Dam pracę

 

 

Z powyż­szego tytułu można wnio­sko­wać, iż Cho­chlik zmie­nił pro­fe­sję i z dru­ka­rza prze­kształ­cił się w biuro pośred­nic­twa pracy. Rzecz nie wydaje się pozba­wiona logiki, zwa­żyw­szy obecne ten­den­cje do cię­cia kosz­tów w fir­mach poli­gra­ficz­nych i postę­pu­jące roz­prze­strze­nia­nie się fre­elan­serki, jako spo­sobu na prze­trwa­nie w obsza­rze pro­jek­to­wa­nia i składu publi­ka­cji. Trzy­majmy się więc przez chwilę tego scenariusza.

Wyobraź­cie sobie, że któ­re­goś dnia ocze­ku­jąc na swoją życiową szansę, niczym roz­tropne panny na oblu­bieńca, zaopa­trzeni w oliwę talentu i lampę wykształ­ce­nia, znaj­du­je­cie gdzieś na por­talu, w zakładce „Dam pracę”, takie oto ogłoszenie: 

Poszu­kuję osoby, do pracy opar­tej
na zasa­dach ple­mien­nych, panu­ją­cych w magicz­nym lesie, w któ­rym zewsząd sły­chać głosy, a jed­no­cze­śnie to, co nowe toruje sobie drogę przy­bie­ra­jąc ory­gi­nalne kształty. […] Tutaj, każdy powi­nien gdy nadej­dzie go ochota, zejść z wyty­czo­nej drogi. gdyż takie jest wła­śnie prze­zna­cze­nie dróg: są środ­kiem słu­żą­cym do osią­gnię­cia indy­wi­du­al­nie wybra­nych celów, punk­tów z któ­rych można wyru­szyć dalej. […] Będę zachę­cać do łama­nia zasad – i łama­nia ich pięk­nie, roz­waż­nie i umie­jęt­nie. W końcu, to jeden z celów dla któ­rych istnieją*.

Co to za praca? Jaki to zawód? O co wła­ści­wie cho­dzi? Prze­wi­jasz z zacie­ka­wie­niem stronę poszu­ku­jąc szcze­gó­łów. Poni­żej tek­stu głów­nego, podano zakres obo­wiąz­ków i zadań, jakie staną przed osobą, która przej­dzie przez gęste sito roz­mów kwa­li­fi­ka­cyj­nych i testów praktycznych. 

Rze­mio­sło, które będziesz u mnie wyko­ny­wał
nadaje ludz­kiemu języ­kowi trwałą, wizu­alną formę, a co za tym idzie nie­za­leżną egzy­sten­cję. Jej pniem jest kali­gra­fia – taniec żywej dłoni prze­ka­zu­ją­cej treść na maleń­kiej sce­nie.

Może pra­cu­jesz na sta­no­wi­sku gra­fika czy dete­powca w jakimś stu­diu gra­ficz­nym. Może masz wła­sną firmę świad­cząca usługi dtp, pro­jek­to­wa­nia, obróbki gra­ficz­nej. Wyko­nu­jesz strony www, skła­dasz gazety i książki, pro­jek­tu­jesz loga i banery. Jak trzeba dmuch­niesz wizy­tówkę, listow­nik, ulotkę reklamową.

Obo­wiąz­kiem Twoim będzie:
— zapra­szać czy­tel­nika do tek­stu
— ujaw­niać wymowę i zna­cze­niu tek­stu
— wyja­śniać struk­turę i porzą­dek tek­stu
— łączyć tekst z innymi ele­men­tami
— wpro­wa­dzać czy­tel­nika w błogi stan relaksu, który ide­al­nie sprzyja czyn­no­ści czy­ta­nia.

Może jesteś fre­elan­se­rem. Masz wolny zawód i cenisz sobie tę wol­ność. Nie obo­wią­zują cię listy obec­no­ści, godziny urzę­do­wa­nia, zasady pod­le­gło­ści i służ­bo­wej hie­rar­chii. Sam sobie jesteś sze­fem i – jak to bywa z sze­fami – masz już sie­bie cza­sami po dziurki nosie.

Pod­pi­sano: Robert Bringhurst

————

Dzięki uprzej­mo­ści wydaw­nic­twa d2d.pl tra­fił do moich rąk „Ele­men­tarz stylu w typo­gra­fii” Roberta Brin­ghur­sta. Jest to książka nie­zwy­kła. Wcho­dzę powoli w jej prze­strzeń, delek­tuję się samą mate­rią oraz nie­zwy­kłym kunsz­tem słowa, jaką pre­zen­tuje autor.

Każde zda­nie, każdy aka­pit jest prze­sy­cony fachową tre­ścią, a jed­no­cze­śnie napi­sany cza­row­nym, lite­rac­kim sty­lem. Książka swoim typo­gra­ficz­nym kształ­tem i edy­tor­ską ele­gan­cją uwia­ry­gad­nia sama siebie.

Biblia typo­gra­fii – mówią o niej. Obo­wiąz­kowa lek­tura dla gra­fi­ków, dete­pow­ców, pro­jek­tan­tów, ale także dla redak­to­rów, edy­to­rów, pisa­rzy i „zwy­czaj­nych” czytelników.

Biorę ją na swój cho­chli­kowy warsz­tat i jeśli zechce­cie mi towa­rzy­szyć – zapra­szam do wspól­nego czy­tac­twa. W naj­bliż­szych odcin­kach przy­słu­chamy się bli­żej gło­som, jakie docho­dzą z tego magicz­nego lasu Roberta Bringhursta.

————

Wra­camy do naszego ogło­sze­nia. Otwarci na nowe wyzwa­nia, wysy­łamy CV i list moty­wa­cyjny, by któ­re­goś poranka sta­wić się punk­tu­al­nie na roz­mowę kwa­li­fi­ka­cyjną. Auto­pre­zen­ta­cję prze­cho­dzimy gładko (któ­raż to z kolei). Jako zada­nie prak­tyczne otrzy­mu­jemy z rąk samego mistrza sześć zasad, które, jak przy­stało na przy­szłego  typo­grafa, mamy wpro­wa­dzać w nasze desi­gner­skie życie:

  1. Prze­czy­taj tekst przed zapro­jek­to­wa­niem. Typo­graf jest dla tek­stu tym, kim reży­ser dla sce­na­riu­sza, czy też muzyk dla partytury.
  2. Odkryj zewnętrzną logikę typo­gra­fii w wewnętrz­nej logice tek­stu. Opra­co­wa­nie typo­gra­ficzne ma ujaw­niać, a nie zastę­po­wać wewnętrzną struk­turę tek­stu. Typo­gra­fo­wie – jak inni arty­ści i rze­mieśl­nicy – są od tego, by zro­bić swoje i zniknąć.
  3. Spraw aby widoczne rela­cje mię­dzy tek­stem a innymi ele­men­tami publi­ka­cji (foto­gra­fie, legendy, tabele, wykresy, przy­pisy) odzwier­cie­dlały ich praw­dziwe powiązania.
  4. Dobierz taki krój pisma lub zestaw kro­jów aby usza­no­wać i pod­kre­ślić cha­rak­ter tekstu.
  5. Pro­jek­tuj stro­nicę i zapeł­niaj ją tek­stem tak, by wydo­być i pod­kre­ślić każdy ele­ment, każde powią­za­nie mię­dzy ele­men­tami i wszyst­kie niu­anse zna­cze­niowe tekstu.
  6. Zwra­caj uwagę nawet na naj­drob­niej­sze szczegóły.

Pal­ców u stóp sto­nogi zabra­kło by na poli­cze­nie sytu­acji z mego zawo­do­wego życia, kiedy w ramach zle­ce­nia otrzy­my­wa­łem skrypt, parę ogól­nych uwag na temat tego, co jest w nim ważne oraz zestaw dogma­tów doty­czą­cych obję­to­ści, ter­minu reali­za­cji i koniecz­no­ści umiesz­cze­nia zdję­cia pre­zesa na pierw­szej stro­nie, tuż pod winietą.

Redak­cja tech­niczna, pro­jekt, typo­gra­fia, skład, gra­fika – ujęte w jed­nym zgrab­nym słówku: „DTP”. Koszt według cen­nika, który naj­le­piej jakby wisiał na ścia­nie. U fry­zjera wisi, a prze­cież DTP to usługa, jak każda inna.

W tym kon­tek­ście zasady mistrza Brin­ghu­sta wydają się nie­wy­ko­nalne. Absurd, głu­pota i bez­sens wielu tek­stów, który przy­cho­dzi nam na co dzień łamać powo­dują, iż po pew­nym cza­sie opa­no­wu­jemy tę chwa­lebną umie­jęt­ność trak­to­wa­nia tek­stu, jak stada czar­nych robacz­ków, które należy spraw­nie upchać na zada­nej powierzchni, kie­ru­jąc się ogól­nie zna­nymi zasa­dami pra­wi­dło­wego składu i popraw­nej kompozycji.

Czy to ozna­cza, że w kąt przyj­dzie nam rzu­cić Ele­men­tarz Brin­ghur­sta lub zado­wo­lić się jedy­nie bez­płod­nym sma­ko­wa­niem stylu i formy, w jakiej jego opo­wieść jest snuta?…

Ufam, że lek­tura kolej­nych roz­dzia­łów, pomoże nam wyjść z tego typo­wego typodylematu.

 

Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
Andrzej Gołąb
fot. (c) Robert Oleś / d2d.pl.
Rysu­nek: Bro­ni­sław Józefiok

————

* Wszyst­kie frag­menty tek­stu zło­żone kur­sywą, są cyta­tami z przed­mowy i pierw­szego roz­działu książki:
Robert Brin­ghurst,
Ele­men­tarz stylu w typo­gra­fii
Prze­kład: Dorota Dzie­woń­ska
Wydawca: d2d.pl
Kra­ków, 2008

Powe­red by Face­book Like

Tagi:

2 Komentarzy do “Dam pracę”

  1. Roman Pisze:

    Wydana fatal­nie – w wer­sji mięk­kiej oprawy – folia „złazi” z oprawy!

  2. Roman Pisze:

    * Wszyst­kie frag­menty tek­stu zło­żone kur­sywą, są cyta­tami z przed­mowy i pierw­szego roz­działu książki:

    n. p.
    Z cho­chli­ko­wym pozdro­wie­niem
    Andrzej Gołąb

    Jak cho­chliki to cho­chliki…
    :)

dodaj komentarz