Grze­gorz Lasz­czyk – Stan­dard Pdfx (1)

Wybór tematu na pre­mierę „Loży eks­per­tów” nie jest przy­pad­kowy, gdyż pro­blem kom­pa­ty­bil­no­ści pli­ków wyni­ko­wych z pro­gra­mami ste­ru­ją­cymi naświe­tlar­kami, wydaje się być klu­czowy dla pra­wi­dło­wej współ­pracy gra­fika z dru­kar­nią. Ostat­nio na wła­snej skó­rze prze­ko­na­łem się, że w wielu wypad­kach lekar­stwem na powsta­jące tu nie­zgod­no­ści, jest sto­so­wa­nie stan­dardu prze­my­sło­wego PDF/X.

 

 

Zanim jed­nak dopu­ścimy do głosu naszego pierw­szego eks­perta Grze­go­rza Lasz­czyka, pozwól­cie na parę słów tytu­łem wstępu. 

Poszu­ku­jąc przez więk­szą część życia jego istoty i sensu, reflek­tuję nie­ustan­nie, iż u sedna naszej ziem­skiej nie­doli leży egzy­sten­cjalne napię­cie pomię­dzy dąże­niem do indy­wi­du­ali­zmu, a koniecz­no­ścią pod­da­nia się zasa­dom współ­ży­cia w gru­pie. Aby temu zara­dzić, wpro­wa­dzamy róż­nego rodzaju normy, dzięki któ­rym na przy­kład dziurki w kon­tak­tach euro­pej­skich miesz­kań mają tę samą wiel­kość i roz­sta­wie­nie, a pły­nący przez nie prąd mniej wię­cej jed­na­kowe napięcie.

W prze­ło­że­niu na pre­press wygląda to tak, że na wej­ściu mamy indy­wi­du­alizm w postaci pli­ków otwar­tych, two­rzo­nych w prze­róż­nych pro­gra­mach i sys­te­mach ope­ra­cyj­nych, a na wyj­ściu koniecz­ność wyge­ne­ro­wa­nia znor­ma­li­zo­wa­nego (czy­taj: zdat­nego do pra­wi­dło­wego odczy­ta­nia przez zewnętrzne urzą­dze­nia i pro­gramy) pliku produkcyjnego.

Tym poli­gra­ficz­nym espe­ranto stał się język Post­Script opra­co­wany w 1985 r. przez firmę Adobe, zwany języ­kiem opisu strony. Z niego wywo­dzi się for­mat pdf. O jego zale­tach nikogo prze­ko­ny­wać nie trzeba, a każdy gra­fik czy dtp-owiec już w przed­szkolu sły­szał, że pliki pro­duk­cyjne do druku należy posy­łać w postaci pdfa. Tu pozdra­wiam tych Klien­tów, któ­rzy nie cho­dzili do przed­szkola i pliki nadal posy­łają w for­mie otwartej.

For­mat pdf szybko pod­bił serca kom­pu­te­row­ców, a roz­po­wszech­nie­nie przez firmę Adobe dar­mo­wego pro­gramu Acro­bat Reader i komer­cyj­nego Acro­bat Pro posta­wiło kropkę nad „i” i krzy­żyk nad prn-em. For­mat pdf stał się normą dla pliku pro­duk­cyj­nego i twórcy opro­gra­mo­wa­nia ste­ru­ją­cego naświe­tlar­kami (RIP), chcąc nie chcąc musieli się do tego dostosować.

Tak więc wspo­ma­gany bez­prze­wo­do­wym inter­ne­tem,  dzi­siej­szy grafik-projektant, huś­ta­jąc się w hamaku na kana­rach czy też innych hawa­jach, może w wol­nej chwili dmuch­nąć od nie­chce­nia jakiś fol­de­rek w Indyku i posłać go ze swo­jego wypa­sio­nego jabłuszka wprost na naświe­tlarkę do Rudy Ślą­skiej, nie tra­cąc z oczu, widoku miej­sco­wych pięk­no­ści, snu­ją­cych się w pobliżu jakby mimochodem.

Nie­stety, kiedy miało się już ku wie­czo­rowi. tę siel­ską atmos­ferę prze­rwał nagle sms z firmy macie­rzy­stej: Wra­caj natych­miast. STOP. Plik źle się naświe­tlił. STOP. Mamy w plecy dzie­sięć palet papieru. STOP. Dru­kar­nia twier­dzi, że to Twoja wina. STOP. Podobno nie zro­bi­leś pdfxa, a tylko zwy­czaj­nego pdfa. STOP. Prze­źro­czy­sto­ści się wysy­pały. STOP. Jeśli to prawda. STOP. To czuj się zwol­niony. STOP.

STOP Cho­chliku. Oddaj głos Grze­go­rzowi, który w dwu odsło­nach wyja­śni nam, dla­czego nasz biedny gra­fik musi opu­ścić w try­bie pil­nym swoje miej­sce na hawaj­skim hamaku i naj­bliż­szym samo­lo­tem wra­cać do Ojczy­zny, aby oso­bi­ście z rąk Pre­zesa ode­brać zaświad­cze­nie o wyla­niu z pracy na zbity pysk.

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Andrzej Gołąb


 

Grze­gorz Laszczyk

Stan­dard PDF/X-1a:2001 – cz.1

Podej­rze­wam że w dobie inter­netu i elek­tro­nicz­nego obiegu infor­ma­cji, z for­ma­tem PDF zetknął się każdy użyt­kow­nik kom­pu­tera. Od jego powsta­nia upły­nęło pra­wie dwa­dzie­ścia lat. Przez ten czas roz­wija się on dyna­micz­nie wraz z roz­wo­jem infor­ma­tyki. Każda nowa wer­sja to kolejne funk­cjo­nal­no­ści, dzięki któ­rym moż­li­wo­ści PDFa stale rosną.

Być może nie wszy­scy wie­dzą, że w zależ­no­ści od zasto­so­wań, pewne pod­grupy for­matu PDF zostały uznane za stan­dard ISO. Oto ich zesta­wie­nie podane za Wikipedią:

  • PDF/X (od 2001 r.) – jako stan­dard „poligraficzny”,
  • PDF/A (od 2005 r.) – stan­dard archiwizacyjny,
  • PDF/E (od 2008 r.) – stan­dard inżynierski,
  • PDF/VT (od 2010 r.) – stan­dard do druku ze zmien­nymi danymi,
  • PDF/UA (w trak­cie two­rze­nia) – dla osób niepełnosprawnych.

W tym opra­co­wa­niu spró­buję przy­bli­żyć stan­dardPDF/X, a dokład­niej jego część ISO 15930-1:2001: PDF/X-1a:2001, ozna­czaną zazwy­czaj jako PDF/X-1a:2001Ktoś może zasta­na­wiać się, o co tyle zamie­sza­nia i czy fak­tycz­nie trzeba było wpro­wa­dzać ten stan­dard do poli­gra­fii? Wyobraźmy sobie więc taką sytu­ację.

Odpa­lamy naszego InDe­si­gna i rzu­camy się w wir pro­jek­to­wa­nia. Wsta­wiamy do pracy trzy pliki z Illu­stra­tora, w nich sto­su­jemy cie­nie i poświaty (oczy­wi­ście z prze­zro­czy­sto­ścią, bo dla­czego się ogra­ni­czać). Na to wsta­wiamy plik PSD z maskami, a w tek­stach nakła­damy dodat­kowe efekty dostępne już z INDD. Na koniec doda­jemy for­mu­larz, plik SWF i jakiś fil­mik. Z cało­ści wykrę­camy PDFa. Któ­rego? Naj­le­piej uni­wer­sal­nego, żeby nada­wał się zarówno do celów webo­wych jak i dla dru­karni. Roz­wi­jamy więc listę i wybie­ramy naj­wyż­sze cyferki (wia­domo, że im wyż­sze tym lepiej). W poczu­ciu dobrze wyko­na­nej roboty wysy­łamy plik do zaprzy­jaź­nio­nej dru­karni. Wkrótce dosta­jemy infor­ma­cję, że nie­stety plik nie prze­cho­dzi przez ripa, cią­gle się wywala i gene­ruje błędy.

— Co? Jakie błędy? Prze­cież to PDF!

— Bo wie Pan, nasz rip jest zgodny z PDF 1.3 /Acrobat 4.0.

Aktu­ali­za­cja opro­gra­mo­wa­nia RIPa do coraz now­szych wer­sji PDFa jest bar­dzo kosz­towna i w więk­szo­ści przy­pad­ków nie­po­trzebna w codzien­nej pracy. Zazwy­czaj wystar­czy pamię­tać o kilku pod­sta­wo­wych spra­wach i współ­praca z dru­kar­nią nie powinna być problemem.

Dużo dru­karń ma opro­gra­mo­wa­nie RIPa, które pozwala bez pro­blemu prze­twa­rzać pliki PDF 1.3/Acrobat 4.0. Łatwo zauwa­żyć, że jest to dość odle­głe od PDF 1.7 (a dokład­nie jego czwar­tego roz­sze­rze­nia), który jest naj­now­szym wcie­le­niem tego for­matu. W tym momen­cie przy­daje się stan­da­ry­za­cja. Naj­pro­ściej rzecz ujmując:

PDF/X-1a:2001 ozna­cza zapi­sa­nie danych w for­mie zgod­nej z PDF w wer­sji 1.3. Wiąże się to z wyeli­mi­no­wa­niem bądź prze­kształ­ce­niem ele­men­tów, które przez tą wer­sję nie były obsługiwane.

Zapi­su­jąc pro­jekt jako PDF/X mini­ma­li­zu­jemy ryzyko powsta­nia błędu w pro­ce­sie prze­twa­rza­nia go przez RIPa, a w kon­se­kwen­cji jego nie­po­praw­nego wydru­ko­wa­nia.

Cza­sem błędy w prze­twa­rza­niu mogą być oczy­wi­ste i widoczne na pierw­szy rzut oka. Mogą się zda­rzyć jed­nak i takie, które pod­czas wery­fi­ka­cji zostaną uznane za celowe zabiegi gra­fika. Należy rów­nież mieć świa­do­mość tego, że:

PDF/X nie zamie­nia pliku przy­go­to­wa­nego nie­zgod­nie z zasa­dami sztuki poli­gra­ficz­nej, na taki który będzie z nimi zgodny. Błędy popeł­nione w trak­cie pro­jek­to­wa­nia, w wer­sji PDF/X nadal pozo­staną błędami.

Co dzieje się z pro­jek­tem zapi­sa­nym jako PDF/X-1a:2001?
Jed­nym z naj­waż­niej­szych wła­ści­wo­ści pdfxa-1a jest brak obsługi prze­zro­czy­sto­ści. Wynika to bez­po­śred­nio z faktu, że PDF 1.3/Acrobat 4.0 nie obsłu­guje prze­zro­czy­sto­ści jako efektu gra­ficz­nego. Co to ozna­cza w praktyce?

Naj­le­piej poka­zać to na pro­stym przy­kła­dzie, który zawiera tylko dwa ele­menty: plik PSD z prze­zro­czy­sto­ścią i pro­sto­kąt nary­so­wany w InDe­si­gnie (Ryc 1a). 

Gdy­by­śmy mogli zapi­sać go w for­ma­cie PDF 1.4 lub wyż­szym (ozna­cza to zgod­ność z Acro­ba­tem 5 w górę i obsługę prze­zro­czy­sto­ści), oka­za­łoby się, że ele­menty się nie zmie­niły (Ryc. 1b). 

Nadal ele­ment (1) czyli plik PSD z prze­zro­czy­sto­ścią byłby prze­zro­czy­sty, a pro­sto­kąt (2) żółty. Nie­stety, jak napi­sa­łem wcze­śniej, to roz­wią­za­nie nie zawsze jest dla nas dostępne, gdyż dru­kar­nie mają naj­czę­ściej RIPy zgodne z PDF 1.3.

Po zapi­sa­niu pliku do PFD/X-1a:2001 nastę­puje spłasz­cze­nie ele­men­tów prze­zro­czy­stych (Ryc. 1c). 

Obszary oddzia­łu­jące na sie­bie zostają roz­bite na tzw. ato­mic regions. Jak widać po roz­su­nię­ciu, to co w ory­gi­nale było prze­zro­czy­stym obraz­kiem, teraz zostało połą­czone z ele­men­tami poni­żej (zarówno z żół­tym pro­sto­ką­tem jak i bia­łym kolo­rem papieru). Są to ele­menty nie­prze­zro­czy­ste i dzięki tej ope­ra­cji można uzy­skać zgod­ność z PDF 1.3 a w kon­se­kwen­cji mniej pro­ble­mów przy ripo­wa­niu. Oczy­wi­ście, poszcze­gólne czę­ści możemy zauwa­żyć tylko dla­tego, że je roz­su­ną­łem. W rze­czy­wi­sto­ści praca wygląda jed­nak tak, jak widać po lewej oraz w ory­gi­nale (Ryc. 1a).

Co dzieje się w sytu­acjach, kiedy docho­dzi do oddzia­ły­wa­nia obiek­tów z prze­zro­czy­sto­ścią na ele­menty w kolo­rach spo­to­wych? O tym dowiemy się za tydzień.

Tekst i rysunki w tek­ście: Grze­gorz Laszczyk


GRZEGORZ LASZCZYK

gra­fik i pro­jek­tant zaj­mu­jący się przede wszyst­kim poli­gra­fią. Uważa, że naj­waż­niej­szym narzę­dziem gra­fika jest umysł. Od dzie­się­ciu lat łączy prak­tykę z teo­rią, pro­wa­dząc szko­le­nia zwią­zane z obsługą pro­gra­mów gra­ficz­nych (Adobe CS) oraz przy­go­to­wa­niem do druku. Miło­śnik ksią­żek i typo­gra­fii. Pasjo­nat ryso­wa­nia, który nie roz­staje się ze szki­cow­ni­kiem. Pro­wa­dzi bloga www.jedenobraz.com

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , , ,

3 Komentarzy do “Grze­gorz Lasz­czyk – Stan­dard Pdfx (1)”

  1. ManiaK Pisze:

    Fan­ta­styczny arty­kuł!
    Fan­ta­styczna strona!
    brawa

  2. Nie tylko czerń Pisze:

    Od „Zawsze” sto­suję PDF/X i zawsze się dobrze dru­kuje ale mam pewne pytania:

    1)
    Obraz roz­bity na ATOMIC REGIONS popraw­nie się dru­kuje, ale np. w pod­glą­dzie w Acro­bat­Pro wyraź­nie widać „szwy”, podob­nie po otwar­ciu i zra­stro­wa­niu w Pho­to­shop widać je (czę­sto jako pół­prze­zro­czy­ste). Pyta­nie WHY? Rozu­miem, że Pho­to­shop ina­czej rastruje niż RIP ale cza­sem, przy bar­dzo skom­pli­ko­wa­nych pli­kach wolę pospłasz­czać w kopii pliku co się da (oprócz tek­stów) by być spo­koj­nym (szcze­gól­nie mam zawsze obawy i nigdy nie zary­zy­ko­wa­łem wzor­ków z illu­stra­tora puścić bez spłąsz­cze­nia w bit­mapę bo w pod­glą­dzie PDF w Acro­ba­cie X Pro widać jak sie wczy­tują powo­lutku i widać mnó­stwo szwów)

    2)
    Czy czcionki załą­czone w PDF X zawsze, ale to zawsze popraw­nie się zri­pują? Co jeśli RIP będzie mieć inną czionkę o tej samej nazwie? Nie wymusi pod­mianki? Zawsze osa­dzam fonty z InDe­sign bo np. w tabel­kach nie da się ich popraw­nie skrzy­wić (zostaje kopia skrzy­wiona i nie­skrzy­wiona, a ta skrzy­wiona pozba­wiona jest ele­men­tów tabeli, teł i linii two­rzą­cych układ tabeli – oczy­wi­ście radzę sobie z tym na co naj­mniej dwa spo­soby ale jest z tym tro­chę zachodu więc zawsze osa­dzam). Szkoda, że InDe­sign nie ma opcji eks­por­to­wa­nia skrzy­wio­nego PDF z pozo­sta­wie­niem ory­gi­nal­nego pliku jak Corel (ten ma taką przy­datną funk­cję – decy­duję, czy ma osa­dzić czy skrzy­wić, z osa­dza­niem u niego kiep­sko, zawsze trzeba dać osadź jako Uni­code bo domyślne ASCII lubi gubić pol­skie litery lub wręcz je „dora­biać” samo­czyn­nie – nie wiem jak to robi, magia jakaś chyba 😉

  3. Tomasz F. Pisze:

    Super wpis! Dzię­kuję!
    Wresz­cie zro­zu­mia­łem swój kosz­mar. Wpraw­dzie nauczy­łem się już dawno z tym wal­czyć ale w końcu poją­łem istotę. Ale jak sobie przy­po­mnę czcionki pod war­stwami prze­zro­czy­stymi, które Corel wkle­jał, ohyd­nie dosyć, w prze­zro­czy­ste rastry, albo ATOMIC REGIONS (jak ład­nie się to-to nazywa:)) i obawa że szwy będzie widać w druku, dreszcz mnie ogar­nia – ile było roz­pa­czy… :).
    Jestem samo­ukiem, dużo czasu mi zajęło aby nauczyć się w Corelu nie robić śmiet­nika i popraw­nie ope­ro­wać war­stwami, decy­do­wać co należy spłasz­czyć a co może zostać. Dziś na koniec pro­jektu (Corel) mam dwa pliki pierw­szy – kom­plet­nie otwarty gdzie mogę popra­wić wszystko i drugi (bez­po­śred­nio przed expor­tem do PDF) gdzie obiekty są pospłasz­cza­nie i poukła­dane tak by nie było nie­spo­dzia­nek.
    A jesz­cze pyta­nie do autora.
    Zauwa­ży­łem że Corel (nie wiem jak Indyki i ilu­stra­tory) z gra­dien­tów także robi ATOMIC REGIONS.
    Przy­czyna Ta sama?

dodaj komentarz