Ile stron wyj­dzie w druku?

Pomię­dzy arku­szem wydaw­ni­czym a arku­szem dru­kar­skim, do któ­rego musi być spro­wa­dzona każda pozy­cja dru­ko­wana, ist­nieje pewien zwią­zek. Wpraw­dzie kry­te­rium decy­du­ją­cym o ilo­ści zna­ków na jed­nej stro­nie książki jest zazwy­czaj czy­tel­ność tek­stu, dobrana odpo­wied­nio do rodzaju publi­ka­cji i typu czy­tel­nika, ale w prak­tyce bywa róż­nie. Raz tekst trzeba upy­chać na maksa, a raz na maksa go napompować.

Arkusz autor­ski

Wiemy już co to jest arkusz wydaw­ni­czy. Dla zasady wspo­mnijmy krótko o arku­szu autor­skim, który prak­tycz­nie niczym nie różni się od wydaw­ni­czego. Służy jedy­nie do skon­kre­ty­zo­wa­nia języka roz­mów biz­ne­so­wych pomię­dzy auto­rem a wydaw­nic­twem, celem obli­cze­nia godzi­wego wyna­gro­dze­nia za krew, pot i łzy wylane na ołta­rzu sztuki.

Pro­blem ten pozo­stawmy jed­nak Cho­chli­kowi, gdy będzie pukał do kasy swo­jego wydawcy. Do port­fela zaglą­dać mu prze­cież nie będziemy. Nas dziś interesuje…

… arkusz drukarski

Z punktu widze­nia redak­tora czy też osoby przy­go­to­wu­ją­cej skład publikacji,

arkusz dru­kar­ski to jed­no­stron­nie zadru­ko­wany arkusz papieru peł­nego for­matu od A1 do B1.

Wszel­kie inne defi­ni­cje jakie spo­ty­kam tu i ówdzie są bała­mutne i powie­lają same sie­bie. Oczy­wi­ście, dla dru­karni, która nie posiada maszyn peł­no­for­ma­to­wych poję­cie arku­sza dru­kar­skiego ozna­cza dwu­stron­nie zadru­ko­wany arkusz papieru for­matu A2-B2, ale przy­wo­ły­wa­nie takiej sytu­acji powo­duje jedy­nie zamęt defi­ni­cyjny i nie wnosi niczego istot­nego do naszego zagadnienia.

Przy­wo­łajmy raczej wspo­mnianą już ostat­nio Gra­żynkę z CUD-ownej kal­ku­la­cji, dla któ­rej inte­re­su­jąca jest ilość arku­szy papieru, jakie trzeba uwzględ­nić przy kal­ku­la­cji kosz­tów druku naszej książki. Obie­ca­li­śmy prze­cież podać jej rychło infor­ma­cję o prze­wi­dy­wa­nej ilo­ści stron.

Z pro­stego podziału wynika, że

na arku­szu dru­kar­skim możemy zmie­ścić 8 stron for­matu A4-B4, 16 stron for­matu A5-B5 i 32 strony for­matu A6-B6. Przy druku dwu­stron­nym każda z tych ilo­ści się oczy­wi­ście podwaja i na jed­nym arku­szu papieru peł­nego for­matu da się tym samym wydru­ko­wać odpo­wied­nio: 16, 32 i 64 strony książki.

Prze­dziwna to spra­wie­dli­wość: po stro­nie autora tyle nie­prze­spa­nych nocy, roz­te­rek, eufo­rycz­nych wzlo­tów, dołów egzy­sten­cjal­nych i depre­sji, a po stro­nie dru­ka­rza: ciach, prach, jeden arkusz papieru pusz­czony z odpo­wied­nią pręd­ko­ścią. Pięt­na­ście minut druku i po krzyku.

Wzo­rzec 1:1

Tylko w jed­nym przy­padku ilość arku­szy wydaw­ni­czych równa się mniej wię­cej ilo­ści arku­szy dru­kar­skich. Jest tak w sytu­acji, kiedy for­mat książki wynosi A5, a tekst zło­żony jest jed­no­ła­mowo, bez żywej paginy, fon­tem Times New Roman 10 pkt na inter­li­nii 12 pkt. Możemy wtedy z grub­sza zało­żyć, że jeden arkusz wydaw­ni­czy to 16 stron książki. Jest to sytu­acja wzor­cowa, bar­dziej teo­re­tyczna niż prak­tyczna i można ją zakła­dać dla kal­ku­la­cji wstęp­nych, ale wszyst­kich pie­nię­dzy sta­wiać na takie obli­cze­nia nie warto.

W dzi­siej­szym świe­cie zre­la­ty­wi­zo­wa­nych war­to­ści wszel­kie wzorce i auto­ry­tety padają jak muchy. Oka­zuje się na przy­kład, że słynny irydowo-platynowy wzo­rzec jed­nego metra znaj­du­jący się w Biu­rze Miar i Wag w Sevres pod Pary­żem, nie jest już wzor­cem wia­ry­god­nym, od czasu kiedy w domu towa­ro­wym Par­lez vous Fra­nçais w tejże miej­sco­wo­ści, na sto­isku z tka­ni­nami zna­le­ziono jego fal­sy­fi­kat. Podobno w Buł­ga­rii ktoś zwi­nął na korbkę wzo­rzec jed­nego kilometra.

Wra­cajmy jed­nak do typo­gra­fii, choć i tu pew­ni­ków wcale nie mamy więcej.

Jaki for­mat wybrać?

Na moim biurku obok moni­tora pię­trzy się sto­sik jede­na­stu ksią­żek, które aktu­al­nie czy­tam. Spraw­dza­łem. Pośród nich nie ma ani jed­nej pary o tych samych wymia­rach. Więk­szość oscy­luje wokół A5/B5, ale pra­wi­dło­wo­ści nie można odna­leźć żad­nej. Wia­ry­god­ność tego stwier­dze­nia pro­po­nuję spraw­dzić prze­glą­da­jąc wła­sną biblioteczkę.

Bywa, że książki pocho­dzące z jed­nej serii wydaw­ni­czej róż­nią się wymia­rami, a w sytu­acjach eks­tre­mal­nych nawet wydaw­nic­twa wie­lo­to­mowe nie trzy­mają for­matu. To kolejny znak naszych tan­det­nych cza­sów i haracz pła­cony za pośpiech i pogoń za „nie­go­dziwą mamoną”.

My jed­nak chcemy naszą książkę wydać z zacho­wa­niem wszel­kich etycz­nych, este­tycz­nych i edy­tor­skich pra­wi­deł, więc wybór for­matu jest dla nas sprawą klu­czową i mamy zamiar go bro­nić jak nie­pod­le­gło­ści przy tym i kolej­nych tomach Chochlika.

Po dłu­giej chwili namy­słu wybór nasz pada na for­mat B5, jako naj­bar­dziej odpo­wiedni dla tak nobli­wej pozy­cji. Pusz­czamy więc szybki sms do pani Gra­żynki z CUD-u z suge­stią aby grzała już sil­niki swego kal­ku­la­tora. W odpo­wie­dzi otrzy­mu­jemy jed­nak rów­nie szybko pyta­nie a może raczej stwier­dze­nie: B5, czyli 165 x 235 mm netto, tak?. Zaraz, zaraz, nie za mało to?

Do dru­karni przy­cho­dzi papier B1 o wymia­rach 700 x 1000 mm. Z pro­stego podziału tego arku­sza wynika, że for­mat B5 wynosi 175 x 250 mm. Pamię­tamy jed­nak z lek­tury poprzed­nich odcin­ków Cho­chlika, że prze­cho­dząc przez kolejne etapy pro­cesu pro­duk­cyj­nego, papier traci na wymia­rach niczym nie­wia­sta na wadze, po wyj­ściu z clubu fit­nes: tu 12 mm na skalę, tam 10 mm na łapki, w środku po 2 mm na spady, coś dla fal­cerki, coś na obrów­na­nie i coś tam jesz­cze na kle­je­nie grzbie­towe…. A papieru ubywa i ubywa.

W efek­cie bez­pieczny for­mat B5 moż­liwy do utrzy­ma­nia nawet przy zmia­nie warun­ków tech­nicz­nych wynosi 165 x 235 mm i tego się trzy­majmy. Dla for­matu A5 wen­tyl bez­pie­czeń­stwa będzie wyno­sił 145 x 200 mm, a dla for­matu A4205 x 290 mm. Inne for­maty naj­le­piej pre­cy­zo­wać bez­po­śred­nio z drukarnią.

Co kraj to obyczaj

Sprawa dokład­nego wymiaru for­matu książki po obcię­ciu jest zagad­nie­niem bar­dziej skom­pli­ko­wa­nym niż tu ją przed­sta­wiamy. Zna­cze­nie ma zarówno for­mat zadruku maszyny dru­kar­skiej, wymiar arku­sza papieru, który na spe­cjalne życze­nie Klienta można odpo­wied­nio zwięk­szyć do for­matu B+, kolo­ry­styka, ist­nie­nie stron spa­do­wych i wiel­ko­ści mar­gi­ne­sów wewnętrz­nych. Nie­jed­no­krot­nie for­mat wkładu książki mógł by być znacz­nie więk­szy, ale spe­cy­fika pro­jektu okładki i gru­bość grzbietu powo­duje, iż pod okładkę docina się całość.

Prze­strze­gam więc po raz kolejny przed posłu­gi­wa­niem się w roz­mo­wach z dru­kar­niami wyłącz­nie sym­bo­lami for­ma­tów. Dru­kar­nia może zupeł­nie ina­czej niż my rozu­mieć np. sym­bol B5, a chcąc aby oferta była jak naj­bar­dziej atrak­cyjna, miłe panie z kal­ku­la­cji będą zawsze pró­bo­wały upa­ko­wać rzecz przy jak naj­mniej­szych stra­tach papieru, co jest prze­cież zro­zu­miałe – lasy w dorze­czu Ama­zonki nikną w oczach na wieki.

Cho­chlik na szczę­ście znika tylko do następ­nego tygodnia.

 

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb

Rysunki: Bro­ni­sław Józefiok

 

 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , , , ,

dodaj komentarz