Lista poli­gra­ficz­nych życzeń

Kole­żanka idąc na urlop, zosta­wiła nam pod opiekę rybkę swo­jej córki. Rybka ma na imię Lulek i podobno speł­nia życze­nia, ale tylko z dzie­dziny poli­gra­fii (pewno dla­tego, że jest czarna a nie złota).  Natych­miast do Lulka usta­wiła się spora kolejka. Każdy chciał coś ugrać dla sie­bie. Ponie­waż moc spraw­cza Lulka jest ogra­ni­czona, zde­cy­do­wa­łem się wziąć sprawę w swoje cho­chli­kowe ręce i spi­sać co waż­niej­sze postu­laty. Powstała z tego lista życzeń, które kie­ruję za pośred­nic­twem Lulka do naszych miło­ści­wych Klientów.

… żeby wymiary były zgodne

Ponie­waż w papie­rze sie­dzę od lat, można by się spo­dzie­wać, iż obu­dzony w środku nocy będę w sta­nie bez zająk­nię­cia wyre­cy­to­wać w mili­me­trach wymiary wszyst­kich for­ma­tów sze­regu A, B, C, C+, SRA,  a w calach wymiary for­ma­tów ame­ry­kań­skich. Nic bar­dziej myl­nego. Z głowy pamię­tam jedy­nie pod­sta­wowe for­maty sze­regu A i B oraz wczo­raj­szy kurs „fran­ciszka”.  Obu­dzony w środku nocy nie znam nawet wymiaru swo­jego buta. Bo i po co. Tyle pięk­nych wier­szy jest do zapa­mię­ta­nia, a wygod­nego buta i tak nie kupisz bez przymiarki.

Potrzebne wymiary znaj­dziemy w ana­lo­go­wej lub wir­tu­al­nej tabelce, którą zawsze warto mieć pod ręką, zarówno wtedy, kiedy jest się gra­fi­kiem, jak i kiedy pracę gra­fi­kowi lub dru­karni się zleca. Ważna jest nato­miast świa­do­mość, że for­mat publi­ka­cji nie jest wyni­kiem pro­stego podziału arku­sza papieru. Mając wie­dzę pozy­skaną poprzez lek­turę poprzed­nich odcin­ków Cho­chlika, wiemy już, że w łań­cu­chu pro­ce­sów od papierni do trój­noża* papier na każ­dym eta­pie traci na wymia­rach, jak nie­wia­sta na kilo­gra­mach po kolej­nych sean­sach w fit­ness clu­bie.

Tak więc pro­jek­tu­jąc wyrób poli­gra­ficzny warto wziąć pod uwagę zarówno for­mat doce­lowy publi­ka­cji, jak i for­mat papieru, który był kal­ku­lo­wany. Tę wie­dzę w spo­sób jed­no­znaczny powinna gra­fi­kowi dostar­czyć osoba odpo­wie­dzialna za kon­takty han­dlowe z dru­kar­nią.

Radzę przy tym, aby posłu­gi­wać się nie tyle sym­bo­lami for­ma­tów, co wymia­rami netto w mili­me­trach, które należy jasno spre­cy­zo­wać w zapy­ta­niu kal­ku­la­cyj­nym, a póź­niej podać w zle­ce­niu dla dru­karni i w roz­pi­sce dla grafika.

Na moje cho­chli­kowe oko, połowę pli­ków pro­duk­cyj­nych musimy ska­lo­wać, aby dopa­so­wać je do wymia­rów ze zle­ce­nia. Pół biedy jeśli jest to pomniej­sza­nie, gorzej jeśli z A5 mamy zro­bić A4 i nie stra­cić na jako­ści. Nie dziwmy się więc, iż na liście życzeń do Lulka pro­blem wymia­rów jest na pierw­szej pozycji.

… żeby pliki były jed­na­kowe i miały treamboxy

Kiedy sta­wia­łem pierw­sze kroki w skła­dzie książ­ko­wym (a było to, ho, ho…) pewna zacna pani redak­tor z rów­nie zacnego wydaw­nic­twa, odbie­ra­jąc kom­plet wydru­ków składu wyko­na­nego w genial­nym, jak na owe czasy pro­gra­mie „Cyfro­set”, zada­wała zawsze to samo pytanie:

— A regi­ster gra?

— Ależ oczy­wi­ście, że gra – odpowiadałem.

Wtedy wybie­rała dwie kartki ze stosu, np. 5 i 397, skła­dała razem i przy­kła­dała do szyby w oknie swo­jego kantorka.

— A jed­nak nie gra. Pro­szę popra­wić – kon­sta­to­wała z uśmie­chem i zwra­cała mi całą pracę.

Zna­jąc wymiar netto publi­ka­cji trzeba się go trzy­mać od początku do końca.

Bywa, że z przy­czyn, któ­rych mogę się tylko domy­ślać, poszcze­gólne kolumny i łamy publi­ka­cji róż­nią się wymia­rem o parę mili­me­trów, a zmon­to­wana w jed­nym sche­ma­cie publi­ka­cja ska­cze przy prze­glą­da­niu, jak film w foto­pla­sty­ko­nie. Praw­do­po­dob­nie zda­rza się tak, kiedy łączymy pliki otrzy­mane od paru róż­nych dostaw­ców, w odmienny spo­sób inter­pre­tu­ją­cych wymiary publi­ka­cji. Jak­kol­wiek rzecz się ma, ważne jest ujed­no­li­ce­nie wymia­rów przed prze­sła­niem pli­ków do dru­karni. Oczy­wi­ście, aby regi­ster „grał” nie wystar­czy znor­ma­li­zo­wać wymiary łamów i kolumn. Ale o tym sze­rzej opo­wiemy w odcin­kach poświę­co­nych typografii.

Kwe­stię spa­dów omó­wi­li­śmy szcze­gó­łowo w pierw­szym odcinku Cho­chlika. Tu przy­po­mnę jedy­nie, że ich wymiar może w zależ­no­ści od danej maniery wyno­sić od 2 do 5 mm. Pracę należy pro­jek­to­wać na stro­nie o wymia­rze netto (po obcię­ciu), a spady wypu­ścić poza for­mat. Można je potem gene­ro­wać na dwa spo­soby: tylko dla trzech kra­wę­dzi zewnętrz­nych (bez grzbie­to­wej) lub dla wszyst­kich czte­rech kra­wę­dzi. Oba spo­soby są pra­wi­dłowe. Stwo­rzony z tak przy­go­to­wa­nej pracy plik pdf będzie miał zazna­czony tzw. tre­am­box, jasno komu­ni­ku­jący wymiar netto i brutto publi­ka­cji oraz spo­sób gene­ro­wa­nia spadów.

… żeby strony miały tę samą orientację

Kiedy moja bab­cia uczyła mnie taj­ni­ków kuli­nar­nych mawiała, abym ucie­ra­jąc cia­sto mie­szał zawsze „od sie­bie” a nie „do sie­bie”, bo ina­czej cia­sto opad­nie. Wiele czasu zabrało mi zro­zu­mie­nie czym te dwa kie­runki obrotu się róż­nią i szcze­rze mówiąc nie wiem, czy do dziś nie mylę jed­nego z drugim.

Bar­dzo dużym uła­twie­niem dla pań mon­ta­ży­stek, jest dostar­cze­nie wszyst­kich stron publi­ka­cji w tej samej orien­ta­cji: pion, por­tret, por­trait lub poziom, pej­zaż, land­scape. Jak zwał tak zwał, byle by było jednakowo.

Jeżeli zawar­tość któ­rejś ze stron powo­duje, że musi być zło­żona odwrot­nie od orien­ta­cji składu głów­nego (np. cało­stro­ni­cowa pozioma tabela w pio­no­wej książce) należy ją obró­cić zgod­nie z zasadą obra­ca­nia, autor­stwa mojej babci. W prze­ło­że­niu na poli­gra­fię ozna­cza to, że:

tabela jest pra­wi­dłowo zmon­to­wana jeśli po obró­ce­niu strony o 90 stopni zgod­nie ze wska­zów­kami zegara staje się czy­telna. Innymi słowy, główka przy­kła­do­wej tabeli na stro­nach parzy­stych winna znaj­do­wać się od kra­wę­dzi zewnętrz­nej, a na stro­nach nie­pa­rzy­stych od wewnętrznej.

Nota­bene, ta sama zasada obo­wią­zuje przy skła­dzie tek­stów na grzbie­tach ksią­żek. Winien on być tak zło­żony, aby po wycią­gnię­ciu książki z półki i obró­ce­niu jej o 90 stopni zgod­nie ze wska­zów­kami zegara, sta­wał się czy­telny. Wystar­czy spoj­rzeć na grzbiety ksią­żek w biblio­teczce, aby zoba­czyć jaki w tej mate­rii panuje zamęt.

Odwagi Lulek! To dopiero połowa życzeń. Reszta za tydzień…

*) Trój­nóż – maszyna intro­li­ga­tor­ska umoż­li­wia­jąca okra­wa­nie blo­ków książ­ko­wych z jed­nej, dwóch lub trzech stron w cza­sie jed­nego taktu maszyny.(za Wiki­pe­dią)

Z cho­chli­ko­wym pozdrowieniem

Andrzej Gołąb
www.print4all.pl
www.facebook.com/chochlikdrukarski
Ilu­stra­cje: Bro­ni­sław Józefiok

Powe­red by Face­book Like

Tagi: , ,

7 Komentarzy do “Lista poli­gra­ficz­nych życzeń”

  1. empet Pisze:

    >Hmm, cia­sto uciera się dookoła "maku­try". W obu kie­run­kach jest moment od jak i do sie­bie… Teraz nie wiem :(

  2. Grendel Pisze:

    >Mnie bab­cia uczyła, że zawsze zgod­nie z kie­run­kiem wska­zó­wek (albo prze­ciw­nym :D) ale nigdy raz w jedną, raz w drugą. Podobno (bo nie­stety wtedy nie mia­łem na tyle wyczu­lo­nego pod­nie­bie­nia) wpły­wało to w nie­któ­rych cia­stach na poziom natle­nie­nia, a więc spo­sób i tempo pie­cze­nia = smak.

  3. chochlik drukarski Pisze:

    >A miało być o poli­gra­fii. Chyba założę blok kulinarny…:)

  4. Kuba Pisze:

    >A'propos wska­zó­wek zegara. Zawsze myśla­łem, że współ­cze­śnie tekst na grzbie­cie powi­nien być czy­telny po obró­ce­niu książki o 90 stopni w kie­runku prze­ciw­nym do ruchu wska­zó­wek. Z tego co widzę na swo­ich pół­kach, odwrotne maniery obo­wią­zy­wały wła­śnie w „słusz­nie minio­nych cza­sach”.
    Wydaje mi się, że ta pierw­sza metoda jest o tyle lep­sza, że gdy położy się książki poziomo, tek­sty na grzbie­cie są czy­telne wtedy, gdy publi­ka­cja leży pierw­szą stroną okładki do góry.

  5. Anonymous Pisze:

    >No wła­śnie. To co pisze Kuba ma sens!!
    Jeśli w księ­garni książkę poło­żymy na ple­cach, to -90 stopni na grzbie­cie ma rację bytu.

  6. Przemek Pisze:

    Patrząc na swoje półki muszę stwier­dzić, że nawet książki dru­ko­wane w latach 30-tych zeszłego wieku mają tytuły obró­co­neo -90°, włą­cza­jąc nie­dawno opu­bli­ko­waną „Czer­woną księgę”. Tylko kilka ksią­żek ma odwrot­nie zapro­jek­to­wane grzbiety.

  7. Konrad Pisze:

    Wyda­nie fizyczne książki też jest zło­żone zgod­nie z zasadą o któ­rej pisał Kuba.
    Więc jak to w końcu jest ? 😀

dodaj komentarz