Ori­gami w introligatorni

W odcinku poświę­co­nym opra­wom*, doszli­śmy do prze­ko­na­nia, że dobre sto­sunki pro­jek­tan­tów z dzia­łem intro­li­ga­torni są rów­nie ważne, jak rela­cje z dru­ka­rzami. Dziś dal­sze przy­kłady potwier­dza­jące słusz­ność tej dewizy. Fal­co­wa­nie i bigo­wa­nie lub jak kto woli, zła­my­wa­nie i prze­gnia­ta­nie, to wpraw­dzie pro­cesy intro­li­ga­tor­skie, ale bez ich wła­ści­wego roz­pla­no­wa­nia przez stu­dio gra­ficzne, efekt koń­cowy może Klienta przy­pra­wić o nie­bez­pieczny prze­falc** w oko­li­cach serca.

Na początku był zwój

Sta­ro­żytni Egip­cja­nie takich pro­ble­mów nie mieli. Gaba­ry­towo nie­wiel­kie arku­sze papi­rusu skle­jano w bar­dzo poręczne zwoje, któ­rych zasada obsługi wydaje się być podobna do mecha­ni­zmu prze­wi­ja­nia stron w edy­to­rach tek­stu czy też prze­glą­dar­kach internetowych.

Sto­so­wane w poli­gra­fii for­maty papieru rzadko scho­dzą poni­żej A2, a maszyny arku­szowe dru­ku­jące w for­ma­cie B1 stają się pod­stawą floty każ­dej liczą­cej się dru­karni. Wpraw­dzie pro­du­cen­tów bil­bo­ar­dów, ten for­mat też nie zado­wala i wzo­rem sta­ro­żyt­nych skle­jają z kawał­ków jesz­cze więk­sze arku­sze. Prze­ciętny użyt­kow­nik gustuje jed­nak w for­ma­tach pomię­dzy A4DL i do tych wymia­rów trzeba arkusz dru­kar­ski naj­czę­ściej sprowadzić.

Paweł i Gaweł

Na dobry począ­tek pro­po­nuję dwa pro­ste ćwi­cze­nia. Bie­rzemy kartkę papieru for­matu A4 i zgi­namy ją na pół, potem znowu na pół. Powta­rzamy tę czyn­ność jesz­cze raz lub dwa razy. To co zro­bi­li­śmy to wła­śnie jest fal­co­wa­nie (zła­my­wa­nie) arku­sza papieru. Zauwa­żymy z pew­no­ścią, że z każ­dym kolej­nym fal­cem zgi­nać jest trud­niej, a kra­wędź łama­nia staje się coraz mniej trwała, gdyż papier ma ten­den­cję do odgi­na­nia się.

W dru­gim ćwi­cze­niu spró­bujmy temu zara­dzić. Bie­rzemy nową kartkę papieru, linijkę i tępy nóż kuchenny. Zła­mu­jemy kartkę jak poprzed­nio, ale tym razem przed każ­dym kolej­nym zła­ma­niem przy­kła­damy do miej­sca zgię­cia linijkę i lekko prze­jeż­dżamy wzdłuż niej nożem (nie prze­ci­na­jąc papieru). W papie­rze powstaje prze­gnie­ce­nie zwane także, w zależ­no­ści od geo­lo­ka­li­za­cji dru­karni, bigiem lub bigą. Podobno pół­nocna część poli­gra­ficz­nej Pol­ski pre­fe­ruje rodzaj żeń­ski, a połu­dniowa męski. Ponie­waż Ruda Ślą­ska znaj­duje się w woje­wódz­twie ślą­skim, u nas mówi się big.  Jak zwał tak zwał, ale w efek­cie tej czyn­no­ści kartka zgina się znacz­nie łatwiej. Być może udało się nam nawet zro­bić jeden falc wię­cej niż poprzed­nio. Tak działa bigo­wa­nie (prze­gnia­ta­nie).

Fal­co­wa­nie i bigo­wa­nie idą z sobą w parze, choć ich rela­cje nie są syme­tryczne. Fal­co­wa­nie może się bez bigo­wa­nia cza­sem obejść, ale bigo­wa­nie bez fal­co­wa­nia nie ma po pro­stu sensu.

Z fal­co­wa­niem czy bez, zauwa­żamy w obu ćwi­cze­niach, że kolejne składki nie zacho­dzą równo na sie­bie, a wewnętrzne wystają poza kra­wę­dzie zewnętrz­nych. Przy­czyną tego stanu rze­czy są pewne, zda­wa­łoby się oczy­wi­ste cechy papieru, o któ­rych jed­nak cza­sem zapo­mi­namy, mając coraz czę­ściej do czy­nie­nia z papie­rem elek­tro­nicz­nym. Być może trzeba nam będzie cały ten odci­nek poświę­cić na roz­mowę o wła­ści­wo­ściach papieru, aby następ­nym razem łatwiej było powró­cić na łono introligatorni.

Book i e-book

Gru­bość

Kiedy korzy­stasz z Kin­dla***, bez względu na to czy masz na tape­cie instruk­cję obsługi kubka do kawy, czy „Dzieła zebrane” Lenina, wymiary czyt­nika się nie zmienią.

Nato­miast w papie­ro­wym realu książka książce nie­równa, gdyż każda kartka ma swoją nama­calną gru­bość, będącą wypad­kową dwóch para­me­trów papieru: gra­ma­tury i spulch­nie­nia. Zna­jąc te war­to­ści będziesz mógł lepiej prze­wi­dzieć, jak się zachowa pro­jek­to­wana przez Cie­bie publi­ka­cja po zło­że­niu ją w ołta­rzyk lub zetkę.

O ile gra­ma­tu­ra­pa­pieru jest poję­ciem dość zna­nym i opa­no­wa­nym, spulch­nie­nie dopiero ostat­nio robi karierę, a tzw. papiery obję­to­ściowe są na praw­dzi­wym topie. Dzięki wyso­kiemu współ­czyn­ni­kowi spulch­nie­nia (od 1,2 wzwyż) mogą one bowiem „uda­wać” wyż­szą gra­ma­turę niż tą, którą w rze­czy­wi­sto­ści posia­dają. W efek­cie publi­ka­cje dru­ko­wane na takim nadmu­cha­nym papie­rze są grub­sze, co wielu wydaw­com daje niczym nie­uza­sad­nioną pod­stawę do zawy­ża­nia cen.

Łatwo dać się nabrać na ten pro­sty chwyt i kupić książkę, która swoją gru­bo­ścią grzbietu obie­cuje obfi­tość tre­ści. Taka cegła potrafi zwieść czło­wieka szyb­ciej niż kobieta. Po roz­pa­ko­wa­niu nabytku w domo­wych pie­le­szach oka­zuje się czę­sto, iż deli­kwentka ma jedy­nie 200 stron, choć wygląda na 350, a w obsza­rze tre­ści też u niej nie za tęgo. Zło­żona dzi­wacz­nym 13-punktowym kro­jem na 16 punk­to­wej inter­li­nii ofe­ruje połowę tego, co może stary, dobry times 10/12.

Zanik oby­czaju poda­wa­nia w kolo­fo­nie książki, liczby arku­szy wydaw­ni­czych i dru­kar­skich jesz­cze bar­dziej utrud­nia orien­ta­cję, a nie­któ­rzy wydawcy idąc na całość, kolo­fonu nie umiesz­czają w ogóle. W ten spo­sób nikt już nie wie, ile jest książki w książce, a ile powie­trza w niej i wody.

Włókno

Obraz na ekra­nie Kin­dla składa się z tysięcy kro­pek zwa­nych pik­se­lami, któ­rych wiel­kość i odle­głość od sie­bie zależy od roz­dziel­czo­ści wyświe­tla­cza. Arkusz papieru składa się nato­miast z dużej ilo­ści włó­kien uło­żo­nych, w zależ­no­ści od spo­sobu cię­cia zwoju, wzdłuż lub w poprzek. Cecha ta zwana jest kie­run­kiem włókna.

Włókno może biec wzdłuż boku dłu­giego (LG) lub wzdłuż krót­kiego (SG). Sprawa jest na tyle istotna, iż pro­du­cenci papieru poda­jąc wymiary arku­sza, jako drugi para­metr umiesz­czają wymiar tego boku, po któ­rym bie­gnie włókno. Na przy­kład for­mat papieru B1 może być zapi­sany tak: 700×1000 mm (LG – włókno bie­gnie po dłu­gim boku), lub tak: 1000×700 mm (SG – włókno bie­gnie po krót­kim boku).

Bywają papiery, takie jak gprint, które nie mają regu­lar­nie uło­żo­nych włó­kien lecz są one zdia­po­la­ry­zo­wane. Za tą enig­ma­tyczną nazwą kryje się też odpo­wied­nio wyż­sza cena, a papiery te sto­suje się głów­nie do druku map i innych publi­ka­cji wie­lo­zła­mo­wych z fal­co­wa­niem mieszanym.

Powierzch­nia

Wresz­cie trze­cia cecha. Powłoka wyświe­tla­cza Kin­dla jest super matowa.  Z papie­rem zaś bywa róż­nie. Pod tym wzglę­dem dzie­limy go przede wszyst­kim na powle­kany (kre­dowy) i nie­po­wle­kany (off­se­towy). Ten pierw­szy wystę­puje dodat­kowo w warian­tach błysk, mat i pół­mat. Nie wiem, czy ist­nieje tyle rodza­jów powłok wyświe­tla­czy Kin­dla, ale dla istoty naszych roz­wa­żań to jest bez znaczenia.

Tak więc zapo­wia­dany we wstę­pie romans gra­fika z intro­li­ga­tor­nią prze­kształ­cił się nam mimo­wol­nie w lapi­darny wykła­dzik o papie­rze. Bogatsi o tę wie­dzę, będziemy mogli jed­nak łatwiej doce­nić trud i poświę­ce­nie pań z intro­li­ga­torni, które fal­cu­jąc i bigu­jąc co się nawi­nie, doko­nują sztu­czek, przy któ­rych wyko­na­nie japoń­skiego żura­wia tech­niką ori­gami, to bułka z masłem i salcesonem.

Ale o tym już w następ­nym odcinku.

* Odci­nek (7) pt. O wyż­szo­ści okładki nad wkła­dem
** Prze­falc – zamie­rzony nad­da­tek pozwa­la­jący na uży­cie chwy­ta­ków (czyli tzw. łapek)  do  trans­portu arku­sza w taśmowcu (czyli linii zbierająco-szyjącej), znacz­nie zwięk­sza­jący wydaj­ność taśmowca.
*** Kin­dle – popu­larna marka czyt­ni­ków e-booków

 

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem
 
 
Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
www.facebook.com/chochlikdrukarski
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok


 

Powe­red by Face­book Like

Tagi: ,

4 Komentarzy do “Ori­gami w introligatorni”

  1. Anonymous Pisze:

    >Ajjj, cho­chlik orto­gra­ficzny?
    "Taka cegła potrafi zwieźć czło­wieka szyb­ciej niż kobieta" -> zwieŚĆ

    Kupu­jąc książkę, zawsze spraw­dzam, ile ma nume­rów stron i czy jest odpo­wied­nio gęsto zadru­ko­wana – jesz­cze zanim zaczę­łam się inte­re­so­wać przy­go­to­wa­niem do druku, to na to zwra­ca­łam uwagę :)

    Po lek­tu­rze arty­kułu odróż­niam fal­co­wa­nie od bigo­wa­nia. Dzięki :)

    Daria Sto­lar­ska

  2. chochlik drukarski Pisze:

    >@Dariu – dzięki za wyło­wie­nie cho­chlika w Chochliku –

  3. Anonymous Pisze:

    >Apro­pos gra­ma­tur… zasta­na­wiam się na ile prak­tyczny z mojego czyli wykroj­ni­ko­wego podwórka jest to wskaź­nik…? Teo­re­tycz­nie wynika z tego, że kar­ton o więk­szej gra­ma­tu­rze będzie bar­dziej wytrzy­mały. Ale na tym tyle. Dla­czego nie podaje się zwy­czaj­nie gru­bo­ści mate­riału? Wtedy wszystko byłoby pro­ściej. Kie­dyś jesz­cze jak domi­no­wała "Ala­ska" i "Bal­tica" były tylko 2 tabelki. A teraz? A to Frovi, a to Arc­tica, a to Bóg sam wie co jesz­cze… a prze­cież wyso­kość bigi w wykroj­niku dobiera się w zasa­dzie tylko wg gru­bo­ści sztan­co­wa­nego mate­riału… Z tek­tu­rami fali­stymi to już w ogóle jazda. Gra­ma­tura i owszem, powie czy będzie to bla­cha czoł­gowa czy papier toa­le­towy, ale o gru­bo­ści final­nego pół-produktu czyli tek­tury już ani słowa, a to prze­cież klu­czowy para­metr dla tak fun­da­men­tal­nej sprawy jak kon­struk­cja opa­ko­wa­nia… Echhh

  4. Zmieszany Pisze:

    Dziwne, w jakiejś książce o poli­gra­fii (tytułu nie pamię­tam) autor pisał, że poda­jąc wymiar papieru naj­pierw wymie­nia się bok, wzglę­dem któ­rego bie­gnie włókno. Zatem odwrot­nie niż w powyż­szym arty­kule. Komu wierzyć?

dodaj komentarz