Moni­tory i plujki

Nikomu, kto zaj­muje się przy­go­to­wy­wa­niem prac do druku nie jest obca ta chwila. Kolejna praca zakoń­czona, plik zatwier­dzony i posłany do dru­karni. Na ostatni moment, ale zdą­ży­li­śmy. Teraz pozo­staje tylko cze­kać na trans­port z pierw­szą par­tią goto­wego nakładu. I tylko te myśli, jak kor­nik wgry­za­jące się w umysł: czy cze­goś nie prze­ga­pi­li­śmy, czy posła­li­śmy wła­ściwą wer­sję pliku, czy zamie­ni­li­śmy RGB na CMYK-a, a fonty na krzywe. I tylko ten krzyk budzący sąsia­dów po nocy: Józek chyba nie zada­łam spadów…

Punkt odnie­sie­nia

Jeśli wpro­wa­dza­cie w swoje poli­gra­ficzne życie wszyst­kie święte zasady, porady i zale­ce­nia z kolej­nych odcin­ków Cho­chlika, może­cie teo­re­tycz­nie rzecz bio­rąc, spać spo­koj­nie. O ten Wasz spo­kojny sen Cho­chli­kowi bowiem cho­dzi, kiedy w bez­senne swoje noce stuka w kla­wia­turę sta­rego PC-ta. Wie­rzę, że lek­tura tego tek­stu przy­bliży Was jesz­cze bar­dziej do prawdy, acz­kol­wiek para­fra­zu­jąc kla­syka od czy­stych rąk, pytam się cią­gle: Cóż to jest prawda…w poligrafii ?

Praw­dzie o kolo­rach poświę­ci­li­śmy już tro­chę uwagi. Wiemy, że naj­bar­dziej wia­ry­god­nym punk­tem odnie­sie­nia dla gra­fika winny być mar­kowe wzor­niki kolo­rów, wymie­niane suk­ce­syw­nie wraz z upły­wem czasu na nowe. W odcinku „Kolo­rowe jar­marki” zamie­ści­łem wykaz przy­kła­do­wego zestawu wzor­ni­ków, który winien zna­leźć się na wypo­sa­że­niu każ­dego stu­dia gra­ficz­nego zarówno w wer­sji fre­elan­se­ro­wej, jak i korporacyjnej.

Moni­tory, czyli jak cię widzą, tak z Cie­bie doją…

Zawsze aktu­alny, pełen racjo­nal­nych uza­sad­nień i rów­nie tylu mitów, pozo­staje temat moni­to­rów gra­ficz­nych. Napę­dzane aktyw­no­ścią spe­cja­li­stów od social mar­ke­tingu dys­ku­sje na bran­żo­wych forach, pró­bują ich wysoką cenę uza­sad­niać idącą w miliony ilo­ścią barw i się­ga­jącą aż po grób wier­no­ścią kolorów.

Od lat mam przy­jem­ność współ­pracy z wie­loma zdol­nymi gra­fi­kami. Z tego doświad­cze­nia rodzi mi się jedna, banalna w swej oczy­wi­sto­ści reflek­sja. Naj­waż­niej­szy nadal pozo­staje człowiek.

W naszym stu­diu mamy kilka moni­to­rów gra­ficz­nych, ale zgod­nie z cho­chli­kową zasadą nie będę pole­cał kon­kret­nej marki. Będę nato­miast pole­cał, takich ludzi jak Krzy­siu, któ­rzy są w sta­nie ska­li­bro­wać każdy moni­tor, o ile nie pocho­dzi z naj­niż­szej półki mar­ketu nie dla grafików.

Tak więc moja prawda o moni­to­rach brzmi: 2000-3000 zł, kali­bra­tor i godzina pracy Krzy­sia. Reszta leży zaś w tej nie­zwy­kłej umie­jęt­no­ści prze­kła­da­nia w locie prawdy ekranu na prawdę papieru oraz tra­fia­nia na odpo­wiedni nastrój naszej prze­mi­łej Ewuni, która dzieli kasę nie tylko na monitory.

Ostrze­gam, że kiedy po publi­ka­cji tego tek­stu, lobby pro­du­cen­tów moni­to­rów i inne złe moce dopro­wa­dzą do likwi­da­cji mojego bloga, zacznę wzo­rem nie­ja­kiego Alfreda Sir­le­afa z Mon­ro­wii, pro­wa­dzić na murze naszej dru­karni blog ana­lo­gowy, aby sprawy bro­nić, jak nie­pod­le­gło­ści, aż do ostat­niej wol­nej cegły.

Dru­ko­wa­nie przed drukowaniem

Kolej­nym spo­so­bem pozna­wa­nia prawdy są wydruki. Nie­ba­wem doj­dzie do tego, że kolo­rowe dru­karki będą doda­wane gra­tis do każ­dego bochenka chleba, a więc dostęp tą drogą do prawdy o kolo­rach wydaje się wielu oso­bom roz­wią­za­niem opty­mal­nym. Roz­cza­ro­wa­nie jest jed­nak rów­nie bole­sne jak nieuchronne.

Koszty eks­plo­ata­cji tych urzą­dzeń bar­dzo szybko prze­kra­czają koszty ich zakupu, szcze­gól­nie kiedy sto­suje się zale­cane przez pro­du­centa, ory­gi­nalne tusze. Tak zwane zamien­niki są wpraw­dzie tań­sze, ale nie ma tu już mowy o trzy­ma­niu jakich­kol­wiek norm kolorystycznych.

Można też sto­so­wać metodę „na nar­ko­mana” i strzy­kawką doła­do­wy­wać puste zbior­niczki, ale ile się czło­wiek przy tym upaćka, zanim się naćpa… Bywa cza­sem, że pomie­sza­nie tuszów domo­ro­słych pro­du­cen­tów powo­duje zatka­nie się gło­wicy, a nawet całego sys­temu poda­wa­nia koloru.

Także tzw. oszczędne uży­wa­nie „tylko wtedy, kiedy naprawdę potrzeba, a nie do każ­dej bzdury”, przy­nosi sku­tek odwrotny. Gło­wica zasy­cha jak motyl i czę­sto w tym sta­nie pozo­staje już na zawsze.

Naj­gor­sze tkwi jed­nak gdzie indziej. Wydruki po wyj­ściu z popu­lar­nych dru­ka­rek wyglą­dają jak nie­które damy po wyj­ściu z salonu urody. Błysz­czące, efek­towne żarówy, dobre na eta­pie zatwier­dza­nia pro­jektu u Pre­zesa w gabi­ne­cie. Jed­nak w druku off­se­to­wym jak pod prysz­ni­cem: tapeta spływa, błysz­czyk i sztuczne rzęsy odpa­dają, a naga prawda poraża swoją okrutną banal­no­ścią. Wtedy panu Pre­ze­sowi nie pozo­staje nic tylko wes­tchnąć: prze­cież ja, kurna, zatwier­dza­łem zupeł­nie inny projekt.

Nie­wierny Tomasz

Oczy­wi­ście nie wyobra­żam sobie stu­dia gra­ficz­nego nie posia­da­ją­cego dobrej dru­karki kolo­ro­wej, naj­le­piej zresztą dru­ku­ją­cej w for­ma­cie A3+. Na wielu eta­pach pro­jek­to­wa­nia i przy­go­to­wy­wa­nia pro­to­ty­pów jest ona nie­zbędna. Rze­czy­wi­stość wir­tu­alna na szczę­ście nadal prze­grywa z realem i czę­sto jak Klient nie pomaca, to nie uwie­rzy, że Twój pro­jekt to zupeł­nie nowa jakość w gra­fice światowej.

Także port­fo­lio na elek­tro­nicz­nym nośniku lub w inter­ne­to­wej chmu­rze to jedna rzecz, a gustowny segre­ga­to­rek z osią­gnię­ciami, zręcz­nie pod­sta­wiony pre­ze­sowi przed oczy to zupeł­nie inna sprawa i inny efekt.

Nato­miast wydruk z dru­karki, nawet sto­sun­kowo dro­giej i wypa­sio­nej, nie może sta­no­wić pod­stawy do wery­fi­ka­cji kolo­ry­stycz­nej wyrobu poligraficznego.

Ponie­waż jed­nak tematu tego nie da się nawet pobież­nie obwą­chać za pomocą 6000 zna­ków jed­nego odcinka Cho­chlika, prze­ry­wam w tym miej­scu, aby do sprawy wró­cić za tydzień.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok

Powe­red by Face­book Like

Tagi: ,

2 Komentarzy do “Moni­tory i plujki”

  1. Anna Liwia Pisze:

    >Będąc ostat­nio w pew­nej dru­karni chcia­łam wytłu­ma­czyć Pani, o jaki kolor mi cho­dzi, popro­si­łam więc o wzor­nik i odna­la­złam odpo­wiedni kolor, który jak się oka­zało był zupeł­nie, ale to zupeł­nie inny niż ten na prób­nym wydruku. Nie­stety Pani stwier­dziła, że zadany w pracy kolor o dokład­nie tych war­to­ściach nie wyj­dzie u nich tak jak we wzor­niku. i przy­nio­sła inny wydruk, który w pracy miał zadany inte­re­su­jący mnie kolor, i pora­dziła odnieść się do tegoż wydruku. ręce mi opa­dły, a wzor­nik wypadł z nich pro­sto na podłogę…

  2. emmanuel Pisze:

    >Należy sądzić, iż wzor­nik odpo­wia­dał sto­so­wa­nym tech­no­lo­giom druku i był zgodny z pod­ło­żem, na któ­rym druk miał się odbyć. Jeśli było ina­czej, to dru­kar­nia nie powinna w ogóle takim "tref­nym" wzor­ni­kiem się chwa­lić.
    W sumie zawsze z takiej sytu­acji można wycią­gnąć wnio­ski na przy­szłość, np. co do wyboru drukarni. :-)

dodaj komentarz