O wyż­szo­ści okładki nad wkładem

W cho­chli­ko­wych wędrów­kach po dro­gach i bez­dro­żach poli­gra­fii posłu­gu­jemy się czę­sto sfor­mu­ło­wa­niem „przy­go­to­wa­nie pli­ków do druku”. Jest to skrót myślowy, który poważ­nie spłyca istotę rze­czy. Dobre sto­sunki stu­dia gra­ficz­nego z panami dru­ka­rzami to jedna sprawa. Jed­nak rów­nie mocne wra­że­nia cze­kają nas w rela­cjach z dzia­łem intro­li­ga­torni. A tam zazwy­czaj, więk­szość załogi sta­no­wią kobiety. Nie o pary­te­tach jed­nak dziś będzie mowa.

Ważni i ważniejsi…

Ile­kroć jestem pytany czym się param, odpo­wia­dam machi­nal­nie: pra­cuję w dru­karni. Jed­nak stwier­dze­nie to czę­ściowo mija się z prawdą. Nie w tym rzecz, że słynny agent Tomek to ja. Nato­miast prawdą jest, że każda więk­sza dru­kar­nia, to zakład poli­gra­ficzny, w któ­rym pro­ces druku jest jed­nym z wielu pro­ce­sów reali­za­cji wyrobu. Czy naj­waż­niej­szym? Zależy kogo w fir­mie spy­tasz o zda­nie. Według mnie rację miał Orwell: wszy­scy są tu równi, a nie­któ­rzy równiejsi.

Bez względu jed­nak na poglądy i orien­ta­cję sek­su­alną, zna­jo­mość pod­sta­wo­wych pra­wi­deł tech­no­lo­gii intro­li­ga­tor­skich może uchro­nić gra­fika od wielu nie­przy­jem­nych wpa­dek, tym kosz­tow­niej­szych, iż błędy pro­jek­towe w tym obsza­rze, czę­sto wykry­wane są dopiero po wydru­ko­wa­niu nakładu. W tym kon­tek­ście, popu­larna nie­dawno na Face­bo­oku akcja „zro­bię pro­jekt za bułkę” nabiera szcze­gól­nej wymowy.

Oprawa

Zanim więc zała­pie­cie się na prak­tykę u Darii, sze­fo­wej kilku dzia­łów naszej dru­karni, przyj­rzymy się tutaj sztan­da­ro­wemu pro­duk­towi intro­li­ga­tor­skiemu, jakim jest okładka. Wraz z wkła­dem two­rzy ona wyrób poli­gra­ficzny zwany oprawą. Nie radzę jed­nak tą ter­mi­no­lo­gią posłu­gi­wać się w księ­garni i pytać np. o oprawę pod tytu­łem „Ogniem i Mie­czem”. Wąt­pliwe to dzieło, a jed­nak nadal nazy­wajmy go książką.

Ter­min oprawa okre­śla punkt widze­nia pań z intro­li­ga­torni, dla któ­rych ważne jest to, czy wkład wsa­dzony do okładki trzyma się sztywno i nie roz­kleja się zbyt szybko. Aby to było moż­liwe pro­jek­tant okładki winien głę­biej pochy­lić się nad jej grzbietem.

Grzbiet

Przy opra­wach zeszy­to­wych, w któ­rych łącze­nie wkładu z okładką nastę­puje poprzez zszy­cie jedną lub dwiema zszyw­kami, grzbiet można prak­tycz­nie pomi­nąć. Na wszelki wypa­dek dobrze jest jedy­nie zwięk­szyć spady na sze­ro­ko­ści do 5 mm, tak aby dać więk­sze pole manewru mon­ta­żyst­kom, a póź­niej kra­ja­czom. Szy­cie dru­tem jest jed­nak nie­ele­ganc­kie, pach­nie pope­liną i ma zasto­so­wa­nie jedy­nie przy wkła­dach cien­kich, śred­nio do 48 stron. Dla więk­szych obję­to­ści sto­suje się kle­je­nie i/lub szy­cie nićmi. Tu grzbiet musi być uwzględ­niony i dokład­nie wyliczony.

Pla­nu­jemy wszyst­kim Klien­tom „print4all” udo­stęp­nić nie­ba­wem pro­gram liczący gru­bość grzbietu dla dowol­nej publi­ka­cji. Jed­nak póki co, musi­cie radzić sobie ina­czej. Przede wszyst­kim trzeba obli­czyć gru­bość samego wkładu. Jeżeli znamy gru­bość poje­dyn­czej kartki papieru, mno­żymy ją po pro­stu przez ilość kar­tek. Przy wkła­dach nie­jed­no­rod­nych trzeba osobno wyli­czyć para­me­try dla każ­dego rodzaju papieru. Gru­bość kartki nie da się pre­cy­zyj­nie zmie­rzyć linijką ani colsz­to­kiem*, więc do wypo­sa­że­nia stu­dia gra­ficz­nego warto dopi­sać mikromierz.

Przy opra­wie pro­stej (mięk­kiej) do gru­bo­ści wkładu doda­jemy 1 mm „na klej”, zaś przy opra­wie zło­żo­nej (twar­dej) do gru­bo­ści wkładu doda­jemy podwójną gru­bość uży­tej tek­tury, która wynosi zazwy­czaj od 1 do 3 mm.

W razie pro­ble­mów warto po pro­stu skon­tak­to­wać się z dru­kar­nią, która jeśli dba o odpo­wiedni poziom zado­wo­le­nia Klienta, poda nam pre­cy­zyj­nie gru­bość grzbietu dla kon­kret­nego zle­ce­nia. Jeśli zaś dru­kar­nia nie dba o zado­wo­le­nie Klienta, należy ją zmie­nić na naszą dru­kar­nię, dla któ­rej słowo Klient zawsze będzie pisane z dużej litery.

Bywa cza­sem, że wewnętrzne strony okładki (2 i 3) mają być także zadru­ko­wane, np. ciemną aplą. Zadbajmy o to aby w miej­scu łącze­nia wkładu z okładką tło było wybrane. Sze­ro­kość tego wybra­nia winna być równa gru­bo­ści wkładu plus po 3 mm z każ­dej strony.Ma to zna­czący wpływ na trwa­łość klejenia.

Dla ambit­nych

Ambitni, acz nie zawsze wybitni pro­jek­tanci opraw mie­wają pro­blemy z pro­jek­tem, w któ­rym gra­fika z wewnętrz­nych stron okła­dek prze­cho­dzi płyn­nie na pierw­szą i/lub ostat­nią stronę wkładu. Efekt robi wra­że­nie, szcze­gól­nie na pre­ze­sach decy­du­ją­cych o wybo­rze pro­jektu do druku, nato­miast w prak­tyce koń­czy się czę­sto wpadką.

Upar­ciu­chy muszą więc pamię­tać, że w wypadku opraw kle­jo­nych i szyto-klejonych druga i trze­cia strona okładki oraz pierw­sza i ostat­nia strona wkładu będą miały zakle­jone 4-5 mm od strony grzbietu przez kle­je­nie boczne, wsku­tek czego zmniej­sza się efek­tywny for­mat roz­kła­dó­wek. Jeżeli nie wpro­wa­dzona jest odpo­wied­nia korekta, to na styku stron poja­wia się zja­wi­sko „wycię­cia” frag­mentu obrazu spo­wo­do­wane jego zakle­je­niem. For­mat strony powi­nien zostać ten sam, zmia­nie pod­lega jedy­nie wiel­kość obrazu na stronie.

Prze­pis na kanciki

Osta­tecz­nym potwier­dze­niem traf­no­ści sen­ten­cji zawar­tej w tytule niniej­szego tek­stu, niech będzie fakt, iż w wypadku oprawy twar­dej, wymiar okładki jest więk­szy od wymiaru wkładu. O te nad­mia­rowe wiel­ko­ści, nazy­wane kan­ci­kami, okładka góruje nad wkła­dem, a przy­naj­mniej z trzech stron wystaje poza niego. Wpływa to pozy­tyw­nie na este­tykę i funk­cjo­nal­ność pro­duktu, nawet jeśli jest nim przy­wo­łana już wcze­śniej powieść Sien­kie­wi­cza (niech mu zie­mia lekką będzie).

Mono­pol na usta­la­nie wiel­ko­ści tychże kan­ci­ków ma w naszej fir­mie Daria i nikt ją tu nie wykan­tuje. Z tegoż to źró­dła mam naj­śwież­sze dane. Kan­ciki winne wyno­sić: dla opraw mniej­szych – góra i dół po 3 mm, bok 4 mm, dla opraw więk­szych – odpo­wied­nio 4 i 5 mm. Zdań odręb­nych brak.

Ktoś może wpraw­dzie zapy­tać, kiedy koń­czy się oprawa mniej­sza a zaczyna więk­sza, ale ja bym nie był tak małost­kowy. Od cze­góż nasza kreatywność…

* colsz­tok – popu­larna na Ślą­sku nazwa miarki mon­ter­skiej lub stolarskiej

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb

www.print4all.pl
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok
 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , ,

dodaj komentarz