Trzy pyta­nia

Być może wydaje Ci się, że możesz wresz­cie sta­nąć przed obli­czem naszych prze­mi­łych Pań z kal­ku­la­cji i z pod­nie­sio­nym czo­łem spoj­rzeć im głę­boko w sze­ścioro oczu zgru­po­wa­nych w trzy powabne pary. Być może jesteś nawet zde­cy­do­wany oznaj­mić im dum­nie: — Pani Gra­żyno, Pani Joanno, Pani Anno.  Posia­dam kom­plet danych potrzeb­nych do zro­bie­nia rze­tel­nej, acz przy­ja­znej Klien­towi kal­ku­la­cji na druk książki. Która z Pań zechce mnie obsłużyć?

 

— Wkle­jek Pan nie prze­wi­duje? – stwier­dzi pyta­jąco Grażyna.

— Książka ma być kle­jona czy szyta? – doda nie­śmiało Joanna.

— Okładka twarda czy miękka? – dopyta rze­czowo Anna.

Jeśli jesteś zasko­czony tymi pyta­niami, nie trudź się wir­tu­alną nawet podróżą do Rudy Ślą­skiej, ale jesz­cze jeden, góra dwa wie­czory, poświęć na lek­turę cho­chli­ko­wego porad­nika, pt.: „Jak zada­wać pra­wi­dłowo zapy­ta­nia kalkulacyjne?”

Mapy, plany, panoramy

Mimo że usta­li­li­śmy już wymiary zewnętrzne i wewnętrzne naszej publi­ka­cji, może się oka­zać, że nie­które tre­ści ciężko jest upa­ko­wać na for­ma­cie B5 bez straty dla ich czy­tel­no­ści. Wyko­rzy­sta­nie do tego celu roz­kła­dó­wek może nie wystar­czać, nie mówiąc już o man­ka­men­tach wyni­ka­ją­cych z łącze­nia iko­no­gra­fii na dwu róż­nych arkuszach.

Ogra­ni­czona otwie­ral­ność książki, pod­le­gła dow­cip­nemu prawu Murphy’ego, umiej­scowi z pew­no­ścią inte­re­su­jący nas szcze­gół bli­sko kra­wę­dzi grzbie­to­wej, czy­niąc go (bez roze­rwa­nia książki) nie­do­stęp­nym gołym okiem.

Sytu­acje takie roz­wią­zuje się za pomocą przy­kle­jek i wkle­jek, które to poję­cia w lite­ra­tu­rze przed­miotu zawsze wystę­pują łącz­nie czy­niąc je prak­tycz­nie rów­no­waż­nymi. Podob­nie, jak nie potra­fię roz­róż­nić arbuza od melona, a kar­to­fla od ziem­niaka przy­klejka i wklejka pozo­staną dla mnie zawsze tym samym, czyli dodat­ko­wym ele­men­tem publi­ka­cji dokle­ja­nym do pod­sta­wo­wego zestawu składek.

Niu­ase tej mister­nej sprawy pozo­stawmy kunsz­towi naszych pań z intro. My nato­miast, pro­jek­tu­jąc takowe wklejko-przyklejki, musimy zadbać o ich wła­ściwy wymiar przed i po złożeniu.

15 mm różnicy

Kiedy pla­nu­jemy w naszej publi­ka­cji umie­ścić repro­duk­cję „Pano­ramy Racła­wic­kiej” wystar­czy nam kil­ku­zła­mowa wklejka har­mo­nij­kowa, fal­co­wana rów­no­le­gle do grzbietu, o wyso­ko­ści rów­nej wyso­ko­ści strony. Kiedy jed­nak w grę wcho­dzi zamiesz­cze­nie „Ogrodu ziem­skich roz­ko­szy” Hie­ro­nima Boscha, wklejka musi być więk­sza od strony publi­ka­cji zarówno na sze­ro­ko­ści, jak i na wyso­ko­ści, gdyż roz­ko­szy do oglą­da­nia tam bez liku, a każdy szcze­gół sma­ko­wit­szy od poprzed­niego. Wtedy w grę wcho­dzi fal­co­wa­nie naprze­mienne, naj­pierw pro­sto­pa­dłe do grzbietu a potem doń równoległe.

Aby wklejki dawały się swo­bod­nie skła­dać i roz­kła­dać pierw­szy złam musi być odda­lony od grzbietu śred­nio o 15 mm. W wypadku Boscha wklejka będzie odsu­nięta o 15 mm także od gór­nej kra­wę­dzi książki. 

Tak więc przy wklejce har­mo­nij­ko­wej, wyso­kość poje­dyn­czego skrzy­dełka równa się wyso­ko­ści strony, a sze­ro­kość jest mniej­sza od sze­ro­ko­ści strony o 15 mm. Przy wklej­kach wie­lo­zła­mo­wych oba wymiary po zło­że­niu są mniej­sze o 15 mm od ana­lo­gicz­nych wymia­rów stronicy.

Maksy­malny for­mat wklejki ogra­ni­cza wymiar arku­sza papieru, wyno­szący do 700 x 1000 mm brutto.

Możemy więc teraz swo­bod­nie odpo­wie­dzieć Pani Gra­ży­nie, iż prze­wi­du­jemy w publi­ka­cji umiesz­cze­nie dwóch wkle­jek, jedną har­mo­nij­kową skła­da­jącą się z trzech skrzy­de­łek i drugą fal­co­waną z peł­nego arku­sza. Ze względu na cha­rak­ter zawar­tych w nich tre­ści wybie­ramy oczy­wi­ście naj­lep­szej klasy papier kre­dowy, aby repro­duk­cje (a głów­nie „Ogród ziem­skich roz­ko­szy”) wyszły „jak żyleta”.

Nici kon­tra PUR

Zado­wo­liw­szy więc panią Gra­żynę, spró­bujmy toże samo uczy­nić pani Joan­nie i szybko pod­jąć trafną oraz eko­no­micz­nie uza­sad­nioną decy­zję co do spo­sobu sca­la­nia wkładu. 

Pamię­tajmy, iż zawsze w zana­drzu mamy nie­śmier­telne kontr-pytanie, które spryt­nie ukryje nasze nie­zde­cy­do­wa­nie pod płasz­czy­kiem uprzej­mej ele­gan­cji i  na pyta­nie: Książka ma być kle­jona czy szyta? odpo­wia­damy z uśmiechem:

— A co Pani jako facho­wiec, by mi radziła wybrać?

Po takim odbi­ciu piłeczki, możemy z miną teni­si­sty wygod­nie roz­siąść się w fotelu i pogry­za­jąc wysta­wione dla Klien­tów fistaszki wysłu­chać rze­tel­nej i facho­wej opi­nii pani Joanny. W tle pobrzmiewa plusk egzo­tycz­nych rybek har­cu­ją­cych w biu­ro­wym akwa­rium, a z pro­duk­cji dobiega miły uszom siel­ski szum dru­kar­skich maszyn.

— Sza­nowny Klien­cie — mówi Pani Joanna — teo­re­tycz­nie spo­so­bów na łącze­nie skła­dek wkładu w jedną całość jest wiele. Prak­tycz­nie jed­nak dla poważ­niej­szych publi­ka­cji (a do tako­wych zali­czam oczy­wi­ście kal­ku­lo­wane ćwi­czeb­nie „Dzieła Zebrane Cho­chlika”) zasto­so­wa­nie mogą mieć trzy z nich: kle­je­nie zwy­kle, kle­je­nie PUR i szy­cie nićmi. Pomi­jam zeszy­towe szy­cie dru­tem, bo moż­liwe jest ono tylko dla bro­szur do 48-64 stron. Nie­przy­zwo­ite wręcz byłoby także pro­po­no­wa­nie szy­cia dru­tem przez grzbiet bo to tech­no­lo­gia rodem z cza­sów „słusz­nie minio­nych”, dopusz­czalna dla skryp­tów trze­pa­nych na kse­ro­gra­fie lub dru­ków cyfro­wych „na żąda­nie”. Wszel­kie zaś wyna­lazki typu bin­do­wa­nie, spi­ra­lo­wa­nie czy też oprawy Wire pozo­sta­wimy sobie na osobne poga­duszki. Dziś szkoda na to czasu.

— Przy wybo­rze należy pod uwagę wziąć trzy czyn­niki: este­tykę, wytrzy­ma­łość i otwie­ral­ność oraz ich sto­su­nek do czyn­nika czwar­tego, czyli ceny. Nie wda­jąc się w szcze­góły powiem krótko — Pani Joanna zawie­sza na moment głos, jakby ważąc słowa — naj­go­rzej w tym porów­na­niu wycho­dzi kle­je­nie zwy­kłe, które ma dość kiep­ską wytrzy­ma­łość i nadaje się raczej do dru­ków jed­no­ra­zo­wych. Jest to nato­miast roz­wią­za­nie z pew­no­ścią naj­tań­sze, ale w kon­se­kwen­cji może oka­zać się eko­no­micz­nie naj­gor­sze, ze względu na jakość final­nego produktu.

— Z pew­no­ścią naj­trwal­sze, solidne i este­tycz­nie bez zarzutu jest szy­cie nićmi. Także otwie­ral­ność jest tutaj na dobrym pozio­mie. Pro­ble­mem jed­nak pozo­staje cena. Szy­cie nićmi, to tech­no­lo­gia naj­bar­dziej pra­co­chłonna, kie­dyś wpraw­dzie sto­so­wana powszech­nie dla publi­ka­cji z tzw. wyż­szej półki edy­tor­skiej, ale dziś coraz mniej eko­no­micz­nie uza­sad­niona — Pani Joanna bie­rze głęb­szy oddech, wyraź­nie zmie­rza­jąc do konkluzji.

Kle­je­nie PUR wydaje się być roz­wią­za­niem opty­mal­nym. To nowo­cze­sna tech­no­lo­gia, która sku­tecz­nie wypiera szy­cie nićmi. Dosko­nała wytrzy­ma­łość i ela­stycz­ność tego kleju powo­duje, że publi­ka­cja jest trwała, a jej otwie­ral­ność bar­dzo dobra. Grzbiet skle­jony tą metodą wygląda ele­gancko, klej nie prze­bar­wia papieru. Koszt wyż­szy od kle­je­nia zwy­kłego, ale znacz­nie niż­szy od szy­cia nićmi.

— No, to jaka decy­zja? — Pani Joanna uśmie­cha się nieśmiało.

— Jjjjj…asne, że PUR — odpo­wia­damy lekko wstrzą­śnięci, acz jesz­cze nie zmieszani.

— Teraz pora na wybór rodzaju okładki — Do boju wkra­cza Pani Anna i nie zno­szą­cym sprze­ciwu acz przy­ja­znym gestem, kła­dzie przed nami kilka przy­kła­dów moż­li­wych do wyboru okładek…

O prze­biegu tej roz­mowy opo­wiemy jed­nak już za tydzień….

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Andrzej Gołąb
Rysunki: Bro­ni­sław Józefiok

 

 

 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: ,

dodaj komentarz