Dmu­cha­nie na zimno

Dziś zamy­kamy temat nad­miaru w poli­gra­fii, przy oka­zji roz­pra­wia­jąc się osta­tecz­nie z paroma zagad­nie­niami, które wlo­kły się za nami jak przy­sło­wiowy smród za samo­obroną. Po raz ostatni w tym cyklu bie­rzemy pod lupę tech­niczne niu­anse two­rze­nia pli­ków wyni­ko­wych, by już za tydzień nasze cho­chli­kowe zain­te­re­so­wa­nia skie­ro­wać osta­tecz­nie ku kró­lo­wej nauk poli­gra­ficz­nych – czyli Typografii.

Na cebulkę

W codzien­nym detep­cze­niu, war­stwy są jed­nym z naj­czę­ściej uży­wa­nych funk­cjo­nal­no­ści pro­gra­mów gra­ficz­nych i nawet naj­bar­dziej pod­sta­wowy kurs gra­fiki kom­pu­te­ro­wej temat warstw z pew­no­ścią ma w swo­jej agendzie.

Jesz­cze chwila, a popu­larne edy­tory tek­stów będą też pra­co­wać na war­stwach. Już mam dla nich pierw­sze zasto­so­wa­nie. Na war­stwie widocz­nej będę pisać to, co mogę powie­dzieć, a na war­stwie ukry­tej to, co chcę powie­dzieć. Wypo­wia­da­jąc się służ­bowo na jakiś temat stwo­rzę „war­stwę dla Szefa”, „war­stwę dla pod­wład­nych”, „war­stwę dla opi­nii publicz­nej” no i war­stwę pod tytu­łem: „a naprawdę to wygląda to tak…”. Cie­kawe co by wyszło gdy­bym wobec tych wszystkich warstw musiał zasto­so­wać pole­ce­nie marge.

Podobnie rzecz ma się w rela­cjach mię­dzy­ludz­kich. Śmiem nawet powie­dzieć, że prze­trwa­nie naszego związku mał­żeń­skiego, zawdzię­czamy z żoną odpo­wied­nią gospo­darką i zarzą­dza­niem war­stwami naszych osobowości.

Po spłasz­cze­niu życie staje się prostsze

Każdy z gra­fi­ków ma swoje upodo­ba­nia i swój styl pracy. Pecet czy Mac? Corel czy AI? Co w Indyku a co w Szo­pie? Praca na jed­nej war­stwie, czy na stu? Wasz cyrk, wasze małpy i Cho­chli­kowi nic do tego. 

Ważne, aby przed gene­ro­wa­niem pliku wyni­ko­wego dla celów dru­kar­skich, doko­nać spłasz­cze­nia wszyst­kich warstw w dokumencie.

Nie­po­mier­nie zmniej­sza to wiel­kość pliku wyni­ko­wego, a także chroni nas czę­ściowo od nie­spo­dzia­nek wyni­ka­ją­cych z nie­wła­ści­wej inter­pre­ta­cji zasto­so­wa­nych w pracy prze­zro­czy­sto­ści, warstw odci­na­nia, masek, wta­piań, wza­jem­nego prze­ni­ka­nia się i tym podob­nych wodo­try­sków. Oczy­wi­ście spłasz­cze­nie to doty­czy jedy­nie warstw zawie­ra­ją­cych ele­menty prze­zna­czone do druku, z pomi­nię­ciem wszel­kich warstw pomocniczych. 

W cza­sie, kiedy powstaje ten tekst, por­tale spo­łecz­no­ściowe obiega zna­mienny dla naszego tematu news ze scre­anem strony inter­ne­to­wej, na któ­rej pozo­sta­wiono war­stwę wymiany komen­ta­rzy i uwag prze­zna­czo­nych dla webma­stera. Względy auto­cen­zury nie pozwa­lają mi zacy­to­wać słów, które wraz z tą war­stwą ujrzały świa­tło dzienne. Ot taki sobie żar­gon desi­gner­ski. Na rodzi­mym grun­cie mie­li­śmy z podobną sytu­acją już do czy­nie­nia, kiedy w prze­rwie obrad Sejmu RP nie wyłą­czono Mar­szał­kowi Zychowi mikro­fonu, albo kiedy redak­tor Dur­czok ostro zare­ago­wał na resztki kaszanki pozo­sta­wione na jego wizyj­nym biurku, nie­świa­dom iż sły­szą go miliony.

Pdf w dwóch krokach

Przy pra­cach szcze­gól­nie skom­pli­ko­wa­nych warto też cza­sami zadać sobie odro­binę trudu i wyge­ne­ro­wać pdf-a wyni­ko­wego nie­jako „na około”. Naj­pierw eks­por­tu­jemy pracę do ps-a lub eps-a, a następ­nie desty­lu­jemy ją w Disti­le­rze z opcją High­tQu­ality.

Dzięki temu możemy na tym eta­pie zop­ty­ma­li­zo­wać pracę i wyło­wić w niej trefne miej­sca. Jest oczy­wi­ście szansa i nadzieja, że uczyni to za nas dru­kar­nia, ale bądźmy świa­domi, że nie­które nasze pomy­sły są tak nowa­tor­skie, że nikt oprócz nas samych nie jest w sta­nie oce­nić, czy dany efekt jest zamie­rzo­nym dzia­ła­niem arty­stycz­nym czy zwy­czaj­nym błę­dem w inter­pre­ta­cji RIP-a. W swo­jej poli­gra­ficz­nej codzien­no­ści czę­sto poru­szam się po cien­kiej gra­nicy pomię­dzy kiczem a geniu­szem i wierz­cie mi, że roz­róż­nie­nie jed­nego od dru­giego nie jest wcale proste.

Gorący kar­to­fel czyli zalewki

Wie­lo­krot­nie naga­by­wano Cho­chlika, czy i kiedy w swo­ich „mądro­ścio­wych” tek­stach poru­szy temat zale­wek, nad­le­wek i pod­le­wek. Prze­kła­da­łem rzecz, jak gorący kar­to­fel z tygo­dnia na tydzień, ale dziś musimy sprawę wresz­cie odptasz­ko­wać z cho­chli­ko­wej czeklisty. 

Wpa­so­wu­jąc go w obszar „nad­miaru w poli­gra­fii” powiem, iż prze­sadą jest zbyt­nie przej­mo­wa­nie się pro­ble­mem zale­wek na eta­pie pro­jek­to­wa­nia publikacji.

W zasa­dzie nikt ze zna­nych mi gra­fi­ków nie two­rzy już zale­wek ręcz­nie. Wyją­tek sta­no­wią tu prace z far­bami meta­li­zo­wa­nymi. Zasię­ga­łem także opi­nii gra­fi­ków nie­za­leż­nych. Powta­rza się zda­nie, że na rynku nie ma pro­gramu DTP, który by był w sta­nie zalewki wyko­nać w spo­sób wła­ściwy. Wiel­kość zalewki zależy bowiem od rodzaju pod­łoża i farby oraz pre­cy­zji druku i wiel­ko­ści arku­sza drukarskiego.

Tak więc naj­le­piej zro­bić je auto­ma­tem na RIP-ie. Wyko­ny­wane są wtedy zalewki dla każ­dego typu obiektu (bit­map, wek­to­rów, tek­stów) nie­za­leż­nie od sto­so­wa­nych prze­zro­czy­sto­ści i efek­tów spe­cjal­nych.

Każda dru­kar­nia zalew­kuje po swo­jemu, w więk­szo­ści przy­pad­ków nawet o tym nie infor­mu­jąc Klienta, bo to typowa sprawa technologiczna.

Wszyst­kich, któ­rzy mają na ten temat zda­nie odmienne, oparte na wła­snym doświad­cze­niu, zapra­szam do jego wyra­ża­nia w ramach komen­ta­rzy do niniej­szego tekstu.

Dmu­cha­nie na zimno

Są ludzie, któ­rzy lubią dmu­chać na zimno. Można by ich zatrud­nić w fabryce bom­bek cho­in­ko­wych, ale nie­stety tam się dmu­cha na gorąco. 

Ci zimni dmu­cha­cze wie­dzą wpraw­dzie, że mate­ma­tycz­nie wystar­czy roz­dziel­czość 225 DPI, ale na wszelki słu­czaj dają 400 DPI. Sły­szeli, że spady w pracy mają mieć 2-3 mm, ale dla pew­no­ści dają 15 mm. Jest dla nich jasne, że spłasz­cze­nie warstw, odchu­dza plik, ale licho nie śpi, lepiej zosta­wić jak jest. 

Kiedy ludzie dmu­cha­jący na zimno wysy­łają pliki wyni­kowe do druku, otwie­rają swój pro­gram pocz­towy i w polu adresu wpi­sują wszyst­kie adresy mej­lowe dru­karni, jakie mają w bazie. Dodat­kowo łączą się z ser­we­rem FTP i ten sam plik prze­sy­łają tym kana­łem. Kiedy dru­kar­nia zbyt szybko pobie­rze im ten plik z konta, zanie­po­ko­jeni jego nagłym znik­nię­ciem wysy­łają go ponow­nie. Cza­sem są w sta­nie dmu­chać tak kil­ka­krot­nie. Na koniec wsia­dają w samo­chód lub wysy­łają umyśl­nego z pen­dri­vem. Wolą prze­cież dmu­chać na zimno. 

Kiedy na sta­no­wi­sko kon­tro­lingu w dru­karni docie­rają te same pliki z paru adre­sów mej­lo­wych, z dwóch lub trzech trans­mi­sji FTP i z jed­nego pen­drive posła­nego umyśl­nym, przez chwilę nie wiem co zro­bić: spraw­dzać wszyst­kie pliki po kolei, porów­ny­wać wer­sje, daty powsta­nia, wiel­ko­ści w baj­tach? A może to nie dupli­katy, ale poprawki? Wpraw­dzie nazwy takie same, ale licho nie śpi…

Na wszelki wypa­dek kasuję wszystko i zgła­szam nie­zgod­ność. Nie mogę prze­cież dać do druku złych pli­ków. Wolę dmu­chać na zimno…


Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb

Rysunki: Bro­ni­sław Józefiok


 

Powe­red by Face­book Like

Tagi:

6 Komentarzy do “Dmu­cha­nie na zimno”

  1. mlk Pisze:

    Taka histo­ryjka ku prze­stro­dze tych, co lubią wszystko duże.
    Wizy­tówka, w Corelu. Suk­ces, bo literki sk..ane. Drugi suk­ces, bo czarny jest czarny, a nie RGB ani nie 89:71:67:100. Trzeci suk­ces – jest ramka do cię­cia, cho­ciaż naprawdę wola­ła­bym, żeby strona miała wymiar netto, a to, co ewen­tu­al­nie mia­łoby wysta­wać, zosta­łoby sobie poza nią i niech ma nawet 15 cm, prze­cież ja do druku zazna­czam spad 2 mm i mądra maszyna wie, co z tym począć.
    Ale że ta ramka miała inte­re­su­jący roz­miar – 83 x 53 mm, to pytam autora, czy to tak spe­cjal­nie czy to może jakieś brutto dziwne. Odpo­wiada, że spe­cjal­nie. Dobra, pusz­czam wydruk próbny. A tam nie­spo­dzianka – cał­kiem spore logo, któ­rego nie było na moni­to­rze! No, nie było! A moni­tor mam Duży, Dobry, Dokładny, włą­czony oczy­wi­ście pod­gląd nadruku…
    Spraw­dzam war­stwy – ba, jest. RGB-owa bit­mapa, wiel­ko­ści na wizy­tówce ok. 1 cm kw. Za to w roz­dziel­czo­ści klę­kaj­cie narody – 1775 dpi. Powięk­szam widok – dalej nie widać. Socze­wek żad­nych niet, przy­kryte też niczym, na nor­mal­nej war­stwie dru­ko­wal­nej (jedy­nej zresztą).
    No to mail kolejny, bo nie chce mi się wie­rzyć, żeby ten ktoś to logo widział u sie­bie:)
    Bo ja zwy­kle w Trud­nych Przy­pad­kach pro­szę o skrin.

    Wnio­sek z kolej­nego piątku – pro­sić o skrin we Wszyst­kich Przy­pad­kach?…
    Uprze­dzę pyta­nie, czemu nie zro­bi­łam sobie pdf czy cze­goś w tym rodzaju. Bo klient chciał SZYBKO – w związku z tym poczeka do poniedziałku:)

  2. noname Pisze:

    Chcia­łem odnieść się do tego:
    „Tak więc naj­le­piej zro­bić je auto­ma­tem na RIP-ie. Wyko­ny­wane są wtedy zalewki dla każ­dego typu obiektu (bit­map, wek­to­rów, tek­stów) nie­za­leż­nie od sto­so­wa­nych prze­zro­czy­sto­ści i efek­tów spe­cjal­nych.”
    Mam pyta­nie dot. tego powy­żej, co się dzieje z zalew­kami doda­wa­nymi auto­ma­tycz­nie w dru­karni, na ripie lub w jakimś sys­te­mie zalew­ko­wa­nia np. Puz­zle­Flow Place-It mie­dzy ele­men­tami które są po tzw spłasz­cze­niu prze­zro­czy­sto­ści? Zalewki z auto­matu są two­rzone mię­dzy parami wek­tor – bit­mapa, bit­mapa bit­mapa itd. Ele­menty po spłasz­cze­niu prze­zro­czy­sto­ści są pocięte w bar­dzo różny spo­sób i jak taki sys­tem odróżni miej­sce w któ­rym ta zalewka ma być od tego gdzie nie powinna się już pojawić?

    I pyta­nie dru­gie: co jeśli dru­kar­nia nie ofe­ruje auto­ma­tycz­nego zalew­ko­wa­nia?
    Są jesz­cze takie dru­kar­nie i to dość duże, które tego nie robią. Zbyt opty­mi­styczne jest to zało­że­nie, że rip nam tu roz­wiąże pro­blem.
    Pozdrawiam

  3. andrzej Pisze:

    Aby nie ska­kać powy­żej wła­snego nosa i nie wymą­drzać się ponad miarę i umie­jęt­no­ści – popro­si­łem eks­perta od tych „zalew­ko­wych” spraw aby rzecz roz­pra­co­wał i nam kla­row­nie wyło­żył – być może nie­ba­wem powsta­nie nowy dział na Cho­chliku pt. Loża Eks­per­tów i tam opu­bli­kuję opra­co­wa­nie tego zagad­nie­nia…
    pozdro
    andrzej

  4. Grzegorz Nowak Pisze:

    @noname

    Naj­le­piej zro­bić to na RIP’ie” nie ozna­cza, że jest to jedyny spo­sób. To naj­częst­sza i naj­szyb­sza metoda zalew­ko­wa­nia. Auto­ma­tyczny trap­ping nie musi być wyko­ny­wany na Ripie, rów­nież pro­gramy impo­zy­cyjne (np wspo­mniany przez Cie­bie Pla­ceIt) i moduły prze­twa­rza­jące doku­menty PDF są prze­waż­nie wypo­sa­żone w tego typu funk­cje. W nie­któ­rych przy­pad­kach naj­lep­szym roz­wią­za­niem jest ręczna defi­ni­cja zale­wek za pomocą stan­dar­do­wych efek­tów gra­ficz­nych (obrys, nadruk itp). Zauważ, że stan­dard pro­duk­cyjny PDF/X wymaga infor­ma­cji czy w danym doku­men­cie zostały zde­fi­nio­wane zalewki czy nie. Uła­twia to cały pro­ces prze­twa­rza­nia pli­ków PDF (jeżeli doku­ment ma zde­fi­nio­wane para­me­try zale­wek, moduł auto­ma­tycz­nego trap­pingu jest pomijany).

    Nie rozu­miem zależ­no­ści pomię­dzy spłasz­cza­niem prze­źro­czy­sto­ści a auto­ma­tycz­nym zalew­ko­wa­niem. Prze­źro­czy­stość spłasz­czana jest zawsze! Nawet jeśli nie jest wyko­nana pod­czas eks­portu do pliku PDF, zosta­nie wyko­nana na póź­niej­szym eta­pie (np. na Ripie lub w jed­nym z modu­łów sys­te­mów work­flow). Co cie­kawe coraz wię­cej narzę­dzi potrafi uprasz­czać wspo­mniane przez Cie­bie regio­no­wane obiekty (bit­mapy, cie­nie itp).

    Pozdra­wiam
    Grze­gorz Nowak

  5. noname Pisze:

    Dzie­kuje Grze­go­rzu za wyja­śnie­nie. :-)
    Wra­ca­jąc do tego co w pdf po spłasz­cze­niu w pliku dosta­jemy pociętą gra­fikę, cze­sto są to bar­dzo róż­nie pocięte obszary – np. jedna bit­mapa z nało­żo­nymi cie­niami, będzie pocięta na kilka czę­ści, a jeśli ktoś poło­żył na tek­ście zani­ka­jącą bit­mapę to obszar będzie jesz­cze bar­dziej pokom­pli­ko­wany – (część gra­fiki będzie jako tekst, część jako zra­stro­wany tekst ogra­ni­czony ścieżka lub nie w zależ­no­ści od pro­gramu.) Dla­tego pytam jak takie zalewki zrobi Pla­ceIt, Acro­bat itd, itp. Bo jeśli (nie wiem czy rze­czy­wi­ście tak będzie – dla­tego pytam) zrobi je mię­dzy „poszat­ko­waną” gra­fiką to dosta­niemy te zalewki w nie­od­po­wied­nich miej­scach.
    Pozdrawiam

  6. Czarek Pisze:

    Jeśli „ktoś poło­żył na tek­ście zani­ka­jącą bit­mapę…”, to ocze­ki­wa­nie na wydruk powi­nien spę­dzić na modli­twach o pomyślne zakoń­cze­nie takiego eksperymentu.

dodaj komentarz