Wery­fi­ka­cja w drukarni

Odpo­wie­dzial­ność za pra­wi­dłowe przy­go­to­wa­nie pracy do druku spada głów­nie na zle­ce­nio­dawcę. Tym nie mniej, sza­nu­jące się zakłady poli­gra­ficzne podej­mują coraz licz­niej­sze dzia­ła­nia, dodat­kowo wery­fi­ku­jące pracę Klienta. Czego zatem możemy się dziś spo­dzie­wać a nawet wyma­gać od dru­karni, kiedy już powie­rzymy jej swoje mniej lub bar­dziej wypiesz­czone gra­ficz­nie dziecko?

W poprzed­nim odcinku doszli­śmy do mało odkryw­czej kon­klu­zji, że prawda w poli­gra­fii to rzecz względna, a moż­li­wo­ści jej wery­fi­ka­cji przez stu­dio gra­ficzne są ogra­ni­czone. Taka kon­sta­ta­cja usta­wia gra­fi­ków w nie­złej pozy­cji, która w pełni im się zresztą należy.

Pro­szę mi to sprawdzić

Coraz szer­sza oferta deve­lo­per­ska spra­wia, iż stan­dar­dem w dru­kar­niach staje się czyn­ność pre­fli­gh­tingu, czyli spraw­dze­nia zgod­no­ści prze­sła­nych pli­ków do druku z pre­de­fi­nio­wa­nymi w pro­gra­mie war­to­ściami. Dla dużej czę­ści para­me­trów, może to być pro­ces w pełni zauto­ma­ty­zo­wany i bywa, że dru­kar­nie wysta­wiają Klien­tom taką funk­cjo­nal­ność on line na swo­ich stro­nach internetowych.

Raport z pre­fli­gh­tingu prze­sy­łany jest Klien­towi, a stwier­dzone nie­zgod­no­ści podzie­lone są zazwy­czaj na dwie grupy: „Błędy” oraz „Ostrze­że­nia”. Te pierw­sze (np. bit­mapy o niskiej roz­dziel­czo­ści) wyma­gają inge­ren­cji twórcy pli­ków , a w wypadku dru­gich (np. RGB zamiast CMYK-a), korektę za zgodą Klienta może wyko­nać drukarnia .

Trzeba jed­nak mieć świa­do­mość, że pre­fli­gh­ting auto­ma­tyczny nie wykryje nie­spój­no­ści para­me­trów pliku z nie­któ­rymi para­me­trami zle­ce­nia (np. nie­zgod­ność ilo­ści i for­matu stron publi­ka­cji), a żaden pre­fli­gh­ting nie ma szans z naszymi paniami z impo­zy­cji , gdyż nie prze­ana­li­zuje tak, jak one (oczy­wi­ście gdy mają czas i są w odpo­wied­nim nastroju) zawar­to­ści mery­to­rycz­nej doku­mentu. Tym nie mniej wszyst­kiego na dru­kar­nię sce­do­wać się nie da.

Utra­cone nadzieje

Ostat­nio roz­grze­ba­li­śmy temat wery­fi­ka­cji kolo­rów i sku­tecz­nie mam nadzieję zmie­sza­li­śmy z bło­tem popu­larne plujki. Następ­nym w kolejce do bicia jest druk cyfrowy.

Przy­znam ze skru­chą, iż swego czasu, mimo zde­cy­do­wa­nie hete­ro­sek­su­al­nych skłon­no­ści, dałem się uwieść panom mar­ke­tin­gow­com, repre­zen­tu­ją­cym dość zna­nego pro­du­centa cyfro­wych maszyn dru­kar­skich. Zabeł­tali mi w gło­wie slo­ga­nem rekla­mo­wym zapew­nia­ją­cym, iż dzięki nowa­tor­skim roz­wią­za­niom tech­no­lo­gicz­nym, można do druku na ich maszy­nach uży­wać dokład­nie tego samego papieru, co do druku off­se­to­wego. Tym samym – twier­dzili – w połą­cze­niu z odpo­wied­nim color mena­ge­men­tem, ist­nieje moż­li­wość wydru­ko­wa­nia pro­to­typu publi­ka­cji, z powo­dze­niem zastę­pu­ją­cego kosz­towne próby kolo­ry­styczne na pro­ofe­rach cyfrowych.

Dziś po po paru latach użyt­ko­wa­nia tych maszyn, powiem jedno: totalna bzdura. Druk cyfrowy jest nadal tym czym jest i niczym wię­cej. Nadaje się świet­nie jako roz­wią­za­nie dla pro­duk­cji nisko­na­kła­do­wych, dru­ków per­so­na­li­zo­wa­nych, czy też dru­ków „na żądanie”.

Nie­stety jed­nak, część Klien­tów pokłada w nim, podobne jak ja kie­dyś, więk­sze nadzieje i zleca wstęp­nie druk kilku egzem­pla­rzy pilo­ta­żo­wych na cyfrze, a dopiero w dru­gim kroku druk off­se­towy nakładu głów­nego. Postę­po­wa­nie zgoła słuszne i mar­ke­tin­gowo uza­sad­nione pod warun­kiem, że egzem­pla­rze dru­ko­wane na cyfrze nie będą sta­no­wić pod­stawy do wery­fi­ka­cji kolo­ry­stycz­nej wyrobu poligraficznego.

Jeśli nie proof, to co?

Potrzeba nam było pół­tora odcinka Cho­chlika aby wresz­cie dojść do sedna sprawy. Jedy­nym wia­ry­god­nym spo­so­bem wery­fi­ka­cji kolo­ry­stycz­nej publi­ka­cji jest próba wyko­nana na pro­ofe­rze cyfro­wym. Już widzę i sły­szę, jak naszemu sze­fowi pro­duk­cji Jerzemu, włosy jeżą się na gło­wie, kiedy czyta ten tekst. Dys­ku­sje na temat wia­ry­god­no­ści pro­ofów pro­wa­dzimy bowiem regu­lar­nie. A jed­nak, każda taka empa­tyczna kon­wer­sa­cja musi skoń­czyć się syner­gicz­nym poda­niem sobie rąk i reto­rycz­nym, póki co, pyta­niem: jeśli nie proof, to co…?

Posia­da­nie pro­ofera wykra­cza czę­sto poza moż­li­wo­ści i potrzeby zewnętrz­nego stu­dia gra­ficz­nego, dla­tego też usługę tę świad­czą przede wszyst­kim dru­kar­nie, choć teo­re­tycz­nie każdy proof posia­da­jący cer­ty­fi­kat zgod­no­ści z tą samą normą, którą sto­suje dru­karz winien być wia­ry­godny. Jak już wspo­mi­na­łem przy innej oka­zji, w więk­szo­ści dru­karni euro­pej­skich normą tą jest Euro­scale Fogra w wer­sji coated i unco­ated. Bywa jed­nak, że pro­ofer nie jest kali­bro­wany pod zewnętrzną normę, lecz pod kon­kretną maszynę dru­kar­ską i wtedy dru­kar­nia zobli­go­wana jest do udo­stęp­nie­nia Klien­towi sto­sow­nego pro­filu kolorystycznego.

Parę dobrych rad

Na koniec parę reflek­sji wyni­ka­ją­cych z kil­ku­let­niej prak­tyki obsłu­gi­wa­nia wyso­kiej klasy pro­ofera, dostar­czo­nego nam i ska­li­bro­wa­nego przez firmę, któ­rej nazwy nie ujaw­niam w tek­ście, ale którą chęt­nie polecę każ­demu, kto się z takim pyta­niem do mnie zwróci.

  • O ile to moż­liwe warto jest wyko­ny­wać pro­ofa w dru­karni, w któ­rej pla­nuje się osta­teczny druk nakładu, gdyż wtedy jasno jest okre­ślona odpo­wie­dzial­ność za pra­wi­dłowe odwzo­ro­wa­nie koloru.
  • Wia­ry­godny proof winien posia­dać cer­ty­fi­kat zgod­no­ści z normą. Naj­le­piej jak on jest trwale przy­kle­jony do wydruku.
  • Proof winien być wyko­nany z tych pli­ków, które pójdą do druku. Wbrew pozo­rom jest to wymóg czę­sto trudny do wyeg­ze­kwo­wa­nia. Bywa, że Klient używa wydru­ków z pro­ofera na eta­pie zatwier­dza­nia pro­jektu. Jed­nak przy wpro­wa­dza­niu osta­tecz­nych popra­wek może dojść do prze­kła­mań i plik wyni­kowy prze­ka­zy­wany do druku nie będzie toż­samy z pli­kiem, z któ­rego wyko­ny­wano proofa.
  • Nigdy nie ska­luj pli­ków, z któ­rych robisz pro­ofa. Jeśli chcesz zaosz­czę­dzić, wyka­druj z pracy te frag­menty, które mają dla Cie­bie naj­więk­sze znaczenie.

Zapro­sze­nie

Cza­sem wyni­kają pewne nie­po­ro­zu­mie­nia przy porów­ny­wa­niu pro­ofa z goto­wym pro­duk­tem. Nie ma nic bar­dziej zabaw­nego niż dys­ku­sja o kolo­rach w pomiesz­cze­niu o żół­tych ścia­nach i miga­ją­cych żarów­kach, dla­tego czyn­ność tę warto wyko­ny­wać w odpo­wied­nich warun­kach oświetleniowych.

Naj­le­piej sko­rzy­stać z symu­la­tora świa­tła białego.

Jest to sto­sun­kowo nie­wielka skrzy­neczka wyglą­da­jąca jak połą­cze­nie mikro­fa­lówki z tele­wi­zo­rem marki Bel­we­der (któż go jesz­cze pamięta?). Ten cud tech­niki stoi obok biurka Krzy­sia i Łuka­sza w naszym Stu­dio Gra­ficz­nym. Cie­kaw­skich zapra­szam do zwiedzania.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb

www.print4all.pl
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok
 
 
 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: ,

dodaj komentarz