Świa­tło w typografii

Obwą­cha­li­śmy w poprzed­nich odcin­kach aka­pit z wszyst­kich stron. Na koniec zaj­rzymy do jego środka, aby tam jesz­cze sobie co nieco powy­ty­kać. Zanim to jed­nak nastąpi, poroz­ma­wiamy tro­chę o malar­stwie, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem malar­stwa poko­jo­wego. Sztuka jest prze­cież wszę­dzie tam, gdzie jest artysta.*

 

 

Mar­gi­nesy optyczne

Moda – ten wszech­władny kre­ator rze­czy­wi­sto­ści – spra­wia, że każ­dego roku zmie­niają się poglądy na temat tego co jest ładne, a co brzyd­kie. Kiedy w zamy­śle­niu spo­glą­dam w sufit szu­ka­jąc „tfur­czej” weny w łażą­cych po nim muchach, uświa­da­miam sobie dobit­nie, jak wiele już prze­ży­łem poglą­dów na temat kształtu, koloru i sensu ist­nie­nia paska malar­skiego umiesz­cza­nego na sze­roko poję­tej gra­nicy, pomię­dzy ścianą a tymże sufi­tem. Na Ślą­sku mówimy na niego piska.

W efek­cie licz­nych burz dzie­jo­wych, piski w domu nie mam i sam już nie wiem, czy jestem trendy czy passé. Przed oczyma prze­wi­jają mi się wszyst­kie piski jakie w życiu malo­wa­łem. Bez względu na róż­nice, ich kra­wę­dzie zawsze były pro­ste, jak kra­wę­dzie łamu z tek­stem justo­wa­nym na format.

Czy aby na pewno? Wąt­pli­wo­ści tej nie kie­ruję do much sufi­to­wych, ale do kra­wę­dzi więk­szo­ści publi­ka­cji książ­ko­wych. Teo­re­tycz­nie niby wszystko gra, tekst jest wyju­sto­wany pra­wi­dłowo, a jed­nak optycz­nie, patrząc tro­chę pod kątem, prawa kra­wędź łamu jest poszar­pana, a lewa idzie jak po sznurku. Nota­bene, mala­rze poko­jowi wła­śnie sznur­kiem uta­pla­nym w sprosz­ko­wa­nej far­bie, mar­ko­wali prze­bieg pla­no­wa­nej piski.

W czym więc jest pro­blem? Odpo­wiedź znaj­dziemy w słyn­nej sen­ten­cji z „Fol­warku zwie­rzę­cego” Orwella: w socja­li­zmie wszy­scy są równi a nie­któ­rzy rów­niejsi. W skła­dzie blo­ko­wym obie kra­wę­dzie łamu są równe, ale lewa jest rów­niej­sza, gdyż zgod­nie z zasa­dami typo­gra­fii wiersz zaczyna się zazwy­czaj peł­nym zna­kiem: cyfrą lub literą, zaś koń­czy się czę­sto optycz­nie mniej­szymi zna­kami inter­punk­cyj­nymi lub zna­kiem podziału wyrazu. W efek­cie po lewej jest żyleta, a po pra­wej brzeszczot.

Jak z tego wybrnąć? Bar­dzo pro­sto. Sto­su­jąc opcję do wyrów­ny­wa­nia mar­gi­ne­sów optycz­nych, która w INDD_PL kie­dyś nazy­wała się opo­wia­da­nie (z angiel­skiego story), a obec­nie wabi się wątek. Naj­le­piej funk­cjo­nal­ność tę okre­ślił Scri­bus, czyli opensource’owa wer­sja InDe­si­gna. Tam stoi czarno na bia­łym: mar­gi­nesy optyczne.

Jak zwał tak zwał, uży­cie opcji wyrów­nu­ją­cej optycz­nie prawą kra­wędź łamu jest banal­nie pro­ste. Ale pro­stota to domena geniu­szy więc nie dzi­wota, że tak nie­wiele osób opcję tę stosuje.

Wię­cej światła…

powie­dział przed śmier­cią wielki Goethe i zmarł w fotelu. Słowa poety skła­niają mnie do reflek­sji zarówno natury egzy­sten­cjal­nej, jak i typo­gra­ficz­nej. Z racji miej­sca i czasu, pro­blem egzy­sten­cjalny spro­wa­dzę jedy­nie do kon­sta­ta­cji, iż wolał­bym umrzeć w mar­szu a nie na postoju. Nato­miast roli świa­tła w typo­gra­fii poświęcę chwil kilka.

Jed­no­lita sza­rość optyczna kolumny tek­stu jest ważna dla higieny czy­ta­nia. […] Kolumna w któ­rej słowa ‚zato­pione’ są w jed­no­li­tej sza­ro­ści (nie­zbyt duże świa­tła mię­dzy­wy­ra­zowe, ryt­miczne świa­tła mię­dzy­li­te­rowe i inter­li­nia rów­no­wa­żąca zaczer­nie­nie wier­sza) pozwala, aby oczy czy­tel­nika ‚wpa­dły w trans’, w nie­prze­ry­wane zakłó­ce­niami śle­dze­nie tek­stu z szyb­ko­ścią dosto­so­waną do indy­wi­du­al­nych pre­dys­po­zy­cji”.**

Przy­to­czone powy­żej słowa A. Toma­szew­skiego, jak przy­stało na auto­ry­tet tej miary, oddają istotę rze­czy. Win­ni­śmy je mieć na uwa­dze kali­bru­jąc nasze style aka­pi­towe, usta­la­jąc gra­niczne war­to­ści dla odstę­pów mię­dzy­wy­ra­zo­wych i mię­dzy­li­te­ro­wych oraz nie­zbędne tole­ran­cje potrzebne dla pra­wi­dło­wego prze­pro­wa­dze­nia pro­cesu justo­wa­nia aka­pitu. Wyczu­cie, co wolno a czego nie, przy­cho­dzi jak zwy­kle wraz z cza­sem i jest wprost pro­por­cjo­nalne do liczby popeł­nio­nych gaf, potknięć i pój­ścia na konieczne kompromisy.


Gene­ra­tor świetlików

Są jed­nak błędy świa­tła, które nie pod­le­gają żad­nej dys­ku­sji, a ich naj­częst­szym gene­ra­to­rem jest kla­wisz spa­cji na naszej kom­pu­te­ro­wej kla­wia­tu­rze. Więk­szość dzi­siej­szych skryp­tów powstaje w edy­to­rach tek­stu (np. w Wor­dzie), a życie typo­grafa byłoby znacz­nie prost­sze gdyby zablo­ko­wano w nich moż­li­wość wie­lo­krot­nego spa­cjo­wa­nia, a także uży­wa­nia tejże spacji

  1. na początku aka­pitu w miej­sce wcię­cia akapitowego
  2. przed zna­kami typu: kropka, prze­ci­nek, śred­nik, dwu­kro­pek, pytaj­nik, wykrzyk­nik, itp.
  3. przed i po dywi­zie (łącznik).

Kiedy upstrzony tymi świe­tli­kami tekst wczy­tu­jemy do pro­gramu DTP dobrze jest mieć pod­pięty odpo­wiedni skrypt wyci­na­jący je na wej­ściu. W prze­ciw­nym wypadku korekta może spo­koj­nie wziąć sobie do pracy podwójną por­cję dru­giego śnia­da­nia i ter­mos z cie­płą herbatą.

Pamię­tajmy także, iż wszę­dzie tam, gdzie zależy nam na zacho­wa­niu sta­łej odle­gło­ści pomię­dzy zna­kami, sto­su­jemy spa­cje twarde, od wło­so­wej po fire­tową. Spa­cja twarda różni się od zwy­kłej tym, iż pro­gram w trak­cie pro­ce­sów justo­wa­nia nie zmie­nia jej wielkości.

Wra­camy do malarstwa

Pod koniec lat sześć­dzie­sią­tych modne było rów­no­cze­sne malo­wa­nie trzech pisek o róż­nej gru­bo­ści. Naj­grub­sza bie­gła pośrodku, naj­cień­sza pod nią, a śred­nia u góry, naj­bli­żej sufitu. Kto miał trzy piski, ten był gość i nikt mu nie podskoczył.

Typo­graf, też jest gość i też ma do dys­po­zy­cji trzy pod­sta­wowe kre­ski, każda innej sze­ro­ko­ści: mały dywiz (łącz­nik), śred­nia pół­pauza (myśl­nik) i naj­więk­sza pauza (kre­ska dia­lo­gowa), ale w odróż­nie­niu od mala­rza poko­jo­wego, każ­dej kre­ski używa osobno – zgod­nie z przy­pi­saną jej rolą. Moda tu nie ma nic do gada­nia, jedy­nie przy wąskich skła­dach dopusz­cza się moż­li­wość zastą­pie­nia kre­ski dia­lo­go­wej pół­pauzą. W pozo­sta­łych sytu­acjach główne funk­cje kre­sek są jednoznaczne:

  1. dywiz jest zna­kiem dzie­le­nia wyra­zów i łącz­ni­kiem w wyra­zach zło­żo­nych (przed i po dywi­zie nie sto­suje się spacji),
  2. pauza uży­wana jest w dia­lo­gach lite­rac­kich, na początku wypo­wie­dzi i pomię­dzy wtrą­ce­niami w tychże (przed i po pau­zie sto­suje się twarde spacje).
  3. Pół­pauza ma zasto­so­wa­nie pozo­sta­łych sytuacjach.

Ktoś dro­bia­zgowy powie, że lista ta jest nie­kom­pletna, bo mamy prze­cież jesz­cze znak minusa. To prawda. Podob­nie liczba sytu­acji, w któ­rych uży­wamy kre­sek jest także znacz­nie więk­sza niż omó­wi­li­śmy. Do każ­dej sytu­acji przy­wią­zana jest odpo­wied­nia zasada, a do zasady wyjątki od zasady. Do tego docho­dzą zda­nia odrębne orto­dok­syj­nych typo­gra­fów oraz wywro­towe teo­rie garstki anarchistów.

Chcąc to wszystko omó­wić, zabra­kłoby nam miej­sca nawet w pracy dok­tor­skiej, a Cho­chlik, jak to Cho­chlik, buja się w fotelu (w któ­rym umarł Goethe) i patrząc w sufit myśli: – Czy, trzy piski to aby nie za dużo…?

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Andrzej Gołąb
Rysunki: Bro­ni­sław Józefiok

 


* para­fraza powie­dze­nia Sta­chury „Wszystko jest poezją, tam gdzie jest poeta”
http://rafal.towarzysze.com/category/ludzie/typografowie/andrzej-tomaszewski-typografowie/

 

 

 

 

Powe­red by Face­book Like

Tagi:

6 Komentarzy do “Świa­tło w typografii”

  1. Wojtek Myszka Pisze:

    Histo­rycz­nie na sprawę patrząc — w tek­stach pol­skich pół­pauza nie była uży­wana. Poja­wiła się jakoś tak nagle i nie­spo­dzie­wa­nie i stop­niowo wyparła pauzę. Kie­dyś na wła­sne potrzeby roiłem prze­gląd biblio­teki: http://www.immt.pwr.wroc.pl/~myszka/TeX/kreseczki.pdf

  2. Chochlik Pisze:

    @Wojtku – tak wła­śnie sobie myśla­łem, że trzy piski to chyba za dużo…:)

  3. mlkv72 Pisze:

    Nie za dużo, bo np. w dia­logu może być potrzebny myśl­nik dla wyod­ręb­nieni… myśli wła­śnie, wtrą­ce­nia. Pauza wyglą­da­łaby jak koniec wypo­wie­dzi. A może być tak:
    — Święta prawda – powia­dam — powie­dział Chochlik-Niedowiarek.

  4. Robert Oleś Pisze:

    Myślę, że to wypar­cie pauzy przez pół­pauzę zaczęło się w 1947 kiedy Jan Tschi­chold okre­ślił zasady zwar­tego składu dla wydaw­nic­twa Pen­guin w słyn­nym czte­ro­stro­ni­co­wym doku­men­cie Pen­giun Com­po­si­tion Rules, w któ­rym to zapro­po­no­wał sze­ro­kość nomi­nal­nej spa­cji na 1/4 firetu (sze­ro­kość litery i).

    http://ronin-group.org/misc_etext_tschichold.html

    W Pol­sce długo jesz­cze obo­wią­zy­wał skład na trze­cianki (1/3 firetu), czyli zwy­kle sze­ro­kość litery a nor­mal­nego pisma dziełowego.

    Obec­nie spa­cje mają nie­kiedy mniej niż 1/4 firetu (np. Minion Pro) i dla utrzy­ma­nia wła­ści­wej sza­ro­ści tek­stu pół­pauza jest lep­szym rozwiązaniem.

    W skła­dzie ręcz­nym i maszy­no­wym pauza była obsta­wiana cien­kimi spa­cjami (zwy­kle odstę­pem jedno- lub dwu­punk­to­wym w zależ­no­ści od stop­nia pisma), co znacz­nie popra­wiało jej sza­rość. W skła­dzie kom­pu­te­ro­wym (no może z wyjąt­kiem użyt­kow­ni­ków Texa i Cyfro­seta) nikt już o tym nie pamięta, skut­kiem tego pauza musiała zostać wyparta, bo este­tycz­nie nie paso­wała do zwar­tego składu.

  5. Tomasz Pisze:

    Cho­chliku! to o czym piszesz to „optyczne wyrów­na­nie mar­gi­ne­sów” a nie „wyrów­na­nie mar­gi­ne­sów optycz­nych” – ale to drobiazg :)

    Tekst jak zwy­kle smakowity!

  6. Chochlik Pisze:

    @Tomasz – fak­tycz­nie Twoje okre­śle­nie jest zgrab­niej­sze – dzięki za zwró­ce­nie uwagi…:)

dodaj komentarz