Kalen­da­rze trójdzielne

Zdają się ide­al­nie sym­bo­li­zo­wać egzy­sten­cjalne uwi­kła­nie czło­wieka. Prze­szłość, teraź­niej­szość i przy­szłość. I my, małe czer­wone istotki prze­su­wane nie­wi­dzialną ręką po z góry wyzna­czo­nym torze. Mimo koniecz­no­ści codzien­nego zmie­nia­nia poło­że­nia okienka, popu­lar­ność kalen­da­rzy trój­dziel­nych nie maleje i czę­sto od tego rytu­ału zaczy­namy nowy dzień. Może ta pozorna inte­rak­cja z abso­lu­tem zwięk­sza nasze nadzieje na nieśmiertelność?

Kalen­da­rze trój­dzielne, w prze­ci­wień­stwie do plan­szo­wych zde­cy­do­wa­nie lepiej łączą funk­cje użyt­kowe z mar­ke­tin­go­wymi, nie mając przy tym ambi­cji wypie­ra­nia z naszych prze­strzeni Sło­necz­ni­ków van Gogha czy też tajem­ni­czego uśmie­chu Gio­condy. Są wyro­bem wie­lo­czę­ścio­wym, sto­sun­kowo skom­pli­ko­wa­nym w kon­struk­cji: główka, plecki, trzy kom­plety kalen­da­riów, okienko z paskiem oraz opcjo­nal­nie etui. Każda z tych czę­ści wymaga uwagi pro­jek­tanta i jest oczy­wi­ście polem do popisu dla róż­nego rodzaju cho­chli­ków poli­gra­ficz­nych. Przyj­rzyjmy się im po kolei.

Kasze­ro­wana czy zwykła

Główka to miej­sce na pre­zen­ta­cję marki. Pełni tę samą rolę co pani Halinka z piłą zębatą na kalen­da­rzu plan­szo­wym (vide poprzedni odci­nek Cho­chlika), lecz ze względu na znacz­nie mniej­sze wymiary, zawarty tu prze­kaz musi być kom­pro­mi­sem, a naj­le­piej syner­gią tre­ści i designu.

Wspar­cia gra­fi­kowi udziela intro­li­ga­tor­nia, ofe­ru­jąc tzw. kasze­ro­wa­nie. Jest to usługa nakle­ja­nia na podwójną war­stwę tek­tury fali­stej, wydru­ko­wa­nego wcze­śniej pro­jektu. Dzięki tej ope­ra­cji główka uzy­skuje trwały i atrak­cyjny wygląd.

Jeśli decy­du­jemy się na ten zabieg pamię­tajmy o matematyce:

  1. sze­ro­kość netto główki musi być równa sze­ro­ko­ści netto plecków
  2. wymiar brutto winien uwzględ­niać spady po 15 mm z każ­dej strony na tzw. zawijkę
  3. istotne ele­menty nie idące na spad winne być odda­lone od kra­wę­dzi o mini­mum 10 mm – jest to wymóg bar­dziej este­tyczny niż tech­no­lo­giczny, gdyż główka kasze­ro­wana spra­wia wra­że­nie wypu­kłej i ele­menty umiesz­czone zbyt bli­sko kra­wę­dzi, optycz­nie się gubią.

Ponadto na główce, zawie­szona jest całość kalen­da­rza, więc trzeba uwzględ­nić miej­sce na gustowną dziurkę lub zle­cić dru­karni dokle­je­nie od tyłu pla­sti­ko­wej zawieszki.

Oczy­wi­ście kasze­ro­wa­nie to dodat­kowy koszt. Szu­ka­jąc oszczęd­no­ści można z niego zre­zy­gno­wać i wtedy pro­jek­tu­jemy główko-plecki, wraz z kosz­tem obniża­jąc jed­nak atrak­cyj­ność pro­duktu końcowego.

Grunt to mieć dobre plecy…

W naszej dru­karni nie musisz mieć spe­cjal­nych ple­ców, aby gra­tis pobrać roz­ry­so­wa­nia do typo­wych rodza­jów plec­ków. Tak więc, podob­nie jak to jest z wykroj­ni­kami, zanim przy­stą­pisz do two­rze­nia wła­snych, nowa­tor­skich roz­wią­zań przy­patrz się spraw­dzo­nym wzorcom.

Plecki są przede wszyst­kim ste­la­żem utrzy­mu­ją­cym całą kon­struk­cję kalen­da­rza i miejsc na umiesz­cza­nie tre­ści jest nie­wiele. Głów­nie są to pola pomię­dzy kalen­da­riami oraz stopka poni­żej ostat­niego z nich. W trzech miej­scach plecki są bigo­wane, celem uła­twie­nia ich zło­że­nia na czas transportu.

 

Istotne jest pra­wi­dłowe roz­pla­no­wa­nie poszcze­gól­nych bigów:

  1. odle­glość pomię­dzy pierw­szym bigiem a kra­wę­dzią górną winna wyno­sić 20 mm
  2. odle­głość pomię­dzy pierw­szym i dru­gim bigiem musi być taka sama jak odle­głość pomię­dzy dru­gim i trzecim
  3. odle­głość pomię­dzy ostat­nim bigiem a dolną kra­wę­dzią ma być o 5 mm więk­sza od wyso­ko­ści główki
  4. ewen­tu­alne tek­sty pomię­dzy kalen­da­riami nie powinny wcho­dzić na bigi, gdyż to pogor­szy ich czytelność.
Jeżeli plecki są zadru­ko­wy­wane aplą, w miej­scach skle­ja­nia należy aplę „wybrać”Wymiary wybrań poniżej.
  1. na skle­je­nie plec­ków z główką (górny pasek): wyso­kość 40 mm , sze­ro­kość równa sze­ro­ko­ści plecków
  2. na skle­je­nie kalen­da­riów z plec­kami – sze­ro­kość i wyso­kość pomniej­szona o pięć mili­me­trów z każ­dej strony, w sto­sunku do sze­ro­ko­ści kalendariów.

To, co tu brzmi tak enig­ma­tycz­nie, będzie znacz­nie łatwiej zro­zu­mieć patrząc na roz­ry­so­wa­nie, któ­rego ze względu na cha­rak­ter i obję­tość felie­tonu nie możemy dodać.

No i ta cała reszta…

Wyda­wać by się mogło, że kalen­da­ria jako główny ele­ment kalen­da­rzy, będą potrak­to­wane przez Cho­chlika w spo­sób spe­cjalny, a tym­cza­sem jest to stan­dar­dowa pro­duk­cja, którą w zasa­dzie można w cało­ści powie­rzyć dru­karni wybie­ra­jąc spo­śród pro­po­no­wa­nych przez nią gotowców.

Zaosz­czę­dzimy w ten spo­sób zarówno czas, pie­nią­dze jak i stres wyni­ka­jący z ryzyka pomi­nię­cia przy skła­dzie któ­re­goś z licz­nych dni wol­nych od pracy. Nikt nam tego nie wyba­czy, a szcze­gól­nie pra­cow­nicy Klienta końcowego.

Indy­wi­du­ali­stów, chcą­cych jed­nak pro­jek­to­wać wła­sne kalen­da­ria, zachę­cam do zapo­zna­nia się z tabe­lami typo­wych wymia­rów okie­nek, aby wiel­ko­ścią zasto­so­wa­nego kroju wstrze­lić się w ich wewnętrzne świa­tło. Nie ma nic bar­dziej wku­rza­ją­cego w kalen­da­rzu, jak data, któ­rej nie widać.

Kolor okie­nek dobie­ramy pod główkę. Bez­a­pe­la­cyj­nie kró­luje czer­wony, gra­na­towy, zie­lony i czarny.

W obiegu ist­nieją dwa spo­soby moco­wań pasków pla­sti­ko­wych, po któ­rych poru­szają się okienka: moco­wa­nia gum­kowe i bez­gum­kowe. Tylko przy­zwy­cza­je­nie i lęk przed zmia­nami może skła­niać nie­któ­rych do opo­wia­da­nia się za tymi z gumką. Nato­miast praw­dziwą rewo­lu­cję w branży „okien­nej” szy­kują nam pro­du­cenci prze­zro­czy­stych kółe­czek z folii, które same od sie­bie trzy­mają się powierzchni kalen­da­riów i nie potrze­bują żad­nych pro­wad­nic. Ale rynek kalen­da­riów w Pol­sce jesz­cze ich nie zaak­cep­to­wał. Widać lobby gum­kowe ma cią­gle mocne plecy.

Kiedy do plec­ków przy­twier­dzimy główkę i kalen­da­ria, opa­szemy je pro­wad­nicą z okien­kiem, a całość zło­żymy wzdłuż dobrze zapro­jek­to­wa­nych bigów, bra­kuje nam jedy­nie kar­to­no­wego etui, które dru­kar­nia powinna posia­dać w stan­dar­do­wej ofer­cie. Nie wypada prze­cież aby kalen­darz peł­niący rolę gadżetu rekla­mo­wego, roz­ło­żył się nie­chciany w trak­cie jed­nej z tych kur­tu­azyj­nych wizyt, jakie każ­dego roku usku­tecz­niają han­dlowcy, wpro­wa­dza­jąc jesz­cze więk­szy zamęt w przed­świą­teczny nastrój, kiedy i tak każdy cho­dzi zakrę­cony jak słoik z chrzanem.

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

 
Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
www.facebook.com/chochlikdrukarski
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , , , ,

3 Komentarzy do “Kalen­da­rze trójdzielne”

  1. mlk Pisze:

    >Mam w zana­drzu straszną histo­rię z kalen­da­riami, które odpa­dały. Pro­jekt był prze­wspa­niały, kalen­da­ria też pro­jek­to­wane, z uwzględ­nie­niem wszel­kich świąt i wol­nych dni w Euro­pie (ma-ka-bra…, 3 tygo­dnie wyjęte z życia).
    1. Rzecz była wypro­du­ko­wana przez spraw­dzoną wie­lo­krot­nie dru­kar­nię na ostatni moment (zresztą to nic szcze­gól­nego), klient dostał paczki na lot­ni­sko na pół godziny przed odlo­tem do Nie­miec, do swo­ich wspól­ni­ków.
    2. Po trzech dniach tele­fon od klienta, że kalen­da­ria odpa­dają. Po nara­dzie zde­cy­do­wano o wypra­wie po całą par­tię w celu przy­wie­zie­nia ich i prze­kle­je­nia kalen­da­riów.
    3. Dru­kar­nia miała na to dwa dni, a dwa dni zajęło mojej kole­żance spraw­dze­nie, czy rze­czy­wi­ście się trzy­mają. Trzy­mały się. Kalen­da­rze ponow­nie opu­ściły Pol­skę.
    4. Po tygo­dniu ponow­nie tele­fon, że… I że wię­cej szans nie będzie, koniec z kalen­da­rzami, mimo przy­ja­znej ceny i fan­ta­stycz­nych projektów.

    5.Miejsca pod kle­je­nie były nie­za­dru­ko­wane. Klej podobno taki jak zawsze i jak zawsze użyty. Moje podej­rze­nia doty­czą tem­pe­ra­tury, w jakiej były skła­do­wane i wil­got­no­ści, w jakiej kle­jone. Ktoś mi też zasu­ge­ro­wał, że być może dru­kar­nia oszczę­dzała na papie­rze i dru­ko­wała kalen­da­ria w poprzek arku­sza, zamiast wzdłuż (albo odwrot­nie) cokol­wiek to znaczy.

    W każ­dym razie, do dziś myślę o tym ze zgrozą.

  2. chochlik drukarski Pisze:

    >@Mlk – w wielu sytu­acjach przy­czyną tego rodzaju pro­ble­mów jakie opi­su­jesz jest pośpiech. Jeżeli np. ter­miny były jak zwy­kle napięte, kalen­da­rze nie miały odpo­wied­niego czasu i warun­ków na wyschnię­cie, mimo wybra­nia miej­sca pod kle­je­nie i zasto­so­wa­nia wła­ści­wego kleju efekt mógł być taki jak opi­su­jesz. Nie wydaje mi się aby włókno papieru miało tu coś do rze­czy.
    Tro­chę o włók­nie będę pisał w jed­nym z naj­bliż­szych felie­to­nów. Nie­któ­rzy pro­jek­tanci nato­miast aby się ustrzec przed efek­tem odgi­na­nia się kalen­da­riów przy wystą­pie­niu nie­wła­ści­wego włókna sto­sują wykroj­nik na plecki z pół­okrą­głymi zacze­pami, o które zaha­cza się kalen­da­ria aby nie odsta­wały od ściany…:) Tro­chę to je też wzmac­nia i osła­bia moż­li­wość odkle­ja­nia się.
    Pozdra­wiam – no i już w ramach auto­re­klamy zapra­szam do korzy­sta­nia z naszego pro­jektu taniego druku http://www.print4all.pl gdzie kalen­da­ria z pew­no­ścią nie odpa­dają…:)
    Pełna infor­ma­cja o "cho­chli­ko­wej" na dru­karni http://www.cuddruk.pl

  3. Janina Fetlińska Pisze:

    cie­pło pozdrawiam :)

dodaj komentarz