coś na sumieniu?

Dru­kar­nia jest niewinna…?

Na pierw­szy rzut oka sprawa jest oczy­wi­sta. Gra­fik popeł­nił błąd. Na taką oko­licz­ność więk­szość dru­karń zabez­pie­cza się już sys­te­mowo, kon­stru­ując odpo­wied­nio regu­la­min współ­pracy. Zazwy­czaj stoi w nim czarno na bia­łym, że jeśli zle­ce­nie nie obej­muje usługi dtp, odpo­wie­dzial­ność za pra­wi­dłowe przy­go­to­wa­nie pli­ków pro­duk­cyj­nych spo­czywa na zle­ce­nio­dawcy, w tym przy­padku na pośrednika.

Tak więc dru­kar­nia wydaje się być kryta, a pro­blem odpo­wie­dzial­no­ści winien się roz­strzy­gnąć pomię­dzy pośred­ni­kiem, klien­tem koń­co­wym a stu­diem gra­ficz­nym. Teo­re­tycz­nie wszystko jest jasne, ale…

W naszej dru­karni dość szybko zorien­to­wa­li­śmy się, że pozo­sta­wie­nie Klienta na pastwę litery prawa i posła­nie mu w postę­po­wa­niu rekla­ma­cyj­nym kilku krót­kich strza­łów w słabe punkty, nie opłaca się nikomu.

Jeśli nawet w poje­dyn­czym przy­padku klient ugnie się pod cię­ża­rem twar­dych argu­men­tów, wycofa rekla­ma­cję i ure­gu­luje należ­ność, to z pew­no­ścią kolejne zle­ce­nia będzie loko­wać w dru­kar­niach bar­dziej przyjaznych.

Aby do tego nie dopu­ścić wpro­wa­dzi­li­śmy parę lat temu kon­trole mię­dzy­pro­ce­sowe na wszyst­kich eta­pach pro­cesu pro­duk­cyj­nego. Na początku plik tra­fia na sta­no­wi­sko kon­tro­lingu, gdzie jest „cze­sany” pod kątem zgod­no­ści ze zle­ce­niem i nor­mami dla poligrafii.

Póź­niej na mon­tażu elek­tro­nicz­nym spraw­dza się jego popraw­ność tech­no­lo­giczną i doko­nuje wali­da­cji. W ramach tejże, każda praca jest dru­ko­wana w skali 1:1 na plo­te­rze peł­no­for­ma­to­wym i skła­dana w kształt goto­wego pro­to­typu. Gdyby w oma­wia­nym przy­padku wyko­nano tę czyn­ność przed jej naświe­tle­niem, z pew­no­ścią błąd został by wykryty.

Także dru­ka­rze oraz osoby odpo­wie­dzialne za usługi wykoń­cze­niowe (w tym wypadku za wykra­wa­nie) mają obo­wią­zek spraw­dze­nia popraw­no­ści przy­go­to­wa­nia pracy.

Oczy­wi­ście nie­zgod­no­ści nadal się zda­rzają i bywa, że cho­chlik i tak jest od nas spryt­niej­szy, ale zarówno my jak i nasi klienci wiemy, że zro­bi­li­śmy wszystko aby go uka­tru­pić za w czasu.

Klient koń­cowy i pośred­nik są niewinni…?

Tutaj sprawa jest znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wana, bo wszystko zależy od ure­gu­lo­wań, jakie pomię­dzy pośred­ni­kiem a klien­tem koń­co­wym zostały zawarte. Czę­sto bywa, że żad­nych kon­kret­nych ure­gu­lo­wań nie ma, a współ­praca roz­wija się bez­kon­flik­towo, do pierw­szej wpadki. Ponie­waż jed­nak zagad­nie­nie to wykra­cza poza tema­tykę cho­chli­ko­wych felie­to­nów, pozo­sta­wiam obu adwer­sa­rzy na pastwę wła­snych zespo­łów nego­cja­cyj­nych, by sku­pić się na głów­nym wino­wajcy całego zamieszania…

Gra­fik na dywanik!!!

Stara mak­syma mówi, że nie myli się ten, kto nic nie robi. Idąc tym ludo­wym tro­pem można by sądzić, że zaro­bieni na amen gra­ficy mają szcze­gólne prawo do pomy­łek. Zga­dzam się z tym, pod jed­nym jed­nak warun­kiem. Ujść pła­zem mogą jedy­nie pomyłki nowa­tor­skie, nato­miast nie ma według mnie szansy na łagodny wymiar kary gra­fik, który cią­gle powta­rza te same błędy, chcąc z upar­to­ścią godną lep­szej sprawy uwia­ry­gad­niać w nie­skoń­czo­ność, przy­wo­łaną na wstęp­nie prze­strogę Kocha­now­skiego. .
Przy­pa­trzymy się więc dokład­niej przy­pad­kowi z dzi­siej­szego case study.

Gra­fik pro­jek­tu­jąc teczkę dwu­stron­nie zadru­ko­waną wyka­dro­wuje kształ­tem wykroj­nika, powięk­szo­nym o odpo­wied­nie spady, zewnętrzne i wewnętrzne strony teczki. Zapo­mina albo igno­ruje fakt, że kształt stron wewnętrz­nych jest lustrza­nym odbi­ciem kształtu stron zewnętrznych.

Praw­do­po­dob­nie wyglą­dało to tak:

A powinno wyglą­dać tak:

W efek­cie po druku wyszło praw­do­po­dob­nie tak:

 

Wobec ewi­dent­nego błędu pro­jek­to­wego, argu­ment gra­fika, iż zawsze tak robił i było dobrze, jest nie do obrony. Z pew­no­ścią w poprzed­nich wypad­kach dru­kar­nia sama popra­wiała mu pro­jekty, nie infor­mu­jąc go o tym i czło­wiek żył sobie w prze­ko­na­niu, że pro­jek­to­wa­nie gra­ficzne ma w małym palcu. A tu nagle ciach i palec odcięty.

Zwa­żyw­szy, że pal­ców mamy jedy­nie dzie­sięć, a kom­pu­tery ste­ro­wane tylko umy­słem to melo­dia przy­szło­ści, warto zadbać aby nie tra­cić ich w tak pro­stych sytu­acjach. Wypiszmy więc na koniec trzy święte zasady obo­wią­zu­jące przy pro­jek­to­wa­niu teczek, któ­rych prze­strze­ga­nie uchroni nas od bole­snych amputacji:

Zasada 1 – awers/rewers

Kadru­jąc pro­jekt pro­duktu dwu­stron­nie zadru­ko­wa­nego kształ­tem nie­sy­me­trycz­nym, należy pamię­tać, że kadr rewersu jest lustrza­nym odbi­ciem kadru awersu, podob­nie jak lewe ucho jest lustrza­nym odbi­ciem pra­wego ucha.

Zasada 2 – walidacja

Pro­jek­tu­jąc pro­dukty  wyma­ga­jące zasto­so­wa­nia pro­cesu wykra­wa­nia należy bez­względ­nie prze­pro­wa­dzić jego wali­da­cję. W tym celu naj­le­piej jest wdru­ko­wać pro­jekt na plo­te­rze w skali 1:1, uży­wa­jąc pod­łoża zbli­żo­nego gru­bo­ścią do medium final­nego. Należy wyko­nać wydruk dwu­stronny lub skleić ze sobą dwa wydruki jed­no­stronne (wtedy uży­wamy papieru o połowę cieńszego).

Po wycię­ciu odpo­wied­niego kształtu, skła­damy pro­jekt wg linii bigo­wa­nia i spraw­dzamy czy wszystko odpo­wiada naszym zało­że­niom. Naj­le­piej, jak taki pro­to­typ jest pod­stawą do zatwier­dze­nia pro­jektu przez zleceniodawcę.

Jeżeli nie dys­po­nu­jemy plo­te­rem, warto przy­naj­mniej wydru­ko­wać pro­jekt w odpo­wied­niej skali na dru­karce, skleić przód z tyłem i wyciąć kształt wykroj­nika. Nie zwa­li­du­jemy w ten spo­sób wszyst­kich ele­men­tów pro­jektu, ale zabez­pie­czymy się przed typo­wymi błę­dami pro­jek­to­wymi, takimi jak złe roz­miesz­cze­nie ele­men­tów gra­ficz­nych w sto­sunku do linii cię­cia i bigo­wa­nia. W oma­wia­nym dziś przy­padku, wydruk nawet na plujce A4, ujaw­nił by z miej­sca błąd projektowy.

Przy oka­zji zachę­cam nawet małe stu­dia gra­ficzne do zaopa­trze­nia się w plo­ter. Można sto­sun­kowo nie­drogo nabyć plotery uży­wane, wyco­fane z eks­plo­ata­cji przez pra­cow­nie archi­tek­to­niczne. Zain­sta­lo­wa­nie w nich pojem­ni­ków do wie­lo­krot­nego napeł­nia­nia tuszem (foto powy­żej), zapew­nia bar­dzo tanie koszty eks­plo­ata­cji. Oczy­wi­ście taki plo­ter nie może słu­żyć do dru­ków wyso­kiej jako­ści, ale do celów wali­da­cji świet­nie się nadaje.

 Zasada 3 – nie kadro­wać kształ­tem wykrojnika

Wie­lo­krot­nie już o tym pisa­łem, ale w kon­tek­ście dzi­siej­szego case study powta­rzam kolejny raz.

Ze wzglę­dów tech­no­lo­gicz­nych pliki pro­duk­cyjne pro­duk­tów takich jak teczki, nie powinny być wyka­dro­wy­wane kształ­tem wykrojnika.

Jeśli pro­jekt posiada tło, naj­le­piej go przy­go­to­wać w postaci pro­sto­kąta o wymia­rach wykroj­nika powięk­szo­nych z każ­dej strony o odpo­wied­nie spady. Kształt wykroj­nika może być na niego nało­żony w odręb­nym kolo­rze spo­to­wym, z włą­czo­nym nadru­kiem, aby nie czy­ścił tła pod sobą. Oto przykład:

Można także dostar­czyć trzy pliki (lub jeden trzy­stro­ni­cowy pdf) zawie­ra­jące kolejno: pro­jekt do druku w kształ­cie pro­sto­kąta, wykroj­nik, pogląd z wykroj­ni­kiem nało­żo­nym na pro­jekt. Coraz czę­ściej spo­ty­kam się nawet z sytu­acją, że gra­fik dostar­cza dodat­kowo trój­wy­mia­rową wizu­ali­za­cję pro­duktu final­nego. Ale to już pełny wypas, więc potrzeba jesz­cze tro­chę czasu aby mówić o standardzie.

 

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Wasz Cho­chlik Dru­kar­ski
Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
Rys. Bro­ni­sław Józe­fiok
Foto: Anna Gołąb


* Para­fraza sen­ten­cji Kocha­now­skiego zawar­tej w Pie­śni 5:
Cie­szy mię ten rym: „Polak mądr po szko­dzie”;
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbo­dzie,
Nową przy­po­wieść Polak sobie kupi,
Że i przed szkodą, i po szko­dzie głupi.

 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: ,

10 Komentarzy do “Rekla­ma­cje”

  1. Adam Pisze:

    Nie­stety, gra­fik zawi­nił, nie wolno kowala wie­szać:) Gor­sze jest, że twier­dzi, że zawsze tak robił. Prze­cież to nie­moż­liwe, bo dru­kar­nia nie jest w sta­nie (przy nie­któ­rych pro­jek­tach) odbić lustrza­nie wnę­trza teczki (np. gdy jest tam tekst), tak więc coś w tym wyja­śnie­niu jest nie tak. Niech lewa zawsze lewą będzie, a prawa prawą! Powiedziałem.

  2. Paweł Trynka Pisze:

    100% racji – zwłasz­cza pod punk­tem trze­cim po trzy­kroć pod­pi­suję się czte­rama koń­czy­nami. Pseu­do­osz­częd­no­ści w postaci ide­al­nego dopa­so­wa­nia pola zadruku do obrysu wykroju (niby mniej­sze zuży­cie farby) potrafi się szpet­nie zemścić – nie ma ruchu kształ­tem wykroj­nika na zewnątrz – a z reguły jeśli popeł­niony jest błąd w pro­jek­cie siatki wykroj­nika, korekta wymaga jej powiększenia.

    Robie­nie pro­to­ty­pów z nadru­kiem teakże popłaca. Co prawda taka makietka z plo­tera nie jest w sta­nie obna­żyć nie­do­sko­na­ło­ści kon­struk­cji, ale istot­nie pozwala unik­nąć przy­krych sytu­acji zwią­za­nych z nie­do­pa­so­wa­niem pola zadruku do bryły produktu.

    Przy­kład z przed kilku tygo­dni: opa­ko­wa­nie kle­jone trzy­punk­towo (żar­go­nowo opa­ko­wa­nie z dnem auto­ma­tycz­nym). Na dnie miał być kod kre­skowy. I był – jed­nakże zni­kał w wyniku nakła­da­nia się na sie­bie ścia­nek opa­ko­wa­nia. W tym przy­padku Cho­chlik zebrał obfite żniwo – nakład kil­ku­dzie­się­ciu tysięcy opa­ko­wań powę­dro­wał do kosza.

    Należy pamię­tać – choć ciężko w to uwie­rzyć, ale nie ist­nieje cudowne opro­gra­mo­wa­nie, które za pro­jek­tanta spraw­dzi popraw­ność kon­struk­cji bryły. Owszem ist­nieje opro­gra­mo­wa­nie sku­tecz­nie wspo­ma­ga­jące pro­ces pro­jek­to­wa­nia siatki, jed­nakże spo­strze­gaw­czo­ści i doświad­cze­nia ope­ra­tora nic nie zastąpi i od podej­ścia do swo­jej pracy tegoż ope­ra­tora bar­dzo wiele zależy.

    Moim zda­niem naj­waż­niej­sze w naszej branży, to pytać, pytać i jesz­cze raz pytać – zgod­nie z porze­ka­dłem „sie­dem razy przy­mierz zanim raz utniesz”
    Naprawdę warto scho­wać dumę do kie­szeni i zwy­czaj­nie roz­ma­wiać z pod­wy­ko­naw­cami, sto­su­jąc się do ich zale­ceń.
    Jeśli jesteś gra­fi­kiem w dru­karni, pofa­ty­guj się pod jedną czy druga maszynę i poroz­ma­wiaj z ope­ra­to­rem – pro­sta rzecz a może bar­dzo uła­twić wszyst­kim życie ;)))

  3. Chochlik Pisze:

    @Adam – masz rację, tłu­ma­cze­nie gra­fika jest dosyć nacią­gane. Póki wewnątrz jest jedy­nie apla, to fak­tycz­nie dru­kar­nia może jed­nym ruchem zro­bić lustro i jest po pro­ble­mie, kiedy jed­nak wystę­puje tam tekst – pro­blem się komplikuje.

  4. Chochlik Pisze:

    @Paweł – Z mojego doświad­cze­nia „kon­tro­lera jako­ści” wynika, że naj­czę­ściej powta­rza­nym błę­dem przy pro­jek­to­wa­niu teczek, jest przy­kry­cie sobie skrzy­deł­kami zało­żo­nymi na sie­bie (dol­nym i bocz­nym) gra­fiki lub zdjęć umiesz­czo­nych na tych skrzy­deł­kach. Pobie­ra­jąc gotowe wykroj­niki z naszej strony, gra­ficy mają pro­blemy z usta­le­niem, które skrzy­dełko wcho­dzi na które. Uświa­da­miam sobie, że to o co nam wydaje się oczy­wi­ste, wcale takie oczy­wi­ste być nie musi dla osoby trze­ciej. Przy­mie­rzam się nawet aby na makie­tach wykroj­ni­ków zazna­czyć kolej­ność nakła­da­nia się skrzydełek.

  5. Luke Pisze:

    teczka to już przty­kład PRO 😉

    A ileż to pro­ble­mów potrafi stwo­rzyć np. A4 do DL w C. gdzie jedna ze stron czę­sto ląduje do góry nogami, a wytłu­ma­cze­nie ze należy obró­cić o 180 stopni też, nie roz­wią­zuje sprawy bo to co miało być np. okładką (przód), staje się wewnętrz­nym skrzy­deł­kiem 😉
    i cho­chlik zarobiony…

  6. dodo Pisze:

    Wszystko prawda. Ja na przy­kład mia­łem dużo pro­ble­mów z moim pierw­szym skła­dem 16 stro­ni­co­wego fol­derka, gdzie na 1 arkusz wcho­dzi 6 stron :), dopiero po poskła­da­niu 4 bia­łych kar­tek w pół, ponu­me­ro­wa­nia ich ołów­kiem, roz­ło­że­nia, poskła­da­nia i wykmi­nie­niu jakie strony mają być na tym samym arku­szu ale z dru­giej strony i oczy­wi­ście kilku prób­nych wydru­kach udało mi się wszystko zło­żyć do kupy. I nauczy­łem się jed­nego – zawsze robić próbne wydruki gdyż skład wie­lo­stron­ni­cowy lub skła­dany np na C lub Z to jest dosyć abs­trak­cyjne zada­nie dla ludz­kiego umy­słu. Rutyna kie­dyś musi się zemścić :)

  7. Ania Pisze:

    zain­try­go­wał mnie post dodo

    Jak to jest w zwy­czaju? czy dru­kar­nia ma prawo ocze­ki­wać od gra­fika aby cokol­wiek ukła­dał na arku­szu (impo­zy­cja – tak to się nazywa?) W przy­padku 16-stronnicowego fol­derku dostar­czam pdf „strona za stroną” czyli strony roz­kła­dó­wek „nie­spa­ro­wane”, bez żad­nych kostek, lini cię­cia… bo moja wyobraź­nia nie obej­mie poukła­da­nia tego nawet po zro­bie­niu papie­ro­wej makietki :)
    Ale spo­ta­kłam się ostat­nio, że mała dru­kar­nia ocze­ki­wała że jej poukła­dam ulotki a6 na arku­szu…
    Czy w pro­fe­sjo­nal­nych dru­kar­niach do impo­zy­cji sto­suje się jakieś pro­gramy które auto­ma­ty­zują pracę? Na logikę koniecz­nie! np do ksią­żek. Jak sie nazy­wają? Co można pole­cić małej dru­karni żeby się odcze­pili ode­mnie? :) Kie­dyś bada­łam demo „Impo­zy­cjo­ner” ale mnie nie przekonał.. ;]

  8. Beata Pisze:

    Do Ani :) Ja pra­cuję w małym wydaw­nic­twie, które ma wła­sna dru­kar­nię. Przy więk­szych publi­ka­cjach impo­zy­cję robi nam naświe­tlar­nia. Ale bywa, że jestem pro­szona o zro­bie­nie impo­zy­cji na pie­chotę. Mam pół szu­flady kar­te­czek poskła­da­nych i ponu­me­ro­wa­nych tak jak to zrobi fal­co­wa­nie. Bez tych „mini-książeczek” NIGDY bym sobie nie pora­dziła. Biurko mam obkle­jone infor­ma­cjami przy jakiego rodzaju pra­cach pano­wie dru­ka­rze życzą sobie kon­kret­nych odle­gło­ści mię­dzy użyt­kami… Cza­sem się zasta­na­wiam czy nie robią mi tego złośliwie 😉

  9. Julss Pisze:

    Widzę że to głów­nie towa­rzy­stwo dru­kar­skie.. Przy­łą­czę się jako gra­fik (przy­znaje się bez bicia). Słuszna uwaga: !wszystko wynika z nie­wie­dzy!
    Musi­cie o tym pamię­tać i mimo wszystko nam prze­ba­czać i edu­ko­wać.
    Od lat projektuję..ale mam zie­lo­nego poję­cia jak wygląda pro­ces dru­ko­wa­nia :/
    Dopiero ‚Cho­chlik’ przy­bliża mi sprawę :)

  10. Czarek Pisze:

    Wiem, że tro­chę czasu już minęło :-)
    Pła­cisz dru­karni za to żeby taką robotę zro­biła i nie musisz nic sama roz­kła­dać na arku­szach. Dru­kar­nia nie ma prawa wyma­gać od gra­fika żeby znał się na tym jak poskła­dać wszystko w całość. Każda przy­zwo­ita dru­kar­nia, naświe­tlar­nia ma spe­cja­li­styczne opro­gra­mo­wa­nie, które to zada­nie spro­wa­dza do paru klik­nięć myszą.
    Oczy­wi­ście jak wiesz na jakim for­ma­cie gra­fika będzie dru­ko­wana, to możesz ją sama poskła­dać, ale po co robić coś co do Cie­bie nie należy, co może Ci spra­wić jakiś kło­pot, o nie­przy­jem­no­ściach jakie Cię spo­tkają jak się pomy­lisz, nie wspomnę :-)

dodaj komentarz